20.02. Kowidki. System się domyka

20 lutego, dzień 355.

Wpis nr 344

zakażeń/zgonów

1.631.728/42.077

Weekend a więc pora na kowidki, czyli drobnicę z tygodnia. Zazwyczaj są frywolne, ale zauważyłem, że coraz mniej. Po prostu jest coraz poważniej, kiedy otaczające nas głupoty stają się normą. Na tyle, że niewielu już zauważa absurdy. A śmiech i ironia jeszcze pozwalają nam oddzielić naszą dawną ocenę, a właściwie postawę od czasów, które pędzą dziś na łeb, na szyję, zdaje się, że w jakąś przepaść. Dziś kowidki polskie, co wcale nie napawa.

Przeszliśmy wirtualną, acz dość zajadłą wojenkę z Francją. Otóż radio francuskie zaatakowało Polskę, że ta „chciałaby zakazać jakiegokolwiek przywoływania swojej odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę”. To pokłosie sprawy, którą wytoczyła z powództwa prywatnego siostrzenica Polaka, który pomagał Żydom, a w książce „Dalej jest noc” profesorów Engelking i Grabiowskiego został wskazany jako ten, który Żydów wydał Niemcom. „Historycy” sprawę w sądzie przegrali i poszło w świat, że polski rząd (?) prześladuje polskich historyków zajmujących się Holokaustem. To absurd, ale pasuje do międzynarodowego image Polaków jako żydożerców. W dodatku swoje rewelacje Francuzi zilustrowali zdjęciem (polskiego, jak wszyscy wiemy) przedwojennego Gdańska z flagami faszystowskimi na elewacjach.

No ale przyganiał kocioł garnkowi. I się zaczęło – w odpowiedzi poszły szczegóły jak to Francuzi w II wojnie światowej załatwiali te sprawy. Najbardziej spektakularny to tor wyścigów kolarskich w paryskim Velodrome d’Hiver, gdzie w dniach 16-17 lipca 1942 roku francuscy policjanci zwozili złapanych prze siebie Żydów do wywózki do obozów koncentracyjnych. Było ich 13.152 w tym 4.051 dzieci. Trzymano ich tam ponad dobę praktycznie bez dostępu do toalet i wody, było wiele samobójstw. Zorganizowało to państwo francuskie a więc wytykanie po prawie 80 latach, że polskie sądy nakazały przeproszenie znieważonej rodziny przez rozgrzanych „historyków” jest to co najmniej nie na miejscu.

Trzymając się spraw międzynarodowych należy przypomnieć, że mamy 70 rocznicę… zmiany granic Polski. W 1951 roku wymieniliśmy się z Sowiecką Rosją (to znaczy wymieniono nam) ziemski barter. Dostaliśmy kawałeczek południowo-wschodniej Polski z Ustrzykami za tereny Sokalszczyzny. Dlaczego byłą ta wymiana? No Rosjanie wzięli tereny o wielkości dzisiejszej Warszawy, na których odkryto węgiel kamienny, my zaś dostaliśmy raczej ugory, no ale z szansą na dokończenie rozpoczętej przed wojną budowy elektrowni Myszkowice-Solina.

Miało być więcej barterów, bo wyszły różne interesy Sowietów i braki w rozeznaniu przebiegu dróg i linii kolejowych, które przecięła granica. Mieliśmy się wymienić już na 1.300 km2 i stracić Hrubieszów wraz z powiatem tomaszowskim. Na szczęście z powodu śmierci Stalina do ponownej wymiany by nie doszło. Ciekawe jak wyglądałaby dziś Polska, gdyby Wielki Językoznawca pożył jeszcze z dwadzieścia lat.

Pojawiają się kolejne objawy koronawirusa. Jest już ich z tysiąc, ale te warto zapamiętać. Są to cuchnące halucynacje. Uczeni spekulują czy to reakcja zmysłu węchu na koronawirusa, że chce po chorobie (bo to przypadłość ozdrowieńców) wrócić do zapachów w sposób ekstremalny. Tak, że jak nie przeszliście wirusa, albo tego nie zauważyliście i śni wam się jakiś smród, to znaczy, że już po wszystkim i nie trzeba dzwonić po teleporadę.

Dobre wieści. Lewica rozważa wprowadzenie emerytur… dla psów. Ciekawe jak się będą liczyły składki? Czyli powstanie jakiś PZUS (Pieski Zakład Ubezpieczeń Społecznych), ale wielu i tak go teraz tak ocenia. W sumie emeryci te się ucieszą ucieszą, bo większość z nich ma jakieś zwierzaki, które umilają im chwile samotności. Zawsze jest lepiej jak się Pimpuś dołoży do skromnej emeryturki. A gdzie koty? Wiele przemawia za tym, że psom, które rzeczywiście pracowały (policja, ratownictwo, służby) jakąś tam emeryturkę dać, ale tylko tym co faktycznie pracowały za michę.

Ja już pisałem o przesadzaniu z formą przekazu w porównywaniu dzisiejszych czasów z czasem stanu wojennego. Rozumiem młodych, bo ci to nie przeżyli, a od różnych słuchają co to za cymes był. Bo jak od pułkownika Mozguły młodzi słyszeli, że to był spacerek a ścieżki zdrowia były dla sportu, to może się w młodej głowie pomieszać. Ale starszych to już w ogóle nie rozumiem. Ten antypisowski amok powoduje, że mieszają im się proporcje i w ściąganiu paru aktywistek blokujących ulice widzą oczyma zaczadzonej pamięci pacyfikację strajków i strzelanie do ludzi przez ZOMO.

Spotkałem się z takimi we wpisach pod postem gloryfikującym nowe dzieło ultrasów z błyskawicami – piosenkę bojową, zawstydzającą i skierowaną do policjantów, na melodię kultowego… „Janek Wiśniewski padł”. Przypomnę, że to chodziło o ciało zastrzelonego robotnika niesionego na drzwiach ulicami Trójmiasta w 1970 roku. Analogie są oczywiste, c’nie? Refren został zamieniony na” „Wstydzi się ciebie kraj”. Na dynamicznym klipie montaż kawałków ze strajku błyskawic, jeszcze brakowało przebitek z 1970 roku z Gdańska. No koszmar jakiś… Szkoda, że nie ma maszyny do podróży w czasie. Zaproponowałbym wycieczkę np. na 31 sierpnia 1982 roku do mojego Wrocławia, byście zobaczyli te… analogie. Najgorzej, że trzeba też i zabrać wielu starszych, co to już zdekonstruowali swą pamięć o tamtych czasach.

I zakończymy też trawestacją. Bajeczką dla dzieci, którą wyrecytowali polscy senatorowie i eksperci (mam nadzieję, że nie od epidemii, ale patrząc na działania ekspertów to mam wątpliwości). Jest to bajeczka rysunkowa, w dodatku oparta na wierszyku Brzechwy pt. „Do biedronki przyszedł żuk”. Założenia marketingowe wyboru formatu wskazują, że grupą odbiorców mieliby być najmłodsi. Ale przerobiony wierszyk reprezentantów „izby refleksji” dotyczy zachęty do szczepień, a tu – znowu marketingowo – Milusińscy nie są decision makers. Rymy jak cię mogę, ale przypomnę, że Senat namawia do szczepienia się ludzi, którzy nie mogą się doczekać na obiecane szczepionki. No żenada i chyba przewidywalny morał – infantylne do bólu. Ale co ja tam – zacytuję dla tych co nie kliknęli w link:

Do biedronki przyszedł żuk

W okieneczko puk-puk-puk

Panieneczka widzi żuka.

Czego pan tu u mnie szuka?

Skoczył żuk jak polny konik,

Z galanterią zdjął melonik.

I powiada: wstań biedronko

Chodź zaszczepię cię szczepionką.

Oburzyła się biedronka:

Po co komu ta szczepionka?

Niech Pan zmiata i nie lata

i zostawi lepiej mnie – ja szczepieniom mówię nie!

Powiedziała co wiedziała

I czym prędzej odleciała.

Poleciała, a wieczorem

Już jest pod respiratorem.

Bo od środka aż po brzegi

Wziął ją wirus w swe przebiegi.

Stąd nauka dla nieuka:

Szczepić się kto kłopotów nie szuka.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

23 thoughts on “20.02. Kowidki. System się domyka

  1. Senatorzy i „eksperci” robią z siebie pośmiewisko, a później się dziwią, że lud ich nie traktuje poważnie.
    Nieobecność w klipie „cieciej osoby w państwie” pozwala wnioskować , że albo nie było odpowiednio wzniosłej frazy godnej marszałkissimusa, albo za występ nie było kopert…
    Stawiam na to drugie…

  2. A w ostatnim ” Salonie dziennikarskim ” coś poszło nie tak….. Pan Maciej Pawlicki ostro skrytykował politykę covidową rządu, totalny chaos informacyjny i decyzyjny oraz ” konflikt interesów” dotyczący „ekspertów sponsorowanych „zasiadających w radzie przy premierze. Szacunek , za odwagę ( powiedzenia prawdy co – niestety nie tylko w tej telewizji -jest wyjątkowo rzadkie, odnośnie społecznych skutków tego szaleństwa ). Podejrzewam jednak, że to był ostatni występ Pana Redaktora w państwowych mediach.

  3. No, ja co prawda w stanie wojennym to jeszcze na czworakach chodziłem, ale porównanie czasów dzisiejszych z wyżej wymienionym, wcale nie wydaje mi się nietrafione. Z tym, że teraz zagrożeniem może być nie tylko funkcjonariusz mundurowy, ale także każdy napotkany człowiek. Już wiele razy spotkałem się z agresją, ponieważ nie mam zwyczaju zakładać na twarz majtek, zwanych pieszczotliwie „maseczką”. O różnym stopniu natężenia, od krzyku po groźbę pobiciem. W pociągu, autobusie, kościele, nawet przed własnym domem. Cechą wspólną tych zdarzeń było to, że agresorom w ogóle nie dało się niczego wytłumaczyć, prawie zatykali sobie uszy na to, co próbowałem mówić. Można powiedzieć, że dzisiejszy stan wojenny jest na dużo wyższym poziomie skuteczności i organizacji. Nie trzeba milicji, obywatele sami się nawzajem spałują.

    1. A co ty chłopino chciałbyś wyjaśnić w związku z tym, że jesteś zwyczajnie aspołeczny z tym
      ostentacyjnym nienoszeniem maseczki. Skoro innym zależy żebyś na nich nie smarkał i nie kichał to mógłbyś to uszanować, a nie p… od rzeczy i porównywać nieporównywalne czyli obecną sytuację do stanu wojennego 1981-1983.

      1. Jak nie chcą, żeby ktoś na nich smarkał, to niech siedzą w domu, zabarykadują się i oglądają jedyny słuszny przekaz z telewizji. „Pan” na d*pie masz gacie i spodnie, jak za przeproszeniem, piardniesz, to same fiołki czuć w pokoju, co? Przychrzaniasz się „Pan” do człowieka, że chce być wolnym, tak samo wolnym człowiekiem, może być ów, co nie chce, gdy ktoś na niego „smarka”, może zostać w domu i chronić się przed „straszną zarazą”. Tatuś, albo dziadzia przywlekli się tu w czterdziestym piątym na sowieckich tankach?

        1. Dla „Panów” Szcześniaków miarą ich wolności jest ilość przez nich obsmarkanych. Im więcej obsmarkają tym są bardziej wolni. A jeszcze wolniejsi się czują jak siedzą w gaciach i spodniach na d. i „piArdzą” fiołkami. I wspominają jak w chwilach dobrobytu tatko, zaciągając po rusku, żarł sadło popijając samogonem. Uchh…

          1. Jak zwykle merytorycznie; tym razem nie chciało się powklejać „mądrych słówek” z Google’a? Chyba rzeczywiście zabolało. Typowe dla was towarzyszu myślenie; w ramach „dawania wolności” „ciemiężonym”, odbieranie wolności innym w imię walki z „nierównościami”.

      2. Ale zaraz, zaraz. To wolność polega na tym, że skoro ktoś boi się zarazków, to ja mam chodzić w maseczce? I tak do końca życia? A jeśli ktoś nie będzie chciał patrzeć np. na zarośniętych, to będę musiał się golić?

        1. „Twoja wolność kończy się tam gdzie zaczyna się czubek czyjegoś nosa”. To tak wg. pewnego znanego filozofa.
          Czyli jak rozsiewasz (zarazki, smarki, zapach fiołków z „piArdów” Szcześniaka etc.) to jesteś za nie odpowiedzialny.
          Zakaz palenia w windzie czy podczas seansu w kinie nikogo chyba nie dziwi i chyba nikt nie uważa, że ogranicza to jego wolność. Zalecenie noszenia maski we własnym domu wolność ogranicza, w przestrzeni publicznej nie.

          1. Boli? Ma boleć. Jedź „Pan” ze swoimi „mundrościami” do np. Texasu w Stanach Zjednoczonych, tam szybko się „Pan” przekona jak pańskie życie jest teoretyczne.

          2. Tak. Jeśli ktoś kaszle, smarcze i kich powinien… zostać w domu, bo jest chory! Jeśli z jakiegoś powodu nie może wtedy np. maseczka. Ale zdrowi ludzie?
            Ci, którzy się boją i do tego wierzą, że maski chronią niech zakładają te maski albo co tam sobie chcą. Ale proszę nie zmuszać zdrowych (!) ludzi do chodzenia w maseczce. Wszak jeśli maseczka chroni, to jeśli ją założysz to jesteś bezpieczny!

  4. PS. Jakoś dziwnie jestem przekonany, że gdyby wielkim sieciom kinowym udało siè w jakiś sposób wyegzekwować przepis, że palić można tylko papierosy kupione u nich, to jestem absolutnie pewien – w kinach można by palić!

    1. Wolność nie jest nieograniczona (Alexis de Tocqueville : ” Twoja wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka”).
      Skoro nie da się obiektywnie rozróżnić kto roznosi zarazę (tylko 20 % zarażonych ma objawy) to maskę powinni nosić również ci którym wydaje się że nie roznoszą.
      To że istnieją szcześniaki które uważają, że można srać w windzie, żreć grochówkę wybierając się do teatru, smarkać na wszystkich dookoła bo to jest wymiar ich wolności, niczego nie zmienia. W cywilizowanym świecie jest trochę inaczej.
      Natomiast z pewnością emanacją wolności jest możliwość wypisywania przez szcześniaków bzdur o tym jak to sobie wolność w Teksasie wyobraża. Że tam taka wolność, że każdy szcześniak może bezkarnie nasmarkać na kogo chce.

      1. Znaleźliście sobie komuchy nowy „proletariat”, kowidian, którego będziecie bronić jak niepodległości, niedawno pisałeś, że to ja Ciebie(nie, nie napisze z małej litery, bliższa jest mi poprawna gramatyka, niż łechtanie własnego ego) obrażam i znowu mijasz się z prawdą, internet nie zapomina.
        „Statystyk” może porównasz sezon grypowy przedkowidowy, czy przypadkiem nie było większej śmiertelności(i jakoś nikt nie „zalecał” noszenia namordników), pomijając zamordowanych(tak to trzeba nazywać) ludzi, przez brak dostępu do służby zdrowia. Taka straszna ta „zaraza”, że u mnie we wsi, kucharka ze szpitala mówi mi, że jak normalnie funkcjonował szpital to robiła czterysta obiadów, a w czasie gdy trupy leżą na ulicach robi sto czterdzieści, możecie sobie zaklinać rzeczywistość, ale nie przekrzyczycie faktów, tak naprawdę takie osobniki jak Ty są winni śmierci tych ludzi, może tutaj za to nie odpowiecie, ale tam napewno.

  5. Napisał Pan (wyjątkowo) bez inwektyw więc odpowiem.
    Problemami komuchów niespecjalnie się interesuję, a dokładnie wcale do momentu kiedy nie wchodzą mi w paradę.
    Medycyna i epidemiologia nie dzieli się na komunistyczną i pozostałą. Może być skuteczna i mądra albo nie. Dziedziny te interesują mnie z powodu wykształcenia i zawodu który wykonuję.
    Mój pogląd na temat „walki z Cov” wyraziłem w ramach tego bloga wielokrotnie:
    – szczególnie zagrożonych chronić/izolować/szczepić itd.
    – pozostałych puścić wolno bez żadnych ograniczeń (więc i bez masek!)
    – gospodarce dać święty spokój i się nie wtrącać..
    Proszę więc nie wmawiać mi innych poglądów niż mam i przestać walczyć z własnymi wyobrażeniami o moich poglądach.
    Statystyki „covidowe” są ordynarnie fałszowane (na całym świecie) , służą różnym podstępnym celom ( od gospodarczych i militarnych po społeczne i polityczne), a wszystko wygląda na spisek. Nie oznacza to jednak, że epidemii nie ma.
    Śmiertelność w okresie epidemii cov jest obiektywnie wyższa (liczby pogrzebów nie da się sfałszować w odróżnieniu przyczyn zgonu), a będzie jeszcze wyższa bo ludzie już ponad rok są pozbawieni normalnego dostępu do usług medycznych .

    Przypisywanie mi odpowiedzialności w grupie innych nieokreślonych
    osób:”… tacy jak ty są odpowiedzialni za śmierć tych ludzi” jest zwyczajnie śmieszne. Ani nie jestem demonem który zesłał zarazę na ludzkość, ani nie mam wpływu na decyzje polityczne , ani nie ukrywam leku który ocaliłby kogokolwiek.
    Jedyne co robię to uczestniczę w pewien sposób w tworzeniu tego bloga prostując niektóre informacje.
    Przypuszczm, że Autor nie ma o to do mnie pretensji. Jeśli powie, że mam się wynieść zrobię to natychmiast.
    W swoich wpisach odnoszę się również do takich jak Pan którzy uważają chyba , że „odzyskanie wolności” w postaci nienoszenia masek prawie natychmiast rozwiąże problem epidemii.
    Uważam, że smarkanie na innych czy np. nie sprzątanie po psie, albo chodzenie do teatru w pióropuszu indiańskim, czy palenie w toalecie to nie emanacja wolności, a zwykłe chamstwo.
    Jeśli tak trudno nosić maskę (przynajmniej po to, żeby ci co wierzą, że to chroni przed czymkolwiek byli spokojniejsi) to co będzie gdy będzie trzeba zaryzykować życie za Polskę którą tak kochamy? Skoro tak trudno w małej sprawie to co będzie w wielkiej? Powiemy: nasza chata z kraja i wyjedziemy do Teksasu czy przelejemy krew?
    Z Bogiem Panie Robercie,
    Peace & Love

    1. Ale to jest zaprzeczanie samemu sobie, podpiera się Pan innymi statystykami, a o tych mówi Pan, że są sfałszowane, tylko, w którą stronę? Statystyki umieralności na grypę w ubiegłych sezonach raczej nie, bo po co? Jak statystyki covidowe są zawyżane, a i tak niższe od tych grypowych z lat ubiegłych to nie spełniają swojej roli. Natomiast zaniżanie owych statystyk, przeczyło by nakręcaniu „pandemii”. Wiec słaba teza, a skąd pewność, że statystyki, które Pan przytacza nie są sfałszowane? Czyżby „mój ból jest większy niż twój”?
      Śmiertelność w okresie „epidemii” nie będzie wyższa, tylko już jest, ale nie z powodu wirusa(tutaj mogę się zgodzić ze sztucznym zawyżaniem, a i tak niższych statystyk, udokumentowane są przypadki śmierci w wypadku komunikacyjnym, ze zrobionym pośmiertnie testem i przyczyna zgonu covid, tutaj sprytnie to było załatwione, szpitale miały płacone za śmierci covidowe), tylko właśnie z powodu niedostępności służby zdrowia, za którą Ci zamordowani ludzie całe życie płacili, a na koniec się na nich wypieto. Jakby była prywatna to tak jak stomatologia pracowała by już pełną parą, bo każdy umie liczyć.
      Gdzie ja napisałem, że przytoczone przez Pana przykłady to jakaś emanacja wolności? Nie palę od trzydziestu lat i drażni mnie nawet, jak ktoś obok pali, ale nie zwracam mu uwagi, ani nie „kładę go na glebę”, bo uważam, że to jego decyzja, czy się truje, czy nie i ja ją jestem w stanie uszanować i najwyżej odejdę i to samo tyczy się maseczek, nie będę nosił, bo po pierwsze trochę mi szkoda zdrowia, a po drugie uważam, że ona nic nie daje, a tylko obrazuje mi jak dajemy sobie nakładać chomąto.

      1. Miesza mi się strasznie bo przypisuje mi Pan jakieś poglądy/cechy/wnioski których nie prezentowałem. Do tego pisze dość chaotycznie i dziwnymi wtrętami (co do diabła ma z tym wszystkim wspólnego „mój ból większy niż twój”, na poziomie jakiegoś skrzeczącego szarpidruta chce Pan rozmawiać ??), więc przez moje ograniczenia intelektualne nie wszystko potrafię objąć tak jak Pan, ale spróbuję odpowiedzieć.
        1./ Jedyną obiektywną statystyką jest ilość zgonów; ta jest ponadprzeciętna w porównaniu do ubiegłych lat więc epidemia jest. Bo za wcześnie jeszcze na taką ilość nadmiarowych zgonów z powodu braku dostępu do opieki medycznej w przypadkach niezakaźnych; to przyjdzie trochę później
        2./ Statystyki przyczyn zgonów są fałszowane (przypisywanie wszystkiego co się da cov) co służy zastraszaniu społeczeństw, żeby łatwiej poddawali działaniom mafii szczepionkowej, diagnostycznej, mafiom politycznym itd.
        3./ Trudno zgodzić się z określeniem, że ludzie są mordowani bo mordowanie to trochę inna czynność
        4./ Czemu spodziewa się Pan, że skoro cały świat poddał się szałowi maseczkowania, dystansowania, zakazom podróży itd. to w Polsce będzie inaczej? Globalizacja… niestety
        5./ Prywatna może być stomatologia i weterynaria, a nie medycyna kliniczna; źle leczony ząb można w ostateczności wyrwać, źle leczone zwierzę uśpić…
        Prywatna służba zdrowia istnieje w dziedzinach w których można zarobić.
        Niektóre procedury medyczne są tak drogie, że prawie nikogo nie byłoby stać na wykupienie ubezpieczenia które by mu to opłaciły. Niektóre operacje są tak drogie (np. onkologiczne), że przy całkowicie prywatnej nikt by ich nie robił bo by im się to nie opłaciło. Dopiero byłaby śmiertelność.
        Szkoda, że tak wielu ludzi poddaje się głupotom Korwina.
        6./ Smarkanie na innych i nawet nie próbowanie zabezpieczenia się przed tym przez noszenie maski dodałem do innych przykładów zachowań aspołecznych.
        Skoro pisał Pan kilka razy, że maska ogranicza mu wolność to trudno nie wyciągnąć wniosku, że nienoszenie maski jest formą akcentowania wolności.
        7./ Może Pan nosić/nie nosić maski, a tym którzy Pana obsmarkają wybijać zęby, mnie to „lotto”. Od smrodu papierochów się nie umiera, jak się przyjdzie do domu obsmarkanym np. w komunikacji miejskiej i przyniesie to starszemu to inny problem.
        Pana wolność , Pana sprawa.
        Peace & Love
        B.Ch

        1. Nie chce mi się już, któryś raz z kolei pisać tego samego, odsyłam do poprzednich postów, tak, kiedyś lubiłem słuchać Korwina, teraz jest dla mnie zerem, krzyczy o bandzie czworga, a sam w niej siedzi, widzę, że mamy inny pogląd na wolność obywatelską, nie noszenie namordnika nie jest dla mnie żadnym akcentowaniem wolności, bardziej jak napisałem chodzi mi o swoje zdrowie, troszkę szersze mam wymagania co do niej i nie smarkam, nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem katar, nie zabiły mnie poprzednie grypy i śmiem twierdzić, że ta też mi nie da rady. Temat uważam za wyczerpany.

  6. Szanowny Panie bol.chro@wp.pl,
    Wygląda na to, że włączyłem się do dyskusji w złym momencie – za co przepraszam. Pańskie poglądy na ten temat poznałem dopiero z powyższego wpisu. I z przyjemnością stwierdziłem, że całkowicie pokrywają się one z moimi.
    Moje uwagi dotyczące wolności w kontekście „obowiązku maseczkowego” wynikają stąd, że mam kompulsywny wstręt i alergię gdy każą mi coś robić lub czegoś zabraniają w trosce o bezpieczeństwo, dobro społeczne czy walkę o pokój!
    Jeśli chodzi o noszenie maseczki ze względu na czyjeś złe samopoczucie a nie wymysł urzędnika, to ok. Mogę ją włożyć, podobnie jak np. powstrzymuję się od palenia w moim własnym domu, gdy mam niepalących gości. Ale to już wynika z szacunku a nie z dyrektyw czy zarządzeń.
    Ukłony

    PS. A o Teksasie nic nie pisałem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: