6.12. Wzięty Mikołaj

6 grudnia, dzień 644.

Wpis nr 633

zakażeń/zgonów

3.684.671/85.700

Właściwie z tym Mikołajem to od dawna miałem jakieś wątpliwości. Wcześniej jako dziecko nie bardzo rozumiałem, że przez rok to go nie ma, a potem nagle co trzy tygodnie rozdaje prezenty. Nie pytałem, bo się bałem, że się wyda i ktoś ukróci to rozpasanie. Właściwie to, że Mikołaj daje prezenty na początku grudnia to było jasne. Ale kto daje pod choinkę? U nas w domu wychodziło, że Jezusek. Razem ze swoim przyjściem. Z jakiej paki, a właściwie wora, miałby wracać Mikołaj jeszcze raz? Ten Jezusek z prezentami to się jakoś składał, bo Sam był prezentem, a więc wszystko grało. Nie trzeba było się odwoływać do „brzytwy Okhama” i mnożyć bytów, by wyjaśnić fenomen podwojonego autora podarków. (A propos ta zasada przypisywana jest mylnie Okhamowi, bo się Libertusowi Fromondusowi pomyliło, a w rzeczywistości to stwierdzenie jest autorstwa Johanesa Caluberga). A tu się okazało, że brzytwa działała w najlepsze, bo darczyńców spod choinki nam się namnożyło i to regionalnie:

Z mapki wypadałoby, że u nas, we Wrocławiu, to nie powinien być Jezusek, a Święty Mikołaj, a u mnie było inaczej, wychodzi, że po… opolsku. Z drugiej strony te Gwiazdory, a szczególnie Dziadki Mrozy to jakąś ruszczyzną zalatują, ale patrząc się na mapkę to jakieś wysepki, w dodatku odległe od granicy wschodniej. Dziwne to jakieś. A jak się odejdzie od tego kto daje pod choinkę i zajmie się samym Mikołajem, jak się pogrzebie głębiej, to jeszcze ciekawiej się robi.

Mamy bowiem do czynienia z typową dekonstrukcją tradycji wywodzącej się z chrześcijaństwa, ba – zaadaptowaną do innych kultur, następnie totalnie skomercjalizowaną. Święty Mikołaj pochodził z Miry, słynął z dobroczynności, a więc nadawał się jak nikt inny na patrona rozdawania prezentów dla dzieci. To i długa broda, to jedyne atrybuty, które łączą go z dzisiejszym pyknikiem-przebierańcem. Ale zacznijmy od źródeł. Na początku Święty Mikołaj nosił i worek z prezentami, ale i rózgi, które dawał niegrzecznym dzieciom. Jedna ze związanych z nim legend miała nioczekiwany finał. Otóż wieść niesie, że gdy nasz święty dowiedział się, że jeden zubożały ojciec zdecydował się oddać swoje trzy córki do najstarszego zawodu świata, to Święty Mikołaj przez komin wrzucił im trzy mieszki złota do suszących się tam skarpet i buciczków nieszczęsnych panien. Wielu rodziców byłoby zdziwionych, gdyby dowiedzieli się o prostytucyjnym kontekście tego zwyczaju. W domach bez kominka, siłą rzeczy nasz święty nie miał wyjścia i zostawiał prezenty pod poduszką.

Ciekawa jest też historia mobilnej ojczyzny Mikołaja. Historycznie znajduje się w Turcji, ale zwyczaje mikołajkowe zaczęły miotać nią po globie. Najpierw Mikołaj przybywał morzem z ciepłych krajów. Na znak tego w Holandii towarzyszył mu ciemnoskóry sługa, Zwarte Piet. Ale jako, że dzień śmierci świętego (6 grudnia) przypadał na zimę, takie ciepło-zimne konotacje nie mogły się długo utrzymać. Za sprawą Clementa Clarka Moore’a i jego wiersza „Noc wigilijna” w roku 1823, Święty Mikołaj przybywa na sankach zaprzężonych w renifery, mamy do czynienia z przerzutem ojczyzny Mikołaja do krajów zimnych, z ostateczną sugestią w okolicach koła podbiegunowego, wraz z walką wielu miejscowości pretendujących do miana TEGO miejsca (z wyraźną przewagą Laponii). Ten wizerunek, tak daleki od oryginału jest utrwalony do dziś z małymi modyfikacjami, o których niżej.

Wcześniej Święty Mikołaj za pomocą karykaturzysty Tomasa Nasta w dniu 1 stycznia 1881 roku otrzymuje zamiast tiary charakterystyczną czapkę elficką, tiara znika, później przychodzi czas na pastorał. Obecny wizerunek grubasa w czerwonym płaszczu i siwej brodzie zawdzięczamy… Coca-coli, która na takim obrazie opracowała kampanię reklamową w 1930 roku, za co możemy podziękować jego twórcy, Fredowi Mizenie. Akcja była tak popularna, że przedłużono ją (jak widać do dziś) i z pomocą adaptacji Haddona Sundbloma postać okrzepła jako stały motyw świątecznych promocji. Co ciekawe, Święty Mikołaj trafił nawet do Azji, gdzie prezenty rozdaje Staruszek Bożonarodzeniowy.

Historia Świętego Mikołaja jest więc opowieścią o kolejnej komercjalizacji tradycji chrześcijańskiej, gdzie źródło tego rytuału rozmywa się w świeckim społeczeństwie, ba – nawet przenika do kultur chrześcijaństwu obcym. Ale skoro jest pretekstem do obdarowywania innych, ma pozytywne konotacje i powoli wszystkim jest wszystko jedno skąd się wzięła tradycja.

Jak mówi pewna trawestacja znanego powiedzenia: „darowanemu Mikołajowi nie zagląda się w zęby”.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.   

9 thoughts on “6.12. Wzięty Mikołaj

  1. W moim domu rodzinnym nigdy nie było podwójnego przyjścia świętego Mikołaja. Mówiło się, że prawdziwy Mikołaj przychodzi 6. grudnia, oczywiście przez komin (wentylacyjny😆), zostawiał prezenty pod poduszką, skarpeta nigdy się nie przyjęła. Z tego czasu mam wspomnienie pierwszej nieprzespanej nocy w moim życiu, gdy mama podłożyła mi pod poduszkę ogromną metalową kuchenkę dla lalek😂 Nie było też tradycji pisania listów do Świętego, cóż, za komuny większego wyboru nie było i Święty przynosił to, co się udało mu kupić. No i przychodził tylko do dzieci, zwykle też zostawiał dodatkowo rózgę dla postraszenia. Ja się go bałam spotkać, żeby mi nie wypominał wszystkich złych uczynków. Natomiast w święta Bożego Narodzenia prezenty pod choinkę dostawali wszyscy ( również dorośli) i nikt ich nie przynosił ” z zewnątrz”, tylko po prostu każdy każdemu robił jakąś niespodziankę, anonimowo. Potem często wymienialiśmy się prezentami. W dużym gronie było z tym związanych wiele zabawnych sytuacji. Podobnie jest teraz w moim domu . Dzieci mimo, że chodzą już do szkoły, wierzą jeszcze w prawdziwego Świętego i wspólnie marudzimy, że oprócz niego przychodzą jeszcze przebierańcy (w szkole, na treningach piłki, od sołtysa pod remizą). Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za jakiś lżejszy tekst, w tej okropnej rzeczywistości, która aż czasem przeraża.

  2. Ja tam nie mam żadnych wątpliwości w tej kwestii. Jak byłem mały, wierzyłem w Świętego Mikołaja w czerwonym kubraczku. Kiedy byłem trochę starszy dowiedziałem się że był biskupem z Myrry, takim prawdziwym, z pastorałem w ręku i mitrą z Krzyżem na głowie (a nie czapeczką pasującą do przerośniętego krasnala). Dziś nadal w Niego wierzę. Byłem nawet na Jego grobie (niemal każdy prawdziwy Święty ma gdzieś swój grób, albo przynajmniej relikwie – po tym ich poznacie, między innymi). Dla zainteresowanych i niedowiarków adres: Bari, adriatyckie wybrzeże południowych Włoch (zaraz pod charakterystyczną „ostrogą” włoskiego buta, półwyspem Gargano), niedaleko grobu królowej Bony. Nadal wierzę i już wiem że to my jesteśmy ich rękami na tym świecie, rękami sług Boga (i Jego samego), wystarczy pomodlić się o to, byśmy dobrze pełnili ich (Jego) wolę. Tajemnica pracy wykonywanej jednocześnie rozwiązana! :-). A także (co niebagatelne) problem, jak wytłumaczyć istnienie Świętego Mikołaja dzieciom…

    Szóstego grudnia prezenty przynosi Święty Mikołaj (naszymi rękami, tych którzy w Niego wierzą i pragną zrozumieć Jego intencje dzielenia się Dobrem, wielkość liter nieprzypadkowa). Natomiast w Boże Narodzenie obdarowujemy się nawzajem prezentami z radości i miłości spowodowanej przyjściem na świat naszego Zbawiciela. Jedyne czego nie rozumiem, to jak można tego nie rozumieć?!?

    Święty Mikołaj ma konkurencję podszywającą się pod niego, dzieci jawnych lub ukrytych totalitaryzmów, że zapożyczę sobie określenie Jana Pawła II (kiedy ostrzegał w co przeradza się demokracja bez wartości; nie miał – chyba – na myśli dziecięcej wiary w Świętego Mikołaja, ale to też niebagatelna wartość, przesądzająca o kształcie przyszłego świata). Komunizm usiłował zastąpić Go Dziadkiem Mrozem (który w rosyjskiej kulturze jest w oryginale postacią mocno nieprzyjemną, potrafiącą zamrozić zabłąkanego w tundrze wędrowca zamrozić jednym oddechem), konsumpcjonizm – Santa Clausem. Nie wiadomo czemu niby personifikacja mrozu miałaby obdarowywać dzieci prezentami (poza szukaniem jakiejkolwiek atrapy dla szanowanego przez Rosjan Swiatowo Mykoły), prawdę powiedziawszy nie rozumiem też jak radość kupowania mogłaby konkurować z radością dawania (nawet a właściwie szczególnie zrobionymi osobiście, z potrzeby serca, nakładem własnego czasu i pracy prezentów). Nie dajcie się omamić jednemu ani drugiemu (na Was patrzę, ruskie trolle)!

    Na zakończenie chciałem się podzielić kapitalną grafiką. Nie mogłem znaleźć oryginalnej strony twórcy tej pocztówki, przesyłam link na Demoty, ktoś wykorzystał tę grafikę. Scena aresztowania przebierańca przez policję, połączona z pozdrowieniami prawdziwego Świętego. Wydrukujcie i wyślijcie najbliższym (w ostateczności jako załącznik do maila :). Zwłaszcza tym posiadającym łatwe do mamienia reklamami dzieci.

    https://demotywatory.pl/4810097/Do-swiat-jeszcze-troche-czasu

  3. Od małego prezenty na Gwiazdkę przynosił mi – w Wielkopolsce mówi się Gwiozdor nie Gwiazdor. I to nie jest jakaś ruska naleciałość. O Gwiozdorze opowiadała mi moja babcia rocznik 1900 poddana – nie ze swojej winy – cesarza Wilhelma II. Tak więc tradycja starsza niż rewolucja pazdziernilowa. Gwiozdor przynosiły prezenty i… rózgi. Typowe wychowanie tamtych czasów. Przez d… ę rozum idzie do głowy. Dzieciątko na Śląsku to ile wiem kwestia naleciałości protestanckich, gdzie swego czasu odrzucono kult świętych. Tak więc św Mikołaj musiał zniknąć. Dziadka Mroza nie pamiętam w Wielkopolsce i… nie chcę pamiętać.

  4. Dziękuję za arcyfajny zapis…
    Ciągle czeka na mnie Kolberg ze swoimi niesamowitościami, które przeczą oficjalnej naszej historii, a mam jeszcze niedokończone XIX wieczne górnictwo i hutnictwo, a także optykę – bo przy okazji wirusików doszły rewelacje na temat tego że nie da się ich współcześnie zobaczyć, nie mówiąc o dokończeniu „cyklu Stiepanienki”. Ale zamilknąwszy od maja Biekbułat Kamałow nakopał tyle niesamowitości dotyczących zwyczajów ludowych końca XIX wieku – także z naszych terenów – że nic mnie teraz nie dziwi…

    A pochodzę z okolic gdzie wszyscy mówią „idę na pole”…

    Zaś przy okazji ślubu kolegi, co miało miejsce w Bydgoszczy koło roku 1982, totalnie mnie zaskoczył ichni „Mikołaj-Gwiazdor”. Choć z wpisu wyżej widzę, że to Gwiozdor…

    1. Tak tylko dodam, że Gwiozdor jest formą dziś używaną tylko gdy ktoś chce… godać po naszemu czyli w gwarze wielkopolskiej. Normalnie większość używa Gwiazdor.😉

  5. Dziś doceniam to że za głębokiej komuny do mojego przedszkola przyszedł jegomość w czerwonym płaszczu, biskupiej mitrze i z pastorałem 🙂 Nie wiem czy zauważyliście ale w Polsce coraz mniej ludzi mówi „święty Mikołaj” a coraz częściej słyszy się tylko „Mikołaj”. Jestem pewien że media to już celowo pomijają słowo „święty” a ludzie tak to bezrefleksyjnie przejmują. Tymczasem bawiąc ok 3 lata temu we Wiedniu sam widziałem reklamy świąteczne w których gdzieś na czekoladkach czy innych batonikach pojawiał się święty Mikołaj w stroju biskupa. Austria to podobno kraj całkiej nieźle katolicki i może dlatego jest dziś tak zajadle dręczona przez rządzących wyznawców kowidianizmu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: