11.08. Kowidki obyczajowe, z Paryża dane

Ja na zdjęciu w Pariże. Koszulka nie do kupienia, choć z Kanady cisną, żeby odstąpić…

11 sierpnia, dzień 892.

Wpis nr 881

zakażeń/zgonów

4.321/20

Dziś obyczajki w Paryżu pisane, stąd fotografia. Właściwie to tylko spisane źródła i poskładane w tekst już w Ojczyźnie. A że dużo tego – ostatnio wysyp, a więc obyczajówka przyspiesza – to już jestem w stanie, jak kiedyś, dzielić je na polskie i międzynarodowe, w osobnych tekstach. Dziś zagranica.

Zaczynam od Paryża, bo to tu się dzieje, ja tam byłem, ale tego nie widziałem. Okazuje się, że mamy działania grup ekologicznych, polegające na spuszczaniu powietrza z samochodów. Ma to zapobiegać zanieczyszczeniom, zniechęcać kierowców do używania pojazdów i spowodować zieloną szczęśliwość. Kiedyś była taka grupa, która na początku rewolucji przemysłowej niszczyła maszyny, bo te miały pozbawiać ludzi pracy. Jak to się potoczyło wiemy wszyscy. Ci bezrobotni, z braku zajęcia, zajęli się planetą i mamy to co mamy. Czyżby luddyści mieli rację?

Dzieje się w instytucjach międzynarodowych. Te albo padły ofiarą progresywnych zmian, albo – jak uważają niektórzy – właśnie stoją na ich szpicy. A właściwie na czatach, bo mają pilnować czy ktoś nie idzie, kiedy globaliści będą depopulować świat. ONZ szturmuje: zajęła się ta organizacja… zaprzeczaniem istnienia globalnej elity, która manipuluje światem. Nie wiem skąd pomysł na taką debatę, inny niż „łapaj złodzieja!”. Co ma bowiem ONZ do zwalczania konspiracyjnych teorii, które wyśmiewa? No, chyba, że właśnie stoi na czatach. Ale jak się spojrzy na działania tej organizacji w zakresie choćby rolnictwa, to jednak nie chodzi o czaty, ale o szpicę. Wyciągane są praktyczne wnioski z oenzetowskiej deklaracji typu: „Ziemia nie może być traktowana jako zwykły majątek kontrolowany przez osoby fizyczne i podlegający presji i nieefektywności rynku. Prywatna własność ziemi jest również głównym instrumentem akumulacji i koncentracji bogactwa, dlatego przyczynia się do niesprawiedliwości społecznej”. No to już wiemy skąd te konflikty. Aby ich uniknąć wrócimy do kołchozów. A właściwie najpierw wyrugujemy rolników z ich ziemi, przejdziemy na ekologiczne hodowle, w tym sztuczne mięso i poprzemy to wszystko zdrowotną dietą nazywaną przez klimatycznych denialistów-podżegaczy – głodem.

W siedzibie NATO, podczas zgromadzenia odbył się ciekawy spektakl. Ja nie wiem, co oni tam biorą – raz to w parlamencie europejskim jakieś dziwolągi tańczą w przejściach, odbywają się jakieś dekonstrukcyjne sabaty. W siedzibie sojuszu wojskowego odbywa się coś na kształt rytuału uwolnienia. Przypomnę, że polega on na stymulowaniu wyjścia złego ducha z człowieka. Nie wiem tylko kto kogo wypędza, bo podobne to do trwałego opętania. Załączam filmik, bo tego się nie da opowiedzieć. Odzobaczyć niestety też nie.

Idzie nowe wraz z oszczędnościami. Gaz, ostatnio (?) specjalność niemiecka. W tamtejszych krematoriach, które używają gazu, wzięto się za jego oszczędzanie. Kremuje się po pięciu klientów na raz. Ciekawe jak później przekazuje się prochy rodzinie. A może to już dla rodziny wszystko jedno? Kolektywizm nawet po śmierci?

Ekologizm w natarciu. Przoduje faworyt postępowców – Nowa Zelandia. Kurcze, przed pandemią tam byłem i nic nie zapowiadało przodownictwa w progresywizmie. A ten się czaił podskórnie. Dał czadu za kowida, ale i teraz w eko też daje radę. Jak już wspominaliśmy przy okazji ONZ, chodzi o pogonienie rolników. Sposoby są różne. Najlepszy jest system fiskalny w oparciu o ekologiczne ideolo. Całkiem już Nowa Zelandia „zapowiada plany opodatkowania właścicieli zwierząt za ich (zwierząt na razie) bekanie i prykanie, aby przeciwdziałać zmianom klimatycznym.”

Skoro już jesteśmy przy powietrzu, to przejdźmy na bardziej świeże. Naukowcy z Lipska odkryli, że świeże powietrze przyczynia się do globalnego ocieplenia klimatu. To ja już nie wiem jak żyć. Zanieczyszczone źle, czyste też nie bardzo. Ciekawe co z tym teraz poczną ekolodzy? Czy jak się uda Nowej Zelandii wyeliminować powietrze skażone prykaniem krów, to Niemcy nałożą na nich podatek za świeże powietrze?

Ale powoli z tymi krowami. Nasza eksportowa wartość dodana, europoślica Spurek,  promuje właśnie nowe w Unii. Dopuszcza się własną decyzję zwierzęcia dotyczącą jego własnej płci. Podobno będzie można nawet otrzymać dotację na psa, który uważa się za rogaciznę. Ja bym jednak wolał oglądać panią Spurek jak próbuje wydoić byka uważającego się chwilowo za krowę.  

Ekologicznie też się dokładają w innych krajach. Hiszpański premier (tam też mamy odjazdy lewackie na całego) Pedro Sanchez zadeklarował, że w ramach walki z klimatem (czy o klimat, bez znaczenia) poprosił urzędników i biznes o nie noszenie krawatów. Dla tych co teraz prychają z rozbawienia donoszę, że idea jest szczytna. Po prostu człowiek w krawacie jest mniej awanturujący się i ma większe zapotrzebowanie na śladotwórczą klimatyzację niż rozchełstany wrażliwiec ekologiczny. No i co było szydzić? Jest powód? Jest. Jest plan? Jest. To o co ch(ł)odzi?

Były śmichy z jedzenia robaków? Były. I co, myślicie, że to taki absurd, że to niemożliwe? Tak się poświęcać dla klimatu? Mamy lepszą propozycję. Wiecie ile dobra się marnuje w postaci ludzkiego mięsa ludzi umarłych? Koledzy progresywni promują kanibalizm – same zalety, zwłaszcza ze zmniejszeniem śladu węglowego. Raz, że się zje coś co już zostało „wyhodowane” przez nową normalność, dwa, że oszczędność – jak wspomnieliśmy na przykładzie Niemiec: nie trzeba będzie już palić po pięciu, ale się ich zje. Pomysł ze Szwecji, na razie „kontrowersyjny”. Drugi na liście kroków w „oknie Overtona”, z pięciu prowadzących do pełnej akceptacji ludożerstwa.

Znowu jesteśmy przy zgonach, bo coś się ten temat dzisiaj dziwnie kręci w tym wpisie. USA. Tamtejsze ubezpieczalnie uprzejmie donoszą, że notują rekordowe wzrosty zgonów. Śmiertelność wzrosła o 40% i to w grupie 18-49. To pewnie kowid, bo wszyscy wiedzą, że to choroba starszych ludzi, c’nie?

”Naukowcy z Korea Advanced Institute of Science and Technology (KAIST) w mieście Daejeon, na południowy zachód od stolicy Seulu, opracowali „elektroniczny tatuaż” z tuszem wykonanym z płynnego metalu i nanorurek węglowych, który działa jak elektroda.

Bill Gates wierzy, że technologia jest wciąż na bardzo wczesnym etapie rozwoju, ma potencjał, by zastąpić dzisiejsze smartfony. Firma stojąca za tą pionierską technologią nazywa się Chaotic Moon Studios i obecnie koncentruje się szczególnie na działanie medycyny. Dzięki funkcjom tych elektronicznych tatuaży wyobraża sobie przyszłość, w której czujniki, urządzenia śledzące i inne urządzenia do noszenia, podobne do cyfrowych tatuaży, będą mogły być używane do komunikacji, wysyłania wiadomości i wykonywania połączeń telefonicznych….”. I żeby mi potem nie było, żem spiskowiec teoretyczny i że nie mówiłem, że tak będzie.

Na koniec ciekawa mapka, interesująca. Czyli jakie jest w poszczególnych krajach zaufanie do mediów newsowych.

Dziwnie to wygląda. U nas jakieś prawie pół na pół, ja nawet wiem które pół to które. Ale plemienni tak samo wierzą w media „swoje”, jak nie wierzą w media „ichnie”. Jak więc wyszli z tego dylematu uogólnienia? Dziwią Francuzi, Czesi i Słowacy. Co tam się dzieje, że chłopaki nie ufają? Bo że Węgrzy słabo i Grecy, to nie dziwota. Tam albo lewacy, albo faszyści, to jak ufać? Hmmm. Pół na pół u Polańskich, ciekawe… To co robi ta niewierząca połówka? Skąd czerpie informacje? Może z „Dziennika zarazy”?

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

2 thoughts on “11.08. Kowidki obyczajowe, z Paryża dane

  1. Co do tej mapki. To pasuje jak ulał. 42% to wyborcy PIS, którzy ufają TVP. Prezes Kurski już zaciera ręce i pewnie mapka pojawi się prędzej czy później w Wiadomościach jakie to TVP ma poparcie społeczne u wyborców PIS(100%).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: