21.03. Jednak kowidki – prawdziwe pandemie, wyrwany członek i czemu nie robić szydery z wirusa

21 marca, dzień 384.

Wpis nr 373

zakażeń/zgonów

2.058.550/49.300

Obiecywałem brak kowidków w ten weekend, ale wystąpił taki ich wysyp w ostatnie dni tygodnia, że postanowiłem jednak wrócić do cotygodniowej tradycji publikowania i omawiania drobniejszych wydarzeń, których suma daje jednak jakiś patchworkowy obraz świata rzeczywistego. Oto więc porcja na ten tydzień.  

Pojawiło się zestawienie pandemii ludzkości. To znaczy tego, co ludzie uważali za pandemię. Ta nasza to jakieś żarty. Na załączonym wykresie ustawiono je wedle procentów śmiertelności ówczesnej populacji. Widać, że oficjalna definicja pandemii jaką zaserwowała WHO nijak nie ostaje się w porównaniu z tymi prawdziwymi. Widać z tego, że kwestia czy jest pandemia czy jej nie ma wynika wyłącznie ze społecznej percepcji ekscytowanej przez media. Nawet słynna grypa hiszpanka, choć zabrała dziesiątki milionów ludzi nie wzbudziła takiej paniki, o obostrzeniach typu lockdown nie wspominając.

Dzisiaj mniej kowidowo, ale więcej obyczajowo, bo ta pandemia ostatnio przyspiesza bardziej niż ta koronawirusowa, jak widać z powyższego – i tak dęta. W Kanadzie pierwsze przypadki penalizacji rodziców za mowę nienawiści wobec ich transpłciowych dzieci. Robert Hoogland został aresztowany nakazem sądu w dniu 4 marca 2021. Sędzia Tammen uznał, że podsądny obraża sąd używając wobec swojej córki zaimków żeńskich. Ojciec ma 16-letnią córkę, która uważa się za płeć męską. W ten sposób dzieci uzyskały już kompletną władzę nad rodzicami, wystarczy się tylko zdestablizować płciowo, by móc oskarżyć rodziców o transfobię, nawet za odmowę podwyższenia kieszonkowego.

Dziś trochę poskaczemy, bo teraz – do Unii Europejskiej. Ale tu już na dłużej, z trzema tematami. Nasilają się głosy, że cały ten europejski Nowy Ład ma głównie podłoże socjalne, czyli redystrybucji środków na przekupienie elektoratu, kosztem odnowy gospodarki po lockdownowym tsunami, które zafundowały europejskiej gospodarce prawie wszystkie państwa. Źle to wróży, bo jeśli przyjąć, że ten fundusz to taki „plan Marshalla”, tyle, że po wojnie na własne życzenie, to jego wydanie na socjal przyniesie inne i odwrotne efekty niż ten powojenny, który dał szansę Europie. Przejemy szanse na wzrost. Ciekawe jak u nas, bo ogłoszenie polskiej wersji Nowego Ładu zostało przełożone.  

Ale Unia zajmuje się w tej sytuacji naprawdę „ważnymi” rzeczami. Najpierw były pogłoski, że Unia weźmie się za polityczną poprawność językową. Teraz mamy dokument, który to reguluje, jest to otwarty „Glosariusz języka niedyskryminującego w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej”. A więc będziemy mieli coraz to dopisywane słowa-zamienniki dla różnych pojęć, by te nowe ich wersje nie uraziły czy poniżyły różnych grup społecznych czy seksualnych. Nie wiem jak to będzie egzekwowane, skoro ochrona przed poniżaniem doszła już do poziomu indywidualnego, nie grupowego i jak tu dopilnować własnej poprawności, skoro Bóg raczy widzieć jak pojedyncza osoba chce być określana? Dlatego królować będą zaimki bezosobowe, by uniknąć wpadki, ale jak się nie walnąć w przypadku osobnika, który chce być nazywany powiedzmy – jednorożcem? Jak jest zaimek osobowy dla jednorożca? Słuchajcie no jednorożec?

Na efekty takich priorytetów nie trzeba długo czekać. Kapitał zaczyna ucieczkę z Unii na… wyspy brytyjskie. A tak się dworowało, że Wyspiarze to głupie som, gryzą rękę karmiącą i jacyś tam niegramotni populiści przegłosowali tamtejszą elitę (skąd my to znamy). Kapitał co prawda coraz częściej posuwa lewackie kawałki, ale skrupulatnie planuje siedziby (zwłaszcza podatkowe) swej działalności. I jak ludzie za komuny głosowali nogami za Zachodem, tak teraz kapitał głosuje swoimi pieniędzmi.

I przedostatni skok – do Polski. Mistrz transferu – Hołownia – nie tylko już się pogubił ze swymi komentarzami zdarzeń i widocznie zużywa się, choć jego zwolennicy jeszcze nie bardzo. Teraz w internetach króluje memiczny nagłówek z mediów: „Hołownia ma nowego członka. Wyrwał do Kosiniakowi Kamyszowi”. W mediach polowanie na zdjęcie Kosiniaka z jak najbardziej zbolałą miną. Kobiety nie bardzo wiedzą co to za ból, chociaż mówiąc o tym, że nic nie równa się bólowi przy porodzie chyba nie wiedzą o co kaman, bo – jak utrzymuja męszczyźni – nikt ich nigdy nie kopnął w jaja. A co dopiero tak wyrwać członka…

Kończymy, jak zaczęliśmy (wszak to pandemia, c’nie?), kowidowo. Pojawił się uwaga-uwaga niewykrywalny szczep kowida – tym razem bretoński. Mieliśmy już wszelkie odstępstwa koronawirusa od historycznych norm: bezobjawowość, wrażliwość na zamykanie dziedzin gospodarki, zakażanie na siłowni i odpuszczanie w Biedronkach, zabawę w ciciubabkę z maskami/przyłbicami, wybiórczą reakcję na szczepionki, które okazało się nie otwierają niczego, raczej zamykają szkoły – po szczepieniach nauczycieli i wstrzymują operacje po szczepieniach lekarzy. Teraz mamy wirusa niewykrywalnego. Ciekawe więc jakimi metodami można wykryć jego obecność. No bo widocznie nie słynnymi testami PCR, co to na nich ludzkość jedzie od zarania pandemii, a o których wiele można powiedzieć, ale nie to, że wiarygodnie wyłapują zakażenia. Teraz to już będzie można jechać bez trzymanki. No bo w takim razie WSZYSCY mogą mieć wiursa, jak kiedyś bezobjawowego to teraz niewykrywalnego. A więc w maseczkach do usranej i bye bye gospodarko.

W walce z płasmoziemstwem w mediach społecznościowych multum przykładów jak to jakiś tam wątpiący śmieszek pandemii nagle zachorował i nie zdążył się nawrócić na koronaentuzjazm, bo zszedł na to co negował. Oczywiście w podtekście jest beka – a widzicie niedowiarki, ale przykryte fałszywym współczuciem, że jednak mimo wszystko szkoda, ale sami widzicie. Teraz przyszedł przykład odwrotny. A więc zastosuję taką sama taktykę. Otóż po pierwszej szczepionce nasz lekarz śmiszkował w internecie, że pierwszą dawkę już wziął i anteny 5G jakoś go nie biorą. Niestety lekarz zmarł i teraz odbędzie się turniej – na co i czy szczepionka miała tu jakiś udział. Oczywiście szkoda człowieka, ale jak widać nie ma się z czego śmiać, ani z wirusa, ani z ludzi, którzy mają inne zdanie niż oficjalny przekaz okołokowidowy.

A więc życzmy sobie wszyscy zdrowia i może mniej sarkazmu, bo ten – jak widać – może wrócić do nadawcy w bardzo nieoczekiwanej i w sumie niepożądanej formie.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

10 thoughts on “21.03. Jednak kowidki – prawdziwe pandemie, wyrwany członek i czemu nie robić szydery z wirusa

  1. Mnie się jednak wydaje (niezależnie od moich prywatnych opinii na temat kowida), że z tego porównania pandemii można wysnuć dokładnie przeciwne wnioski: że w końcu mamy dostateczną wiedzę i środki, żeby zaraźliwa i śmiertelna choroba nie zabiła 30% populacji, tylko 0,03%, i, no kurczę, może jednak te obostrzenia, lockdowny i maseczki mają sens, choć są wkurzające.

    A na ten glosariusz mowy niedyskryminującej to aż się boję spojrzeć.

    1. Przeciwnie. „Lokdałny i oboszczenia” zabiły już kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Gdyby władza rozpowszechniła leczenie amantadyną, chininą lub iwermektyną, to nie trzeba by ludzi pchać pod respirator. Z jakiegoś tajemniczego powodu tego nie robi, nie tylko w Polsce. Jakiego, to „płaskoziemcy” mówią już o tym od dawna.

      1. Szanowny Czytelniku, ale co właściwie przeciwnie? Ja nie powiedziałam, że obostrzenia nie szkodzą ludziom, tylko że to w żaden sposób nie wynika z tego wykresu. Jestem więc zdania, że nie ma co się z niego cieszyć, bo każdy wywnioskuje z niego to, co chce wywnioskować, i wszyscy rozejdą się do domu z poczuciem wyższości nad przeciwnikami.

    2. Co jednak nie przeszkadza „waadzom” w całym świecie tzw. zachodniej cywilizacji wyłączać działania tej współczesnej medycyny argumentując to walką z covidem.

    3. Wydaje mi się, że myli Pani przyczynę ze skutkiem. Moim zdaniem nie mamy do czynienia z czymś na miarę óczesnych pandemii nie dlatego, że się chronimy, tylko, że śmiertelnośc jest niewiela i nie uzasadnia kosztów. Powtórzę – koronawirus jest bardzo zaraźliwy ale mało śmiertelny. I wszystkie strategi zakładają, że ssię wznaczna większośc i tak zarazi, chodzi tylko o tempo. A więc nie jest ak jak Pani pisze. Żadne lockdowny jak widać niczego nie spowolniły ani tym bardzie nie zlikwidowały.

      1. Szanowny Panie Adminie, a ja mam wrażenie, że – tak jak pan Czytelnik – obala Pan tezę, której nie postawiłam.

        Wykres to dane. Dane z reguły można interpretować na różne sposoby. Interpretacja danych w oczywisty sposób skorelowana jest z poglądami człowieka, który na nie patrzy.
        Teza, którą postawiłam, brzmi: ludzie, którzy są przeciwko obostrzeniom, mogą potraktować ten wykres jako argument na swoją rację (tak jak pan Jerzy), ale ludzie, którzy są za obostrzeniami, również mogą potraktować te dane jako argument na swoją rację. Podpierając się na przykład tym, że nie wiemy, jaka byłaby śmiertelność w Europie, gdyby nic nie zrobiono.

        Nie ma sensu przekonywanie MNIE, że lockdowny nie mają sensu, skoro nie macie pojęcia, do którego z powyższych stronnictw należę.
        Liczyłam raczej na argumenty, dlaczego nie można konkretnie tych danych, tego wykresu potraktować jako dowód na istnienie sensu obostrzeń.

        Mój osobisty argument jest taki, że nie jestem przekonana, czy współczesna służba zdrowia, nawet w połączeniu z maseczkami etc. byłaby rzeczywiście w stanie zminimalizować śmiertelność z 2,5% (jak w hiszpance, która jest chyba z tego wszystkiego najbardziej podobna do kowida) do 0,03%. Ale ja mam nikłą wiedzę medyczną. Przydałby się tu lekarz, który potwierdzi „oczywiście, to absolutnie niemożliwe!”. Wtedy można by już to porównanie potraktować jako dowód na coś. Na razie jest to dla mnie przekonywanie przekonanych.

        W większości dyskusji gram rolę adwokata diabła. Nawet kiedy się z kimś zgadzam, zawsze mam z tyłu głowy pytanie „ale czy gdybym była innego zdania, to by mnie to przekonało?”. Postaram się tu pojawiać za każdym razem, kiedy uznam, że jakiś argument nie jest wystarczająco klarowny – może się do mnie przyzwyczaicie ;-).

        1. Tak, ma Pani nikłą wiedze medyczną. Hiszpanka 2,5% śmiertelności. W wykresie jest pokazany procent śmierci do populacji. Śmiertelność to procent zgonów wśród zakażonych. Rzeczywiście każdy może interpretować wykres jak chce. I ci z wiedzą i ci z niewiedzą…

          1. Dziękuję za zwrócenie uwagi na mój błąd. Złośliwość nie była konieczna.

  2. No, Panie Jerzy, cos Pan? Jak wszyscy mają, to po kiego i komu jakieś maseczki i lock-downy.?
    No co do downów, no to ma sens, teraz ich przyrosło lawinowo…
    Co do problemów tożsamościowych > jak ktoś życzy sobie aby go nazywać reniferem to powinien byc na niego nałozony obowiązek zakładania kapoty z odpowiednim napisem oraz barwnym wizerunkiem.
    Np. Jam ci jest renifer różowy.
    Ale sam nie wiem czy ta moja propozycja ma sens. Bo co z płcią, a może to nawet zabronione aby o tym wspominać?
    Ehh…, coraz bardziej gubię się w tych zawiłościach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: