15.09. Drugie wejście Donka.

15 września, dzień 562.

Wpis nr 551

zakażeń/zgonów

2.895.223/75.454

Czasami aż głupio tak się wyżywać na kimś słabszym, któremu właściwie nie idzie. Ale jak jest butny, jak widziałeś jaki był pyszałkowaty, gdy mu szło i jak za każdym razem zapewniał, że teraz mu pójdzie, a kończyło się jak zwykle, to człowiek traci resztki (świeckiego) miłosierdzia.

No właśnie – dzie jest Tusk? Pyta ulica. Jeśli w ogóle pyta. No, bo przyjechał ci on na białym koniu, porzucił sytą synekurkę (złośliwi uważają, że zlecenie zostało po prostu zmienione z delegacji na pracę w domu), był Wielki Powrót, serial artykułów, że hero, że od dziś nic już nie będzie takie same, seryjka koncercików i kolejnych bon mocików – a tu nic. Co więc zaszło?

Pierwsza teza, że Tuskowi nie pykło, to opinia, że Tusk już się zużył. Że kolejne wejście tego samego Tuska w tę samą rzekę to jednak nie to samo. Że jest dziadersem i przekonuje już tylko dziadersów, i to z tej drugiej, plemiennej części polskiego aktywu politycznego. Coś jest na rzeczy, boć Tusk bardzo starał się i przywiózł ze sobą do Polski jednak inną twarz. A może jednak jej podróbkę, która nie wytrzymała próby jego charakteru albo utrwalonego image. No, bo kiedyś był on sprytnym uosobieniem spokoju, a więc centrowości. Miał swoich ekstremistów po każdej stronie: i u siebie (Palikoty, Niesiołowskie), i u „tamtycvh”, gdzie sprytnie prowokował do radykalizmu opozycyjny PiS. Lewicy – jak zwykle – nie trzeba było podkręcać. I kiedy się zrobiła kolejna gó..oburza, Donald odczekiwał, jak już wszyscy się wyekstremili – wychodził cały na biało i gasił oliwą luzu i spokoju wzburzone fale kolejnej zadymki medialnej. I wszyscy mówili – no właśnie, Donek, jak nie on to kto? Wojna, Panie, durnie, a tu mąż stanu. To było jak z łabędziem – na górze piękny ptak, dostojeństwo i spokój ale pod wodą czarne łapy miąchają brudną wodę przekrętów.

Wrócił Donek inny, bo szpece podpowiedzieli, że Polska jest już inna i nasz bohater przyjechał taktycznie zradykalizowany. Taka wersja Donald+. Kiedyś tylko lekko podszczypywał, teraz właściwie jechał ciągle i na całego. Ale miejsce ekstremistów było już zajęte przez innych – lewaków równo rozproszonych po opozycji totalnej. A tu trudno było Tuskowi utrzymać swoją poprzednią pozycję w szpagacie pomiędzy centrowym rozsądkiem a lewackim i antypisowskim ekstremizmem. I Donald odpadł od ścianki polskiej polityki. Po prostu zrezygnował ze starego image, a nowy mu się nie przyjął. Widać to było na Campusie, kiedy wyszedł do młodzieży cały na biało i dostał fangę… z lewej strony. Okazało się, że totalni mają totalnie zlewaczoną młodzieżówkę i wizerunek rozsądnego ze środka Donalda w ogóle się nie sprzedał. Mamy bowiem czasy rewolucyjne.

Donald też źle trafił. No, szczęście mu tym razem nie sprzyjało. Właściwie sprawę przesądziła zadymka na granicy, kiedy lewi od totalnych kompletnie nie trafili swoim radykalizmem zamazania granic polski, nawet humanitaryzm wobec wymiennych uchodźców nie sprzedał się elektoratowi. I Tusk, który na pewno miał badania kto i jak z jego chwiejnego elektoratu, po który przyjechał, ocenia te harce. Wiedział też czego w tej sytuacji chce i Berlin, i Bruksela i że to jest kompletnie w poprzek tego co wyrabia opozycja i media. Ale też nie mógł wyjść i powiedzieć (to znaczy mógł, gdyby rzeczywiście był mężem stanu): panowie, dajcie spokój, to bez sensu, nawet Unia tego nie popiera. Poowijał to w bawełnę: temu troszkę, temu troszkę i wyszło jak zwykle – mamałyga miałkości.

Potem była już tylko rozpaczliwa próba podwieszenia się pod kryzys z pieniędzmi od Unii, że Donek pojedzie i załatwi. Ale ona też była blamażowa. Choć nagłaśniana, że Tusk pojechał i załatwi jednak te pieniądze dla Polski (nie dla PiS-u), narracja jawnie wykazywała a właściwie kompromitowała mechanizmy w Brukseli. Tusk, który administracyjnie w Unii jest nikim, zaś nie reprezentuje państwa polskiego i jego władz jakże by, inaczej niż „bez trybu”, mógłby załatwiać takie sprawy? I jakby Unia to kupiła, to by oznaczało, że te wszystkie procedury, którymi Bruksela wyciera sobie codziennie usta, są funta kłaków warte. Wyszło, że Tusk chce się tylko podczepić pod z góry wiadome decyzje o odblokowaniu tej kasy, co oznaczało dla wielu, że… Unia i tak kasę da i cały pogrzeb na nic.

Ja mam inną tezę, o wiele prostszą. Że on jednak leniwy jest i był. Cwany, ale leniwy, bo to podobno lenistwo człowieka popycha go do wynalazków i nowych rozwiązań. A Tusk zawsze dzielił sprawy na dwie grupy – trudne, tym dawał poczekać aż się „same rozwiążą”, zaś gdyby poszły źle, to znajdował wtedy kozła ofiarnego w jakiejś osobie lub stanie imposybilizmu, który w genach ma podobno państwo polskie. Zajmował się więc sprawami raczej pewnymi, że skończą się dobrze. Sprytnie czekał w korytarzu, aż się przesili na dobrą stronę i wtedy wychodził i przecinał wstęgę. Przy tej taktyce, trzeba przyznać, nie bardzo się można narobić. Zawsze był czas na wineczko i haratnięcie w gałę. W dodatku wychodził z tego premier luzak (nie luzer), cały nasz, zaś sfera polityki wyglądała na łatwą, prostą i przyjemną.

I to, moim zdaniem, przeszło na jego powrót. To znaczy, jak wyszło, że trzeba będzie codziennie przez następne dwa lata haratać nie w gałę, ale grać ciałem na piknikach i lokalnych dożynkach, to się okazało, że albo siły nie ma, albo dla takiego leniuszka to trzeba wejść tuż przed wyborami, bo sił mu starcza tylko na sprincik i wejście na podium.

Widzę w mediach żałosne nawoływania do „drugiego powrotu Tuska”. To już jest przyznanie się do kompletnej porażki i… pogardy dla społeczeństwa. Porażki, bo to znaczy, że jednak to wejście, które miało zmienić paradygmat polityki w Polsce i, rzekłbym, w ogóle – nie wyszło. Pogarda polega na traktowaniu ludzi jak bezwolnego stada, któremu tylko należy sprzedać inny scenariusz wejścia i ono kupi jeszcze raz przechodzony towar, który rynkowo „nie pyknął”.

Najgorszy scenariusz możemy właśnie widzieć. Skoro wejście Donalda nie wyszło, to Unia eskaluje inne narzędzia walki z PiS-em, a to znaczy, że z państwem polskim. Wzrost napięcia wokół środków pomocowych z Unii, ewidentnie wzmacniany posunięciami Brukseli, jest stosowany zamiennie by, tym razem z zewnątrz, wpłynąć na polską scenę polityczną. Ta kasa się nam „po prostu należy”, zaś uzależnianie jej od spełnienia nowych kryteriów Unii, których nie ma w traktatach po stronie kompetencji Brukseli jest ewidentną próbą skłócenia Polaków. I myślę, że w tej sprawie Donald ma na tyle dobre badania, że… milczy. Że widzi, iż nie jest to fala, która go poniesie.

Polacy mają w Europie największy chyba odsetek akceptacji przynależności do Unii. I myślę, że jest to akceptacja mocno naiwna, ale i wyrachowana. Że rodacy myślą, że dotacje unijne są in plus w stosunku do naszych kosztów przynależności. A moim zdaniem wcale tak nie jest, bo liczenie naszej składki w stosunku do funduszy nie podsumowuje pełnej puli uzależnień i finansowej eksploracji Polski oraz sprzężenia zwrotnego, w którym pieniądze z funduszy i tak wracają do nadawcy. Wyrachowana, bo to polskie podejście – głupio nie brać, jak dają. Ale myślę, że jak Unia przestanie dawać (nawet w tym względzie czysto rachunkowym), to pozostaną tylko coraz bardziej uciążliwe regulacje. I wtedy może się Polakom zmienić.

Tak czy siak wydaje mi się, że Tusk się zużył i zrozumieli to nie tylko Polacy, ale i Berlin.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.   

4 thoughts on “15.09. Drugie wejście Donka.

  1. Zapytam przewrotnie: a kto to ten TAsk? Dla młodego pokolenia przypomnę, że młodzieńca co zjechał na linie z malowanego akurat komina do politykierstwa, telewizornia wpierw nazywała „Taskiem”…

    Dodam, że Redaktor Naczelny w swoim felietonie zakłada jakąś samodzielność w działaniach inkryminowanego i rzeczonego „Taska”. A to przecież marionetka – taka jak wszystkie inne – w stylu: „dziś towarzyszu nie sprawdziliście się zarządzając PGR-ami, więc awansujemy was na zarządzanie służbą zdrowia”…
    Nic się nie zmieniło!
    Marionetka ma wykonywać rozkazy! Nic więcej!

    Problem jest taki, że marionetki nie mają swojego życia i woli. Wykonują polecenia jedynie…

    A wiatr historii wieje i rozkazy zza oceanu stają się niejasne i sprzeczne. Bo Hegemon ma problemy wewnętrzno-gospodarcze, trwa walka pod dywanem i trwa wycofywanie się z wielu frontów. Po Afganistanie przyjdzie Bliski Wschód, UPAdlina i reszta Jewrosojuza…

    Więc marionetki nie wiedzą co robić. Na razie, jedynie skutecznie wspomagają WWP w ogólności, a Gazprom w szczególności, za co zapłacimy ze swoich kieszeni już tej zimy. O ile będzie gaz i energia elektryczna i będzie za co płacić. Nie mniej jednak, koszty instalacji się sypiących nadal trzeba będzie rozkładać na PT Społeczeństwo…

  2. Częściowo z tym komentarzem się zgadzam, ale wiele jest tu przeinaczeń i pisania na zasadzie bo „Tusk powinien dostać kuksańca od prawaków i PISowców, jedynie słusznych przedstawicieli narodu oraz ich mediów”. Ia PAn redakto się tutaj w to pięknie wpisał. Ale DoRzeczy. Tusk sporo narobił złego przede wszystkim dla PO. Nie dopuścił do wewnętrznej dyskusji ludzi, którzy mieli inne zdanie o państwie .To przez niego Gowin odszedł z PO, choć był tam cennym nabytkiem liberalnym. To przez jego kuksańce jego następców nie było. To on doprowadził do osłabienia partii po 2004 roku. Zarówno Kopacz, jak i zmasakrowany Schetyna, no i Budka, niestety nie byli utrzymać dyskursu wewnątrz partii, jak i reprezentować jej na pewnym poziomie na zewnatrz. Prosze zauwazyć, że zjazd PO w dół rozpoczał się odką Tusk opuścił partię zostawiając ją w rozkładzie przywództwa i zamiast wzmacniać tuż przed jego odejściem zmasakrował ja. To od 2014 roku i słynnych wyborów parlamentu UE nastąpiły same porażki wyborcze tej partii aż do 2020 roku. Partia nie potrafiła się ponownie odbudować. Została zdziesiątkowana także przez różne konszachty. m.in z Lewica, PSL no i partią, która już nie istnieje czyli .N. Wyborcy niekoniecznie chcieli. JA sam osobiście mam sporo zarzutów do rządzenia, w tym słynna „kradzież” 150 mld z OFE. To dla mnie był taki gwóź do trumny z napisem PO. Owszem partia ma po ok 20-25% popracia w sondażach, ale nie przekłada się to na jakiekolwiek sukcesy. No może jedynie w 2019 udał sie odbić Senat. I tutaj wspólna praca wszystkich dała rezultaty. Ale wspólna. Samo PO nic by nie ugrało. To smutne, bo siłą PIS jest dziś słabość opozycji. Czy totalnej? Śmiem twierdzić, ze musi być totalna. PIS zaproponował totalne rządy, bez oglądania się na cokolwiek, gdzie się nie obróci tam coś rozwali, ze wszystkimi jest pokłócona, nie dostaniemy przez jej twardość serca kasy z funduszu odbudowy. Cóż. A Jezus mówił coś o zatwardziałych sercach, ale widzę, że ludzie w PIS do kościoła to tylko chodzą raz w roku, jak akurat o tym ksiądz nie wspomina.

    1. No tak! A przez resztę roku w kościołach są zwolennicy PO, którym dobro Kościoła i przekaz Jezusa najbardziej na sercu leży! Uśmiałem się :). Ale tak na poważnie – po prostu nie przeginajmy ani w lewo, ani w prawo, nie myślmy TVNem i TVPem, albo PO, Konfederacją czy PiSem – to będzie nam znacznie łatwiej się dogadać. Bez względu na sympatie polityczne i ideologiczne jesteśmy i tak spychani do narożnika, gdzie najłatwiej będzie nas bez końca okładać pięściami. I robią tak zarówno PO z TVNem (jakże wolną telewizją), jak i PiS z TVP (z jakże patriotycznych pobudek). I to jest coś, co powinno nam dać do myślenia, to jest nasz wspólny mianownik.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: