15.08. Zbiórka na Czarnka, czyli monetyzacja naiwności

15 sierpnia, dzień 896.

Wpis nr 885

zakażeń/zgonów

772/0

Właściwie to już nie wiem co o tym myśleć. Cały czas obserwuję ten sam fenomen – pewna część moich rodaków nieustannie wkłada ręce swej naiwności w imadło zbiórek szczytnych, są te paluszki regularnie miażdżone, ale… proceder powtarza się coraz to. I właściwie człek się zastanawia czy bardziej się oburzać na cwaniactwo inicjatorów ściemy czy martwić naiwnością społeczności darczynnej. Nawet sobie, przy okazji takich akcji zrobiłem krótką historię zbiórek szczytnych, ba – nawet znalazłem tego źródła w… stanie wojennym. Mechanizm powtarza się z regularnością godną lepszej sprawy, wnioski przerobionych na frajerów giną wraz z rozgrzaniem publiki – ta, jak wywali jakiś temat i następny cwaniaczek ogłosi szczytną zbiórkę, znowu pcha swoje przetrącone paluszki. Główną motywacją jest dołożenie PiS-owi, mamy więc do czynienia z monetyzacją naiwności rozgrzanej publiki. Taki nowy biznes, do pociągnięcia, bo ta publika ma pamięć złotej rybki i dylematy typu: to w którą stronę pływamy w poniedziałek?

Tak i teraz. Niejaki „Bezczelny Lewak”, zachowujący się w sieci tak jak się nazywa, okazał się nagle wrażliwym Kamilem, ojcem dziecka poczętego in vitro (tu musimy wierzyć na słowo) i ogłosił, że słynny podręcznik HiT promowany przez ministra Czarnka zawiera obraźliwe treści w stosunku do jego invitrowej pociechy. Że to hodowla ludzi i takie tam, co to nad tym się Tusk ostatnio popłakał (co oni tam mają z tym płaczem, teraz Tusk, wcześniej Hołownia?). Nasz lewak ogłosił zbiórkę na prawników i proces, który ma wytoczyć w sprawie (w imieniu?) swej córki ministrowi Czarnkowi, który jest Czarnkowym Ludem całego przedsięwzięcia. Cel był ustawiony na 30.000 zł, ale zebrało się ponad 200.000 zł. Takie mamy rozgrzanie. To coś podobnego mieliśmy w sprawie zrzutki na cinquecento, które staranowała trzeźwa podstępnie Szydło, premierką będąc. Też zebrano na dobrego merca, tyle, że zbieracz zniknął z kasą, nawet nie pociągnięty do odpowiedzialności.

Jak będzie teraz? Ano słabo, co pan Kamil Nagły już opublikował, że teraz (czyli już na kasie) zastanowi się z prawnikami, co dalej. (Ale zbiórkę kontynuuje bez tej wiedzy). To słowo „z prawnikami” świadczy, że jest już ich sporo, więcej niż jeden, czyli przelewy już poszły. No właśnie – co dalej? No, sprawa jest cieniutka i pusta, jak igła strzykawki ze szczepionką na kowida. Mamy bowiem do czynienia z tzw. zaćmą medialną. Występuje ona wtedy jak jakiś fejk trafia na podatny grunt, nabiera rozpędu w kolejnych cytowaniach, staje się tzw. faktem społecznym, ale… nie odpowiada prawdzie. A sądy nie zajmują się dowodami społecznej słuszności tylko materialnymi faktami. A tu słabo, bowiem cała teza jest oparta na pewności (tu rozgrzanej, społecznej), że takie cudo o hodowaniu dzieci in vitro znajduje się w podręczniku. A NIE ZNAJDUJE SIĘ. To jedynie domniemania, sugestie, że jak tam Czarnek jeden z drugim piszą o hodowli dzieci, to na bank mają na myśli in vitro. To coś takiego, jak w wypadku kiedy Ziobro powiedział o śmieciach wyzywających żołnierzy Służby Granicznej od śmieci, to wiadomo, że miał na myśli Frasyniuka. Tertium non datur.

Poczytajmy sporny fragment: Wraz z postępem medycznym i ofensywą ideologii gender wiek XXI przyniósł dalszy rozkład instytucji rodziny. Lansowany obecnie inkluzywny model rodziny zakłada tworzenie dowolnych grup ludzi czasem o tej samej płci, którzy będą przywodzić dzieci na świat w oderwaniu od naturalnego związku mężczyzny i kobiety, najchętniej w laboratorium. Coraz bardziej wyrafinowane metody odrywania seksu od miłości i płodności prowadzą do traktowania sfery seksu jako rozrywki, a sfery płodności jako produkcji ludzi, można powiedzieć hodowli. Skłania to do postawienia zasadniczego pytania: kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci? Państwo, które bierze pod swoje skrzydła tego rodzaju „produkcję”? Miłość rodzicielska była i pozostanie podstawą tożsamości każdego człowieka, a jej brak jest przyczyną wszystkich prawie wynaturzeń natury ludzkiej”. Tyle. Ale nie w rękach interpretatorów, co to wyciągną dowolne znaczenie z dowolnego tekstu. Zwłaszcza, gdy nie jest to analiza treści, tylko domniemanych postaw autorów.

Medialnie leci jak zwykle i trzeba ratować co się da. Taki Onet pisze, że co prawda to są niejasności, ale ministerstwo idzie w zaparte. Czyli jak jest – nie wiadomo jak intepretować, ale ministerstwo się zapiera? Czego? Niejasności? Przeciwnie – wyjaśnia sprawę, łącznie z autorem podręcznika. To znowu jak z tą rtęcią: wyszło słabo, trzeba było jednego dnia, kiedy PR-owcy kryzysowi dumali jak wyjść z „kłamstwa rtęciowego” pełowskiej marszałek. Najpierw mieliśmy lekcje chemii, że rtęć to też chlorek, a więc sól w jakimś znaczeniu, Potem poszło, że tłumaczka wszystko wmanipulowała, bo biedny Niemiec nie wiedział o co go pytali. Teraz wszyscy z nim gadają, że tłumaczka o co innego pytała, ale na wszelki wypadek tropiąca brać dziennikarska nie zadaje mu podstawowego pytania: furda tam tłumaczka, panie Niemiec – była ta rtęć, czy nie? Tak i teraz – tak, to może i interpretacje, ale my lepiej od Czarnka wiemy co on już tam miał na myśli.

Ale pal licho tę nawalankę. Otóż Panie Kamilu vel Bezczelny Lewaku – na czymś takim nie da się zbudować pozwu. I jeśli pana „prawnicy” nie chcą po prostu Pana ograbić, to panu to powinni powiedzieć. Inaczej skroją zbiórkową kasę na coś, o czym wiedzieli od początku – bezowocne czynności. No i co wtedy? No – mówię: nawet jak Pana nie skroją to tej kasy nie będzie jak oddać, nawet jakby Pan chciał. I co wtedy? Przekaże to Pan na Jurasa, albo na jakąś fundację od in vitro? Ale nie na to zbierali zrzutkowicze. Oni zbierali by dobrać się do Czarnka za kalumnie. Pal licho, że ich nie było. Były w ich, sterowanej medialnie świadomości. I wedle starej zasady prędzej uwierzą w kłamstwo niż przyznają się do tego, że dali się dobrowolnie wydymać. Zwłaszcza, że włożyli w tę lekcję kasę.

Tak że mamy kolejny zrzutkowy fuckup. To, że się tam niczego nie uczą, to ich sprawka i ich pieniądze. Ale to kompromituje zrzutki w ogóle. Jak ludzie mają w nie uwierzyć jak przyjdzie kiedyś do prawdziwej zrzutki, na szczytny i osiągalny cel, robionej w dobrej intencji, zarówno po stronie zbierających jak i datkowiczów?

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”. 

4 thoughts on “15.08. Zbiórka na Czarnka, czyli monetyzacja naiwności

  1. Kiedyś złapali na Placu Czerwonym człeka z ryzą czystego papieru i natychmiast „sąd” w trybie doraźnym skazał biedaka na 10 lat łagru za antypaństwowe ulotki. Gdy próbował się bronić, że przecież to był tylko czysty papier, nadział się na celną ripostę: już my wiemy co byś chciał tam wydrukować + dodatkowe 5 lat za stawianie „sądowi” oporu wbrew oczywistym dowodom.
    Placu Czerwonego nie mamy, ale „sądy” już jak najbardziej. Dostał Szczurek 10 k odszkodowania za bieganie po pomnikach, więc niech się nikt nie zdziwi jak i „pan Kamil” dostanie stosownie. Nieistotne czy da się pozew zbudować czy nie, najważniejsze, żeby business „sze kręczył”. A i w Strasburgu też sędziowie, a tam już odszkodowania w eurosiach i w zupełnie innej skali.

  2. Ja bym przewrotnie powiedział, że wręcz przeciwnie: stwierdzenia produkcji ludzi zawarte w podręczniku tyczą się właśnie in vitro (może jeszcze innych praktyk np surogacji itp). I są prawdziwe. Dobrze napisali. To że ktoś może poczuć się urażony nie zmienia faktu że te procedury są nieetyczne. Trzeba o nich mówić z jakimś wyczuciem (tzn. celem nie powinno być poniżanie kogoś) ale nie można omijać prawdy tylko dlatego, że ktoś się z nią źle czuje.

    1. Pojęcie „etyczności” jest dosyć płynne i zmieniało się na przestrzeni lat i wieków. Więc ja bym był ostrożny w ferowani wyroków, bez analizy historycznej tego jak wyglądał np stosunek państwa, prawa do dzieci, zwłaszcza małych, niemowlaków. Dziś mają się jak pączek w maśle, ale jeszcze 100 lat temu wcale tak nie było. To, że dziś możemy pomóc ludziom w posiadaniu dzieci, zapładniając komórkę jajową, jest jak najbardziej słuszne, tak jak ratujemy każdego człowieka z wypadku, chorego, każde dziecko przedwcześnie urodzone lub z wadami(czy to jest dobre dla nas jako dla biologicznego gatunku i siły tego gatunku to już inna sprawa), które jeszcze w łonie matki możemy operować, gdyż technika pozwala na działanie, które nawet 50 lat temu było niemożliwe. I nie powinno to nic mieć wspólnego z etyką, choć jak czytam dla wielu nadal to nieakceptowalne. Ale tak jak nie jeździmy bryczkami i nie ubieramy się w łachmany z worków pokutnych, tak możemy zapładniać komórki jajowe i tak się rozmnażać. To się nazywa postęp. Ale. nikt nikomu nie zabrania ani mnożyć się klasycznie, bądź na wilka, ani tego nie robić, a korzystać z in vitro. Zresztą temat jest absurdalny, ponieważ 99% zapłodnień i tak jest metodą naturalną, a z in vitro korzystają głównie pary mające od wielu lat problemy z płodnością (co też nie jest gwarantem udanej ciąży). Musimy wreszcie odrzucić dogmat o świętości ciała ludzkiego, które biologicznie niczym się nie rożni od ciała innych zwierząt, a Bóg i tak stworzył nas na końcu, więc jesteśmy ostatni w kolejce, a nie pierwsi. Coś zatem jest na rzeczy w moim mniemaniu, by ciało traktować z szacunkiem, ale nie jako święte i nienaruszalne.

      1. A to ci dopiero, u BMXa „etyczność” jest płynna. To ci dopiero odkrywca z przedszkola.
        Otóż szanowny BMXie etyka jest ściśle powiązana z Cywilizacją i Kulturą. Każda Cywilizacja ma swoją i nie ma mowy o żadnej zmienności. Etyka chrześcijańska będąca filarem Cywilizacji Łacińskiej zakłada świętość życia od poczęcia do naturalnej śmierci. To, że tzw. Zachód coraz powszechniej odrzuca etykę chrześcijańską nie świadczy o tym, że to „etyczność” się rozpływa tylko o tym, że Zachód porzuca Cywilizację Łacińską. Etyka pozostaje stale w tym samym miejscu.
        A poza tym:
        – dzieci z in vitro to znacznie mniej niż ten 1 % wg. BMXa
        – ciało BMXa z pewnością nie różni się od ciała innych zwierząt; kto może to wiedzieć lepiej od niego samego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: