21.04. Paszporty dobrowolności przymusowej

21 kwietnia, dzień 415.

Wpis nr 404

zakażeń/zgonów

2.718.493/63.473

Jak już wcześniej pisałem będziemy mieli problemy z selekcją sanitarną. Wprowadzenie szczepionek stanie się powodem dzielenia ludzi na zaszczepionych i niezaszczepionych. Tym pierwszym ma się luzować wcześniej obostrzenia, choć to bujda – zaraz będzie, dlaczego. Tym drugim miało się nic nie dziać, ale to też bujda, bo w tym wypadku sprawa nie tylko dotyczy braku benefitów, ale karania za niezaszczepienie. Teraz kiedy szczepienia wchodzą już masowo ten początkowo teoretyczny problem stanie się już za chwilę poważnym problemem światowym.

Bujda z luzowaniem dla zaszczepionych chodzi właśnie po ulicach. Czy zaszczepieni mogą nie nosić masek? Nie mogą – bo okazało się następne cudo po zakażających bezobjawowych – zaszczepieni bezobjawowi, sami nie chorując, mogą na swojej szczepiennej tarczy roznosić śmiertelnego wirusa i zakażać innych. A więc nic się nie zmieniło. Czy zaszczepieni lekarze porzucili teleporady i osłuchują pacjentów? Dzieci wróciły do szkół z zaszczepionymi nauczycielami? No, jak widać. I nie jest to czekanie na mityczne zaszczepienie się świata, bo to ani możliwe, ani skuteczne. Ale wszystko po kolei.

Rozgorzała krótka dyskusja w mediach, nawet Rada Europy wystosowała oświadczenie, że wszelka segregacja jest zabroniona, ale sprawa ucichła. Media niewiele wspominają o toczących się dwóch równoległych procesach: pilotażowych projektach selekcji sanitarnej ograniczającej różne dostępy dla nieszczepionych i drugim procesie – półtajnych pracach nad wprowadzeniem paszportu szczepiennego. Testy idą nieźle, przoduje Izrael, ale dołączyły 31 marca już Niemcy, w których nie wejdziesz do sklepu poza hipermarketem bez negatywnego testu. Nasz paszport szczepienny to niby co innego, ale już trenujemy selekcję sanitarną.

Unia już pracuje. Chce zdążyć do 15 czerwca, ponaglają kraje turystyczne, bo wydaje im się, że jak będą już paszporty to się przemieszczanie otworzy i jeszcze zarobią. Czyli się odkują, bo to Południe to i słabe ekonomicznie i kowidowo dostało bęcki. O czerwonawej zarazie (Hiszpania) to już nawet nie wspomnę. Niestety Polska idzie równo. Rząd ustami wysokiego urzędnika stwierdził, że jesteśmy gotowi, każdy zaszczepiony ma swój kod QR, jeszcze w papierach, ale może kiedyś na przedramieniu. Wiadomo – kwit się może zgubić, z rączką – trudniej, będzie może kompromisowo – na smartfonie, ale co z wykluczonymi cyfrowo, może jednak przedramię. W Parlamencie Europejskim 25 marca polski cud – porozumienie ponad podziałami: w głosowaniu za paszportami doszło do POPiS-u. To tak jak w Polsce – oba plemiona się licytują kto grzeczniej dokręci śrubę i przypodoba się WHO.

Ale, tu niespodzianka, WHO jest przeciw. Nie to, że chodzi o wolność i unikanie segregacji sanitarnej. WHO podniosła kwestię tego, że ten system nie zadziała, bo skuteczność szczepionek wciąż jest dyskusyjna. Nie tylko, że są nie w pełni skuteczne, ale gorzej: na przykład w Izraelu doszło nawet do tego, że przebadani zaszczepieni Pfizerem wykazali ośmiokrotnie większą zapadalność na wirusa południowoafrykańskiego. A wersji wirusa mamy już… kilkaset tysięcy. Taka jego uroda. Nie pada tylko wtedy jak nie mutuje. A my – o tym w późniejszych wpisach – wydłużając i wypłaszczając krzywą zakażeń daliśmy mu więcej niż normalnie czasu na wygenerowanie wielu mutacji. Ale to szczepionki. Wróćmy do paszportów.

W Wielkie Brytanii też się nie szczypią, tam nie ma gadania i wszystkie rozwiązania wprowadza dekretami premier Borys Johnson. Kiedyś koronasceptyk, później zachorowało się premierowi i wrócił jak nawrócony na łono lockdownowców i piewców błogosławionego wpływu kwarantann. Dziś przodując w szczepionkach nad porzuconym Kontynentem chce odtrąbić zwycięstwo paszportując cały kraj.

Ale wróćmy do tego o co kaman. Otóż chodzi deklaratywnie o system… błogosławieństwa dla ludzkości. Skoro się zaszczepiłeś, to możesz wrócić do „nowej normalności”. A skąd to my niby mamy wiedzieć, że już jesteś szczypnięty? Na słowo się nie da. A więc paszporty, na razie zielone (ten kolor musiał wybrać jakiś marketingowiec), ale później się zobaczy. Jaki zakres informacji o posiadaczu paszportu? Na razie nie wiadomo. Wiadomo na pewno, że całe to RODO to szlag trafił, co dopiero mówić o tajemnicy co do własnego stanu zdrowia i stosowanych wobec osobnika terapii. No dobra – kara dla płaskoziemców, a co z tymi, którzy np. nie przeszli pozytywnie lekarskiej weryfikacji przed szczepieniem? Tam jest parę pytań (np. alergie), których można nie przejść, przecież po coś pytają wypełniając ankietę. I co, nie dość, że alergik nie poleci (w Niemczech nie kupi w sklepie), jak pech to pech, ale ten wstyd przed sklepem czy bramką – wszyscy będą patrzeć na płaskoziemne dziwadło.

No dobrze, a co z pracą? Pozwolą pracować niezaszczepionym? Na jakiej zasadzie? Właściwie już widzimy przypadki przymusu szczepień w pracy ordynowanych przez pracodawcę, zaś takie ciała jak TK się nie wypowiedziały. Ale jak prawodawca zarządzi to pójdzie przymus. Lekarze już eskalują, by zabronić niezaszczepionym pracy „z ludźmi”. Ciekawe co Kościół? Konstytucja jest tu bardzo konkretna – nie da rady, no może pod przymusem stanu wyjątkowego, ale u nas zadażyło się już co się miało z obostrzeniami i bez potrzeby jego wprowadzania. A więc co, na glebę i szybkie wstrzyknięcie? Czy będziemy honorować dziwaków, za to izolować ich (no chyba pod przymusem), tylko gdzie? Już kilka krajów (np. Niemcy, Kanada,) jest gotowych z ośrodkami przymusowego odosobnienia dla opornych.

Mamy do czynienia ze starą peerelowską dobrowolnością przymusową. Ten oksymoron dobrze działał za komuny, a od tego czasu ludzki mental się przecież nie zmienił. A więc każdy z nas wkrótce stanie przed dylematem własnej wolności: utrata wielu atrybutów wolnego życia, jeśli bronisz swych wartości, albo krótkie ukłucie i jesteś po stronie korzystających z powrotu do kulawej, ale jakiejś normalności. Będą to trudne wybory. System może być szczelny, nie będziesz miał fałszywej kenkarty, żeby się prześlizgnąć. Nie będą cię legitymować (jeszcze?) na ulicy na okoliczność, ale sam pękniesz bo zrobią to gęściej niż patrole żandarmerii – kilka razy dziennie: w pracy, sklepie, tramwaju.

Dla świata będzie to super narzędzie selekcyjne, używane naiwnie po to by wrócić do biznesu. Popatrzmy się na linie lotnicze. Tym ruch ustał, szorują brzuchami stojących samolotów po piachu depresji ekonomicznej. I co? One przecież pierwsze ochoczo wprowadzą obowiązek paszportów, skoro już to trenują na testach PCR. I będziesz musiał mieć paszport, żeby polecieć. I co teraz: małe ukłucie czy wczasy na polskim RODOS (Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką)? I takich dylematów niezaszczepiony będzie miał codziennie kilka. Niektórzy może pękną dopiero na poziomie pójścia dzieci do szkoły, bo już się trenuje szczepionki na malcach od 2. roku. I co? Dziecko-wyrzutek w klasie, która cała siedzi w realu, a Jasiu, syn płaskoziemców już trzeci rok online?

A więc firmy będą ochotnie korzystać z tego podsuniętego przez państwo narzędzia, by jak najszybciej wrócić do normalności, bo to będzie jeden z warunków. I tu przypomina mi się ta dyskusja o parze gejów i hotelu. Albo o drukarzu i organizacji LGBT. Przecież jako gospodarczy liberał deklaruję, że każdy kto prowadzi działalność może sobie wybierać z kim robi biznesy. I niby jak świat – i niektóre niezboczone sądy – przyznał rację odmawiającym, to taki np. Ryanair miałby by mieć prawo odmówić mi lotu bo jestem niezaszczepionym alergikiem? No niby konsekwentnie tak. Ale jak mamy do czynienia z praktycznym monopolem? A mamy przecież – ocalałych linii lotniczych kilka na krzyż, każda chętna do paszportowania, byleby już puścili ruch.

Numer z hotelem czy drukarzem ma sens, jak jest gdzie pójść. Hoteli dostatek, tak samo z drukarzami. A co z resztą? Ja jednak marzę, że będą sklepy bez szczepień, może się otworzą nowe nisze dla płaskoziemców, tyle, że regulator nie pozwoli, bo to będą przecież wylęgarnie resztek koronawirusa. A przecież cały świat tak długo walczył, a tu się kłębią w jakimś piwnicznym pubie. To jak to jest, przecież zaszczepieni nie mają się czego bać, a więc po co zbawiać nieochotnych przed nimi samymi? Jest taka simonowa koncepcja, że dlaczego społeczeństwo ma płacić na takich nygusów, co to sami się proszą, a potem piszczą pod respiratorem? Ale to jest to samo co np. z paleniem. W ten sam sposób można zakazać palenia, picia,… jazdy samochodem. A wolnościowcy mówią, że nie po to płacą ubezpieczenie zdrowotne by ubezpieczalnie zarobiły na niechorujących, ale po to, by żyć jak się chce. No chyba na tym to polega…

Przyjmą cię wcześniej do lekarza i nie trzeba będzie czekać na test? A skąd taka pewność? W Sławnie kobieta zmarła na schodach szpitala. Lekarz zszedł do niej po 20 minutach. Miała pecha, bo ktoś z rodziny od lekarza, który wypisał jej pilne skierowanie do szpitala, odwiózł ją do placówki samochodem. Gdyby zamówił karetkę, to ta by wjechała do szpitala. A tak kobiety nie wpuszczono do środka, choć miała negatywny test. A więc i paszport tutaj nie poratuje.

W internecie ciemna wizja końca tego początku. Coraz bardziej realna, bo ja pamiętam początki pandemii i w kwestii oprymowani swobód obywatelskich posunęliśmy się niezauważalnie (a jak już zauważalnie to przy społecznej aprobacie) do granic podstaw wolności. Zaczynało się niewinnie, na dwa tygodnie, trochę tu zamkniemy, trochę tam. A teraz mamy system monitorujący twoje zdrowotne decyzje. Ze społecznymi konsekwencjami i sankcjami takowych.

Popatrzmy na Chiny. Tam już jest gotowy system, testowany jeszcze przed, ale wprowadzony w pandemii koronawirusa. Ten system najpierw identyfikował osoby, oczywiście w celach monitorowania stanu zdrowia, teraz już za pomocą sztucznej inteligencji ocenia już wszystkie społeczne zachowania każdego, dając mu punkty za społeczną postawę. I teraz choć zaszczepionyś to nie polecisz, nie kupisz biletu na pociąg, o czym poinformuje cię system. Byłeś niegrzeczny. Będziemy cię trenować jak psa, dwoma prostymi bodźcami – karą i nagrodą. Potem nagrodą będzie już tylko… brak kary.

Tak, ja wiem, to Chińczycy, my byśmy sobie na to nie pozwolili. Tak? A pamiętacie kadry z Wuhan na początku 2020? Wtedy to był azjatycki kosmos. A u nas już po roku mamy to wszystko. Wystarczył roczek i jesteśmy jako cywilizacja na kolanach. Poświęciliśmy wolność, by ocalić swoje bezpieczeństwo, ale jak to mówią, nie ocaliliśmy ani jednego, ani drugiego.

PS. Pani redaktor Lichocka – idziemy po Panią.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.       

9 thoughts on “21.04. Paszporty dobrowolności przymusowej

  1. Lgbt to nie moja bajka, ale gdyby Panu Administratorowi w paru miejscach odmówiono obsługi ze względu na np. orientację religijną , to podejrzewam, że bez głośnych protestów by się nie obyło. I wtedy Pańskie oświadczenie : ” Przecież jako gospodarczy liberał deklaruję, że każdy kto prowadzi działalność może sobie wybierać z kim robi biznesy.” , brzmiałoby jednak nieco inaczej

    1. Ale z trzeciej strony… LGBT to nie „orientacja religijna”, więc nie podlega takiej samej ochronie konstytucyjnej, jak religia właśnie. Na tej zasadzie każdy, co bardziej odjechany dziwak mógłby sobie zażyczyć najbardziej dziwacznej obsługi i nie byłoby zmiłuj – jesteś firmą, musisz obsługiwać. Więc jednak jakieś granice w biznesie też powinny chyba istnieć?

  2. Bodajże Marek Michalski (?) popełnił kiedyś artykuł, w którym dowodził, że im więcej bezpieczeństwa, tym mniej wolności i odwrotnie. Napisał to, o ile pamiętam, roztrząsając kwestie fotelików samochodowych dla dzieci czy innych pasów bezpieczeństwa. W każdym razie czegoś równie błahego, jeśli porównać tamte nasze problemy z obecnymi.
    Jak ulał pasuje to jednak do dzisiejszych dylematów, tyle, że skala się zmieniła o parę rzędów wielkości…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: