13.09. Rzeczywistość coraz bardziej hologramowa

13 września, dzień 195.

Wpis nr 184

zakażeń/zgonów/ozdrowień

74.152/2.188/60.659

Znowu kilka skrawków z pandemicznych zmian rzeczywistości – wcześniej nie do pomyślenia. Zacznijmy od mojego faworyta – USA. Amerykanie wchodzą w decydującą fazę kampanii wyborczej. Gdy się zerknie na ich działania to widać, że kudy im nam do ichniego kowida. U nas narzekają, że za dużo obostrzeń, ale tam koronawirus to taka pandemia, że wszystko wygląda jak z kosmosu. Gdy się sobie przypomni spotkania naszych kandydatów – bez żadnych osłon, tysiące ludzi – to jak się spojrzy na amerykańskie „wiece” to człowiek się zastanawia czy to ta samach choroba. U Jankesów parę osób na sali, odstępy na dwa metry i więcej, zaznaczone kółka jednoosobowej przestrzeni. Wygląda jak słabe frekwencyjne spotkanie członków spółdzielni mieszkaniowej. Ciekawe czy to zaszkodzi Trumpowi, który zbierał punkty na perfekcyjnych wielotysięcznych wiecach? Bo Bidenowi to już chyba nikt i nic nie zaszkodzi, skoro szkodzi on sobie sam.

Kampania nabiera rumieńców, obrazy z filmu, na którym przeciwnik Trumpa podchodzi do tablicy protrumpowej na prywatnej posesji, chce ją wyrwać i podskakuje porażony podłączonym do tej tablicy prądem to obraz dzisiejszej Ameryki. Trzeba bronić swoich poglądów, nawet za pomocą 110V. Do tego mamy sceny jak z rewolucji kulturalnej w Chinach. Tłum (białawych dodajmy) chce wymusić na (niebiaławej chyba) podniesienie pięści jako znaku solidarności z gnębionymi Murzynami. Wygląda to okropnie, jesteśmy o cienką czerwoną linię od linczów. Tym razem a reoburs, czyli akurat będą to lincze poprawne politycznie. Jak zrelacjonują je (i w ogóle czy) media postępowe? Jeżeli już, to biali zlinczują czarnego za to, że nie chciał podnieść pięści w imię ich – białych – solidarności z jego – czarnymi – braćmi. Dokładnie jak w Chinach kiedy niepracujące, pobudzone rewolucyjnym popędem młodziaki ganiały robotników w imię realizacji „robotniczych” postulatów.  

Teraz to i zwierzęta mają przewalone. Podobno 410 gatunków zwierząt jest zagrożonych koronawirusem. Szykuje się więc globalne wymieranie? A gdzież tam – koronawirusa (takie to mamy dokładne testy) wykryto już na kozie, tygrysie i… papai. Dalszy ciąg ich losów (szczególnie interesujące mogą być objawy koronawirusa u papai) jest nieznany, choć jestem pewien, iż to, że się jakaś próbka testów zaświeciła na czerwono to takiego tygrysa w nowojorskim zoo to nawet nie obchodzi. No może jak by stracił smak i węch, co może być kłopotliwe dla drapieżnika. Ale czy koza może mieć jakieś choroby współistniejące? Jak ją prowadzić w stadzie? Z maseczką?

Może dlatego powoli przechodzimy na zwierzęta wirtualne? W Niemczech, na fali sprzeciwu przeciwko męczeniu zwierząt w cyrkach, powstał projekt by na trocinowej arenie pokazywać… hologramy zwierząt. Wtedy da się satysfakcję tym sadystycznym widzom, zaś nasze słonie nie ucierpią. No dobrze, ale co z człowiekiem? Po co narażać jego życie na takim dajmy na to trapezie? Dlaczego zwierzęta mają tu mieć lepsze prawa, zaś ludziowie gorsze? Może tak w ogóle przejdziemy na hologramy? Praca zdalna, obrazy sztucznie stwarzane… Nowe technologie deep fake mają już takie osiągnięcia, że króluje nowy rodzaj pornografii – celebrity porn, czyli za pomocą technologii można podkładać udatnie twarze dowolnych osobników jako bohaterów najbardziej wyuzdanych filmików pornograficznych. Widziałem parę (to tzw. obserwacja uczestnicząca, dla Was czytelnicy sieświęcam. Ale linki prześlę na priv, jeśli już) – to może być frapujące. Założę się, że zaraz będziemy mieli political porn i zobaczymy na przykład całą Wiejską w jakiejś niewyobrażalnej zbiorowej orgii.

Mamy to – komputer Fugaku z Japonii kosztujący ponad miliard dolarów dał ostateczną odpowiedź. Już wiadomo jakie maseczki są najlepsze na koronawirusa. Okazało się – i tu zła wiadomość, dla narodu, którego nic nie zabije, bo nosi jedną i tę samą maseczkę od 3 miesięcy – że są to maseczki jednorazowe z  polipropylenu. To nie są dobre wieści, szczególnie dla „przyłbicowych”, których osłona okazała się właściwie symboliczna. Nikt nie pisze o tym, co jest coraz bardziej jasne: maseczka, każda, chroni tylko przed rozprzestrzenianiem się wirusa drogą kropelkową, bo jej „sito” nie złapie wirusa jako takiego, tylko siedzącego okrakiem na jakiejś ludzkiej wydzielinie. A więc kaszel, kichanie i jak pisałem – śpiewanie. W związku z tym, nawet badania naszego komputera dotyczą skuteczności ochrony przed rozprzestrzenianiem się kropelkowym wirusa, co oznacza, że bezobjawowi (nieśpiewający niekichający) mogą zdjąć maski i nic się nikomu nie stanie. Ale dyskusja o maseczkowaniu to temat na wieczność, a ostatnio się okazało z ust naszego epidemiologa, że ich znaczenie jest bardziej… dyscyplinujące niż ochronne. Ale przecież chętnych do dyscyplinowania siebie i innych okazało się, że mamy w Polsce w nadmiarze.

Nowy trend na TikToku. Młodzież robi sobie selfie upozowana na… ofiary Holokaustu. To zabawa taka, jednak podnoszą się głosy, że gnębienie środowisk LGBT to toczka w toczkę to samo co eksterminacja Żydów w czasach Zagłady. Przypomnieć należy słowa politpoprawnych wyrywnych, że nazistowska eksterminacja dotyczyła właściwie trzech grup: Żydów, Cyganów i homoseksualistów. Nie ma na tej liście innych narodów, a głupki z social mediów biorą to za prawdę historyczną i pójdzie już w świat taka fałszywa triada. To już gorzej niż robienie sobie jaj z pogrzebu. Mam nadzieję, że środowiska żydowskie, tak przecież czułe w temacie podpierania Zagładą nowych ideologii, dadzą temu odpór, a są w tej dziedzinie wyjątkowo sprawne.

Czołowe firmy nowych technologii w Londynie poszukują specjalistów od cyberbezpieczeństwa. Mają kłopot z rekrutacją w tej dziedzinie, ale w sprawie pracy przy ochronie różnorodności zgłaszają się tłumy, głównie tzw. waginopozytywnych osób. Łatwiej jest mówić komuś co ma robić, niż służyć mu pomocą. Łatwo jest poświęcić ochronę cudzej prywatności na ołtarzu poprawności politycznej. I nie jest to tylko trend wysokich technologii. Wydaje mi się, że to trend ogólny. Nadchodzą czasy kolektywne, jako wyraz afirmacji… wolności jednostki. Kiedyś już o tym czytałem, nawet żyłem w takich czasach. Podobno historia się powtarza ale jako farsa tej pierwszej wersji. Ja już mam powoli dość tego życia w nawiasach.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: