8.03. Patrzmy na Australię

8 marca, dzień 371

Wpis nr 360

zakażeń/zgonów

1.801.083/45.317

Jak już pisałem firmy Big Tech z USA przestały już udawać cokolwiek i walczą z państwami jak równy z równym. Już nawet nie tylko chodzi o kwestie cenzury, która eliminuje wszelkie większe przedsięwzięcia o nielewackim charakterze. Dzisiaj jest już na twardo – chodzi o kwestie czysto finansowe.

Co prawda Polska podniosła sztandar wolności słowa, chcąc zastopować – przyznajmy, nieprzychylną obecnej ekipie – cenzurę treści, ale zobaczymy czy projekt Ziobry to nie przypadkiem następny propagandowy humbug, który ma zwiększyć jego chwiejną reputację szeryfa. To są kwestie treści, ale tu chodzi o kasę. Rzecz w tym, że Facebooki czy Google nie płacą pieniędzy w krajach, w których zarabiają. Do tej pory dbał o to rząd USA, jak tylko gdzieś się coś bąknęło o opodatkowaniu kolegów, to przylatywał wysłannik z Waszyngtonu i sprawę sią załatwiało na zasadzie wicie-rozumicie.

Ale dla rządu USA była jedna zasada – chronimy was międzynarodowo, ale podatki płacicie u wuja Sama. Ale mamy odstępstwa, od kiedy współtwórca Google przeniósł swoje finanse do Singapuru, albo za pomocą holenderskiej spółki (129 mld euro) wytransferowano zayski na Bermudy . Dzieje się to za pomocą uchylonych podatkowych drzwi holenderskich, tak, tych samych Holendrów, co to nas ostatnio chcieli uczyć praworządności za pomocą odbierania dotacji z Unii. To duży wyłom w dotychczasowej strategii USA (musisz tylko dwie rzeczy – umrzeć i zapłacić podatki) i uważam, że obecna władza w Stanach tyle zawdzięcza mediom, a zwłaszcza tym dowcipnie zwanymi społecznościowymi, że w zamian za usługi tychże olała amerykańskie przychody ichniego fiskusa z podatków Big Tech.

Ale postawiła się Australia. Mimo tego, że rząd tam też co nieco lewacki (a gdzie nie, w dzisiejszych czasach). Na wieść o tym, że tamtejszy parlament ma się zająć prawem cyfrowym tak, by zabezpieczyć interesy cytowanych za darmo przez Big Tech treści dziennikarskich amerykańskie firmy zaczęły mocno lobbować. Nie jest to na razie kwestia opodatkowania tych firm, ale pomniejsza – dotycząca wydawałoby się oczywistości, czyli płacenia za cudzy content.

I tu strategie się rozdzieliły. Google poszedł na ugodę i zaproponował znaczne środki za płacenie za treści. Za to Facebook poszedł na wojnę – 19 lutego 2021 zablokowano australijskim użytkownikom możliwości zamieszczania linków do mediów zewnętrznych, dostępu do informacji prasowych i zbanowano wiele urzędowych serwisów służb publicznych, również tych odpowiedzialnych za informacje o kowidzie. Stało się dzień po rozmowach tamtejszego ministra skarbu z szefem Facebooka, panem Zuckerbergiem. Canberra wydawała się zaskoczona krokami Facebooka, a więc rozmowy nie poszły tak jak myślał australijski rząd.

Ale Australia nie chce się poddać. Montuje koalicję innych państw przeciwko wszechwładzy Big Tech. Rozmawia z Indiami, Kanada chce się przyłączyć a cała sprawa ma stanąć na forum G20, gdzie USA mogą mieć przeciw sobie całą dziewiętnastkę. Trzeba monitorować ten proces, bo jak państwa przegrają z tą międzynarodówką, to nad całym globem zajdzie słońce. Goście będą mogli włączać i wyłączać kogo chcą i kiedy chcą, narzucać treści jakie chcą i nie płacić żadnych podatków od gigantycznych przychodów z rynku reklam, który już kompletnie zoligopolili.

Skąd to się wzięło, że przed paroma firmami klękają narody? To stara technika dealera narkotyków – pierwsze działki za darmo, potem wykaszamy wygłodniałą konkurencję, potem każemy płacić, pogarszamy towar, zmniejszamy ideologicznie asortyment i… klient nie ma gdzie pójść, bo poza narkomediami nie ma już praktycznie towaru na mieście. A jak jest, to w jakichś niszach, a tu przecież ludziom chodzi o maksymalizację zasięgu ich wspaniałych selfie i przemyśleń w wiekopomnych postach. I wchodzimy w opisywany przeze mnie już syndrom żony alkoholika, która godzi się na coraz to bardziej ekstremalne ekscesy nie tyle dlatego, że kocha, ale że tak dużo zainwestowała w związek.

Tak że patrzmy na Australię, bo tam się teraz nieoczekiwanie decyduje część losów wolnego świata.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”

2 thoughts on “8.03. Patrzmy na Australię

  1. Porównanie do narkotyku jak najbardziej właściwe. Pod początku roku nie korzystam z FB i wciąż nie wiem gdzie wystawiać swoje zdjęcia i przemyślenia, których nikt nie oglądał i nie czytał

  2. Bardzo celne. Ale walka będzie bardzo trudna z powodu coraz większego odmóżdżenia mas facebook’owych.
    Ale zwlekać nie wolno!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: