22.01. Lekarze na kowidowym froncie

22 stycznia, dzień 691.

Wpis nr 680

zakażeń/zgonów

4.484.095/103.819

Dziś będzie o lekarzach i od razu muszę zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze znam ich bardzo wielu i o tych co znam nie mogę złego słowa powiedzieć. Ale to wcale nie znaczy, że u nich się dobrze dzieje, gdyż nie jestem zwykły widzieć tylko to i wiedzieć tylko o tym, czego sam wyłącznie doświadczyłem. Po drugie – nie za często zdarza mi się zaglądać do cudzych kieszeni, ale w przypadku czegoś co jest traktowane jak służba, lecz wynagradzane z publicznych środków, robię sobie wyjątek.

Od dawna uważałem, że polscy medycy zarabiają za mało. Że muszą dobrabiać, wchodząc w system szarości, czyli współtworząc go, gdzie czasami trudno rozróżnić co jest praktyką prywatną a co jest robione w sferze państwowej. Oddziały szpitalne to często prywatne folwarki ordynatorów z podległościami jak w średniowiecznej hierarchii typu suweren-wasal. Tak było od dawna, naród-pacjent się do tego przyzwyczaił, odtwarzając siłą rzeczy narzucone mu reguły gry. Pojawiły się dwie alternatywne rzeczywistości: prywatna i państwowa i co zamożniejsi nigdy nie przebywali w tej drugiej, żyjąc w pewnej nieświadomości, co do realiów, dopóki nie było tak ciężko, że system prywatny, co ma w zwyczaju, nie przesyłał do systemu publicznego co cięższych (i droższych) przypadków.

Kowid zrównał te obie sfery. Biedny czy bogaty (z małymi wyjątkami, patrz: Janda) równo został potraktowany przez system. Na początku ten nagle zdemokratyzowany lud nawet bił brawo po balkonach Kwarantanny Pierwszej. Pamiętam (nie mogę znaleźć w internecie kopii) nawet jak kompletnie bezradna wtedy Unia Europejska (gdzież te czasy zamienione na kowidową butę, pamięta kto?) miała dzień bicia brawek nawet u siebie na sali obrad. Biliśmy brawo na wyrost, w podzięce, że cały system zadziałał (?) i w nadziei, że ktoś stoi na straży. Czy stał – to już osobna sprawa.

Wiele krajów rozpoczęło swoje strategie kowidowe, gdzie system zdrowia był jednocześnie narzędziem, ale i granicą wyznaczającą progi wydolności podjętych działań. Główny problem z lekarzami był taki, że – pomijając strategie władz państwowych – do ich uzasadnienia wytaszczono przed ekrany ludzi w fartuchach, i to na nich w dłuższej perspektywie padła społeczna odpowiedzialność za działania kowidowe w obszarze zdrowia publicznego. To nie tylko niesławna Rada Medyczna, ale i wielu lokalnych „bohaterów” wygenerowanych przez zaciąg kowidowych celebrytów, którzy mieli ewidentny ciąg na szkło. A że z mediami jest tak, że trzeba codziennie budować napięcie od nowych progów, mieliśmy do czynienia z eskalowaniem narracji ze strony uznanych sław lekarskich. A ci odwrotnie niż w znanym wierszyku przestraszali, tumanili, by w końcu – śmieszyć. I wszystko to poszło na konto medyków.

System zdrowia się zamknął, głównie z powodu procedur, ale i przyjęcia przez środowisko wygodnej formuły teleporad, co oznaczało, że aby się leczyć trzeba było być zdrowym. Przypadek ciężki, gdyż i sam system nie dawał jasnych wytycznych JAK i CZYM leczyć pacjenta. Zwłaszcza na podejrzane wyglądało sekowanie wszelkich potencjalnych i istniejących lekarstw, których można było użyć, a co najmniej spróbować. Mieliśmy więc do czynienia z sytuacją zero-jedynkową: „leczenie” teleporadą albo szpital, a tam i tak nie leczono, tylko czekano czy pacjentowi zaskoczy układ odpornościowy, z rezerwą respiratorową w tle. Do tego doszły okrutne praktyki związane z testowaniem przy przyjęciu do szpitala i nieszczęście gotowe. Doszło do nadmiarowych zgonów na niespotykaną skalę i zaniku społecznego szacunku do lekarzy. Jak do tego dodać „ustawę o dobrym samarytaninie”, która de facto zdejmowała z medyków odpowiedzialność za swoje błędy, głównie zaś zaniechania, to można było zobaczyć, że i struktura, i pojedynczy lekarze nie wytrzymali ciśnienia. Ciśnienia pokusy.

W internecie zaczęły krążyć całe zestawy filmików jak to się na oddziałach kowidowych (z nudów?) bawi personel, jednocześnie wylewając krokodyle łzy swoich medialnych przedstawicieli, jak to jest trudno i że ludzie (coraz bardziej niefrasobliwi) umierają. Aż przyszła szczepionka. Okazało się, że jedyne lekarstwo (?), w dodatku aplikowane (czego się nie robi) w trakcie pandemii. I to już właściwie zakończyło sprawę kwestii leczenia czymkolwiek. Medycy stali się gremialnie ambasadorami szczepiennej dobrej nowiny. Choć zaraz okazało się, że procent niezaszczepionego personelu jest zaskakująco spory, i to w wielu „rozwiniętych” krajach. Tam władza obostrzeniami i wywalaniem z pracy chciała przymusić do szczepień ten, świadomy przecież jak nikt inny, element ale poszło źle. Zwolniono tysiące lekarzy, np. w USA i Wielkiej Brytanii, system się bez nich kompletnie załamał i trzeba było władzom ugiąć karku i przyjąć ich z powrotem.

Ostatnio wyszły kolejne kwiatki. Pieniądze. Wcześniej o tym taktycznie nie mówiono. Była służba, misja, ba – niech im tam się płaci, mamy wirusa wszędzie a oni na pierwszym froncie. Pomijam czy tak bardzo na pierwszym froncie. Idzie bowiem równolegle z falami pandemicznymi inna fala. Kiedy ta pandemiczna opada powstają pomysły, żeby chociaż wtedy odejść od dodatków kowidowych dla służby zdrowia. Wtedy (zawsze) podnosi się, szybko tłumiony pieniędzmi, postulat ze strony środowisk medycznych, że jak nie będą płacić to nie będziemy leczyć. Bo się boimy. Pomijam kwestię misji, ale okazuje się, że jak się zapłaci, to wirus nie taki straszny. Że ginie po 16.00, kiedy magicznym sposobem lekarz państwowy przeradza się w praktykę prywatną. Ale chciałem przypomnieć, że w takim kontekście to pacjent ma poczucie, że płaci tyle samo, zaś usługę ma gorszą i jeszcze go wyśmiewają ludzie w fartuchach przed ekranami, że debil się za późno zgłosił. Ale czy pacjent płaci tyle samo?

No niby składka jest ta sama (niektórym wzrosła w ramach Nowego Ładu, żarcik taki, głupi) ale czy służba zdrowia dostaje tyle samo? No nie:

Wydaliśmy na kowida ponad 28 miliardów więcej niż normalnie, nie chcę nawet – nie tu miejsce – dywagować czy sensownie. To znaczy, czy przyniosło to dobry efekt, bo pieniądze to jedno, a zaangażowanie (patrz obniżona bezkarność w ramach „dobrego samarytanina”) i procedury to drugie. Chodzi o strukturę, czyli ZA CO płacimy więcej. Popatrzmy: za przekształcenie oddziału na kowidowy (duża kasa i to od razu do decydentów), ale zejdźmy niżej – do personelu: POZ dostaje dodatek za wymazanie kowida, szpital za podpięcie do respiratora, czy za wypisanie aktu zgonu. I w przypadkach jednostkowych mamy takie kwiatki, gdzie np. pacjent z ostrym zapaleniem wyrostka, bezobjawowo pozytywny jest pacjentem liczonym (i traktowanym) jak kowidowy.

Ten system działa tak, jak ktoś celnie opisał na podstawie analogii do samochodu: „Znacie warsztat samochodowy który ma większy zysk gdy nie naprawia samochodów i dostaje dodatkowe pieniądze jak uda mu się przetrzymać pojazd na warsztacie bez naprawy a bonus jak uda się je zezłomować? Ja też nie. To czemu lekarze tak właśnie mają”.  

Ja wiem, że nasza służba zdrowia stoi już na emerytach, którzy wcale nie muszą. Nie wiem czy do tak ważnej kontynuacji działalności zawodowej zmusza ich sytuacja materialna czy posłannictwo. Pewnie i to, i to. Ale moim zdaniem system jest korumpowany i poddaje się temu bez żalu. Kiedy władza dochodzi do konstatacji, że idzie (trzeba wywołać – niepotrzebne skreślić) jakaś fala, to system wie co robić. Skieruje większe ilości pacjentów na testy (wystarczy tylko zmienić wytyczne), te automatycznie wyprodukują „skoki” zakażeń, bo im częściej mierzymy tym częściej wychodzi prawda, że większość z nas to przeszła. To z kolei generuje falę w szpitalach, którą też można (ostatni widzieliśmy ten proceder) łatwo wykazać jako falę niezaszczepionych płaskoziemców, potem mamy już szpitalne procedury, nie chcę nawet myśleć, żeby stymulowały one szybsze kładzenie pod respirator. W końcu klasyfikacje pacjentów Z kowidem jako absolutnie zakaźnych, na opisie zgonów NA kowid skończywszy. Każdy z tych etapów jest bodźcowany finansowo. Stąd się potem biorą takie kwiatki, jak w Wadowicach, gdzie lekarz zarobił ponad pół miliona w 10 miesięcy.

Jeszcze raz – ja jestem za tym, żeby lekarze zarabiali porządnie. Piszę to również we własnym interesie. System zdrowia i przed kowidem był bardzo drogi, z czego niewiele ściekało do medyków, stąd budowa alternatywnego systemu opieki, drugi raz za pieniądze pacjentów. Ale te zostały jeszcze dodatkowo zdublowane. I co dostaliśmy w zamian? Kowidozę, rzecz jasna. Inne, tańsze w procedurach jednostki chorobowe – poznikały. Jeśli za tym idą państwowe pieniądze, to system sam wie co robić. Ma interes, by kowid falował i by ta zabawa trwała bez końca.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.      

23 thoughts on “22.01. Lekarze na kowidowym froncie

  1. Zaraz zaraz, w tej tabelce „8,667 mld zł dla członków Instytutu Acosta”.
    Co to jest???
    Bo o ile pamiętam, w sieci ów Instytut występował rok temu głównie jako twórca prześmiewczych memów i wpisów w tt, typu „instytut acosta rekomenduje w ramach walki z c-19 zakaz robienia fali na stadionach”.
    Hmmm…. Można prosić o głębsze info o tym instytucie , ukazanym na urzędowej tabeli?
    Ja też poszukam…

    1. Jedyny Instytut Acosta jaki mi się pokazuje na polskim tt to satyryczne konto „instytucji” z siedzibą w San Escobar”.
      Ktoś? Coś?
      Sprawa jest pilna, tabelka może być fejkowa.
      No chyba że ów twitterowy instytut acosta to sieciowa szydera z czegoś, co istnieje w realu, a o czym po prostu nie wiem.

      1. I BINGO! Niestety.
        Pański link, Redaktorze bezcenny, przekierowal mnie wprost na tt konto niejakiego „dr Marka”, czyli fejkowego członka owegoż równie fejkowego, a raczej satyrycznego „Instytutu Acosta z San Escobar”.
        Dał się Pan złapać na twitterową wariację Człowieka Bobra.
        Echch, te moje redaktorskie nawyki.🤣🤣🤣

        1. „Konfudujesz” się bostoński, a fake z instytutem Acosta jak wisiał tak wisi.
          Niektórzy ani nie rozumieją słów których używają (np. konfudować), ani niestosowności publikowania fake. Jedyne co pożyteczne robią to wycinanie bluzgów komentatorów. Szkoda, że wezwania do wieszania ludzi ich nie ruszają.

  2. To wszystko są didaskalia. Nie dowiemy się o tym za wiele, bo pewnie dane będą spływać po latach, a ci, co teraz korzystają będą już albo na emeryturze albo na cmentarzu. Mnie jednak intryguje jedno: Jak to jest możliwe, że w kraju zamkniętym dla osób z zewnątrz, dzieją się takie rzeczy?
    https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/japonia-nowy-rekord-zaka%c5%bce%c5%84-koronawirusem-ponad-50-tys-nowych-przypadk%c3%b3w/ar-AAT2xX0?ocid=msedgdhp

    Jak ten wirus się tam dostał, bo rozumiem, ze mówią tu o fali omikrona? Przez morze płynął? Dostał się na falach tsunami z Pacyfiku? Wiem, pytania głupie, ale chciałbym wiedzieć jak omikron dostal się do zamkniętego kraju, wyspy, oddzielonej od reszty kilometrami wody?

  3. Właściwie rozwiązanie jest proste. Już dawno został obalony mit o służbie, posłannictwie itp. Wszystko opiera się o pieniądze i w tym nie ma moim zdaniem nic złego. Tylko trzeba przemodelować ten system. To pacjent płaci a nie budżet. I wtedy lekarz za przeproszeniem musi mnie w doopę całować inaczej będzie chodził głodny. I będzie jak w warsztacie. Dobry lekarz będzie miał kolejkę pacjentów i wyższe stawki. Marny lekarz będzie musiał dorabiać jako cieć.

    1. To juz bylo. W Kasach Chorych, gdzie pieniądz szedł za pacjentem. Grało i buczalo, np mój ojciec czekał na koronarografię i stentowanie 4 godziny od diagnozy! Ale SLD to zgruzował, bo potrzebował biznes na informatyzacji zrobić. I wtedy na drugie stentowanie mój ojciec czekał rok.

  4. Ciekawy przykład z ostatnich dni. Koleżanka miała jakieś problemy zdrowotne, pilnie trzeba do lekarza. Chciała do rodzinnego, ale ją w porę ostrzegł jakiś znajomy, że ten konkretnie lekarz w ostatnich dniach to wszystkich jak leci wysyła na kwarantannę – z czymkolwiek by sie do niego nie przyszło. Wybrała się do prywatnego. WNIOSEK NR 1: widać w jaki sposób były nakręcane statystyki osób wysyłanych na kwarantannę, żeby uzasadnić kolejną falę. WNIOSEK NR 2: System medyczny (mamy jeszcze taki?) dba o to, żeby ludzi kierowac jednak na prywatne praktyki lekarskie, żeby ubodzy lekarze mogli dorobić do „głodowych pensji”. A MY? A my jesteśmy dla nich tylko inwentarzem, który trzeba odpowiednio zagospodarować, w odpowiednim momencie skierować do strzyży, albo do rzeźni, żeby gospodarka pana doktora się rozwijała.

    1. Dziś dane pokazują, jak falszerz i ludobojca niedziele dmucha „5falę”, żeby faszyzm segregacyjny zaprowadzić: 34 tys nowych zakazeń przy pierdylionie testów. I 30 zmarłych, z czego 7 na covid.

  5. aż chce się zawołać CZY JEST NA SALI LEKARZ?
    Znajduję coraz częściej zawołania internetowe – Zna ktoś lekarza, który leczy?- Zna ktoś dentystę, który przyjmie nieszczepa? Pan redaktor podobno zna. Ja pytam pana Redaktora, jak można posiąść wiedzę na temat tego kogo pan zna i gdzie tych lekarzy szukać?

    Co do dodatków kowidowych dla lekarzy, powiem tylko tyle: LEKARZ, to osobnik o specyficznym zakresie obowiązków. Nie słyszałem by lekarz dostawał 100% dodatek z tytułu pracy z trędowatymi, zadżumionymi, cholerykami, czy chorymi na HIVa.
    Jeśli chodzi o doliczanie do pensji gdy stwierdzi się kowid albo wyśle na kwarantannę, przychodzi mi do głowy jedynie historia z Łodzi sprzed lat pt ŁOWCY SKÓR.
    Zawołam jeszcze raz:- CZY JEST NA SALI LEKARZ? LEKARZ, KTÓRY LECZY?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: