18.12. Sztuczka co nie pykła

18 grudnia, dzień 656.

Wpis nr 645

zakażeń/zgonów

3.942.864/91.415

Miałem już kilka wpisów o statystyce kowidowej. O tym, co z niej wynika, jak się pogrzebie głębiej i wyjdzie z bańki medialnej, albo się uważnie poczyta chociażby statystyczne wnioskowanie Pawła Klimczewskiego. To się więcej wie. Ale statystyka służy także temu, by się wiedziało… mniej. Ja już w pierwszych swoich wpisach przepowiadałem, że na gruncie danych odbędzie się cała manipulacyjna wojna, bo to medyczna statystyka jest zbyt ważnym zwierciadłem, żeby tak sobie bezkrytycznie odbijać obraz pandemicznego świata. A nuż się wyda, że źle robimy? Że panika się wzmocni? Że rząd sobie nie radzi?

Teraz mamy inne priorytety. Praktycznie od początku szczepień uważam, że akcji z nimi związanej podporządkowane jest obecnie wszystko. Nie walczymy z wirusem, walczymy o jak największe zaszczepienie. I to, że reklamujemy, że kłamiemy to pikuś. Ja śmiem twierdzić, że nawet po to wywołujemy pandemiczne fale paniki. I właśnie do tego służy statystyka.

A po co wywoływać kolejne fale? No właśnie po to. Jak bowiem uzasadnić nowe akcje szczepionkowe, skoro te stare zamierają? A tu trzeba uzasadnić przecież też kolejne dawki dla już zaszczepionych. A jak to zrobić jak po drugiej dawce gros Polakom się odechciało? Ano trzeba pompować statystyki tak, by wywołać kolejną falę, nie wirusa, ale paniki. Kwestię testów i używania ich jako narzędzia wzmagającego panikę na podstawie raz to procentowych, raz to w liczbach bezwzględnych wyrażonych danych w kolejnych marszach permutujących wariantów przez kraj – już wielokrotnie omówiliśmy. Teraz przyjrzymy się kolejnej sztuczce statystycznej, która miała wymusić szczepienie niedowiarków. Tym razem (jak już w większości przypadków bo maski opadły) nie chodziło o żadne czynniki epidemiologiczne, tylko chodziło o spore dolegliwości dla tych co się nie zaszczepili.

Miało to wyglądać tak: szczepienia nie idą, trzeba się więc szykować do czwartej fali, szczepiennej. Jest sierpień, hulajnogi się losują, Pazura nie schodzi z ekranu (teraz biedaczek na kwarantannie – twarz korzyści szczepień zachorowała na kowida po nie-wiadomo-ilu dawkach – ot, peszek marketingowy) a szczepienia stoją. A więc w sierpniu minister Niedzielski ogłasza, że pierwsze pod nóż obostrzeń pójdą województwa o najmniejszym stopniu zaszczepienia. Tu trzeba się zatrzymać, bo widać intencje jak na dłoni. Obostrzenia nie będą dotyczyć województw o choćby i tak niepewnym metodologicznie z powodu testów, poziomie zakażeń, ale zaszczepień. Czyli, tak sobie wtedy żartowałem, tu nie chodzi o epidemię i transmisję wirusa, tylko o karę, czyli motywację kijem obostrzeń do marchewki zaszczepienia.

I sobie pożartowałem. Wiedziałem, że rząd tu gra va banque, ale chyba wszyscy uwierzyli, a Rada Medyczna zaręczyła głową (uwielbiam to polskie określenie: zaręczyć głową…), że MUSI tak być: niezaszczepieni foliarze na bank się pochorują, wynik pójdzie w świat, wahający się przekonają, a więc, by ich przymusić do zaszczepienia trzeba wprowadzić takie kryterium obostrzeń. Vabankquowość polegała na tym, że były to założenia „na wiarę”, dodajmy własnych zapewnień. Nie pierwszy to raz władza uwierzyła we własną propagandę. Bo wyszło na odwrót, a odwrót zaczął się już w listopadzie. Najpierw pękły dwa województwa:

Zrobił się wyłom w Lubelskiem i Podlaskiem, czyli województwach o najmniejszym stopniu zaszczepienia. Rząd wciąż czekał, ale zaczęły dołączać inne województwa, co gorsza, zaczęto porównywać nie tylko najmniej zaszczepione regiony, ale podłączono zestawienia województw najbardziej zaszczepionych i zrobiło się dziwnie:

Zakażenia vs. pozytywne testy (4-5 listopada):

Mazowieckie – (2020) zakażeń: 2,297, (2021) – 3.376. W pełni zaszczepionych 57%

Lubelskie – (2020) zakażeń: 2.077, (2021) – 1.542. W pełni zaszczepionych 44,78%

Podkarpackie – (2020) zakażeń: 1.280, (2021) – 715. W pełni zaszczepionych 38,49%

Pod  koniec listopada trend się utwierdził i zaczął pogłębiać różnice. Była wyraźna korelacja – im bardziej zaszczepione województwo, tym więcej zakażeń. I to w procentach, a więc nie można się powoływać, że to regiony bardziej ludne. Coś się zaczęło dziać z zaszczepionymi. Na razie zestawienia nie były aż tak mocno obrazowe:

W końcu to zestawienie przebiło wszystko, bo bezwzględnie pokazało korelację:

Dobiło wszystko zestawienie z początku grudnia. Pokazuje wręcz jakby fala zakażeń  przechodziła ze wchodu na zachód kraju.

Jednak zestawienie zważonych danych na 100.000 mieszkańców potwierdza trwały trend: im więcej zaszczepionych tym więcej zakażeń.

Wskazywałoby to na pewien trop. Jak już pisałem (i wiadomo wszystkim, a kto wątpił ten się przekonał nagle koniecznością trzeciej dawki, choć często to się wypiera) poziom przeciwciał wytworzonych przez szczepionki szybko spada, co widać po szybkiej dezaktualizacji nieprzedłużonych kolejnymi dawkami paszportów. Ale korelacja wzrostu zakażeń ze wzrostem zaszczepień to nie tylko polski fenomen. Jest on bardziej widoczny w krajach najbardziej zaszczepionych. W takiej Irlandii wszyscy, którzy zamarli na kowid w ostatnim czasie to zaszczepieni. Co prawda jest tam 93% procent zaszczepienia tak, że nie ma komu niezaszczepionemu umrzeć. Statystycznie się zgadza. Ale w takim razie trzeba zadać pytanie, a właściwie stwierdzić: zaszczepionych szczepionka jak widać nie chroni ani przed transmisją, ani zakażaniem innych, ani przed śmiercią. Pojawiają się spekulacje, poparte coraz częściej badaniami, że szczepionka nie tylko nie wytwarza bariery ochronnej, ale osłabia istniejący, naturalny system reakcji immunologicznej. Popatrzmy na badania brytyjskiej agencji zdrowia:

Wynika za nich, że po zaszczepieniu i wytworzeniu przeciwciał wystymulowanych szczepionką, po ich zaniknięciu organizm nie wraca do poprzedniego, przedszczepiennego stanu systemu odpornościowego. Sytuacja zaszczepionych pogarsza się więc, nawet w stosunku do osób niezaszczepionych. Dodatkowo, co logiczne – szczepienie osób, które już przeszły kowida jest przeciwskuteczne, bo nie tylko nic nie daje, ale osłabia organizm, który swoją reakcją już się obronił, zaś szczepienie osłabia tę nabytą odporność.

Wielu wskazuje na mechanizm ADE, tzw. wzmocnienia zależnego czyli właśnie dość dawno odkryty wpływ szczepionki na pogarszanie się systemu immunologicznego. Oczywiście na tę tezę, na poziomie rzecz jasna internetowych demaskatorów, nie debaty naukowej, rzucono się z pazurami, ale jak się poczyta „argumentację”, to wychodzi, że takiego mechanizmu nie ma, bo nie zauważono go w trakcie testów. Co więc zauważono w trakcie testów szczepionek? Że te, zamiast obiecanego (przetestowanego?) poziomu 99%, mają spadające po pół roku do zera? Tego testy nie ujawniły. Ale na pewno ujawniły, że nie wywołują on mechanizmu ADE. To wiemy na pewno? Znowu nie, bo nie, czy dla wierzących – jak Boga kocham?   

I w ten sposób „chytra” strategia ministra, mająca uzasadnić IV Falę, a właściwie kolejny poziom wciskania przymusu szczepień nie tylko spaliła na panewce, ale ujawniła bardzo niepokojące skutki działania szczepionek, które całą akcję stawiają pod poważnym znakiem zapytania. Wynika z tego, że zacznie przybywać – i już przybywa, choć jest to medialnie wypierane – zakażonych osób, które będą coraz ciężej chorowały, właśnie dlatego, że się zaszczepiły. Bo spadek zdolności odpornościowych organizmu nie będzie dotyczył tylko kowida. Będziemy mieli tak osłabione organizmy, że byle co, co kiedyś byśmy przed kowidem, a właściwie szczepionkami, przeszli bezobjawowo nie wiedząc o tym nawet, teraz nas położy na dobre.

Czekam tylko na badania korelacji osób zaszczepionych z falą zachorowań nie na kowida, ale na wszelkie choróbska, które kiedyś nie były problemem na skalę masową. Trzeba będzie raczej szukać ich za granicą, wśród krajów zaszczepionych po kokardę. Czy tam wzrośnie ogólny poziom zachorowań? Nie tylko na koronawirusa?

Jak to było? Najlepiej przebadana szczepionka w historii medycyny?

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.   +

51 thoughts on “18.12. Sztuczka co nie pykła

  1. Wszystko się zgadza Panie Redaktorze, te tabele, faktycznie tak jest. Szczepienia nie zatrzymują fali zakażeń. Nie pokazał Pan jednak jednej jeszcze, bardzo ważnej statystyki – liczba zgonów na 100 K mieszkańców. Podał Pan przykład Irlandii – tam chorują i umierają praktycznie sami zaszczepieni (innych już w zasadzie nie ma). Ale proszę napisać ILU jest tych umierających? Gdyby poziom zgonów na 100 K ludzi był w Irlandii taki jak u nas, to ilu powinno umierać? Zresztą, po co porównywać z daleką Irlandią – proszę podać dane z Polski, jak wygląda liczba zgonów na 100 K w województwach o najwyższej i najniższej „wyszczepialności”?
    Prawdą jest, że informacje podawane rok temu przez producentów i władze na temat szczepionek okazały się w większości nieprawdą. Szczepionka nie zatrzymuje szerzenia się choroby, nie zabezpiecza przed zakażeniem, nie zabezpiecza przed hospitalizacją ani przed śmiercią. ZWIĘKSZA natomiast szanse na przeżycie. Nie daje żadnej gwarancji ale szanse wyraźnie zwiększa.
    Pan Panie Redaktorze, wypierając ten fakt, obniża wiarygodność całej swojej pracy zamieszczanej na tej stronie. W od czasu do czasu w DoRzeczy. Jakiś czas temu polecałem Pańskie wpisy znajomym covidziarzom, niestety, zostały zbyte w prosty sposób: „Koleś nie wie o czym mówi, niech sobie porówna liczbę zgonów w krajach z dużym zaszczepieniem i z małym. Jest takim samym nawiedzeńcem jak ludzie bredzący o czipach i nanobotach w strzykawce, tylko ubiera swoje wywody w bardziej fachowo brzmiące słowa”.
    No i co im tu odpowiedzieć? Argument o proporcjach zgonów jest jednak dość mocny.

    1. I tak powinna wyglądać debata publiczna. Jedna strona podaje argument, druga próbuje go odpierać.

      Dziś natomiast mamy wyzwiska, strasznie, opluwanie i to z obu obozów.

      Wszystko kręci się w około szczepień, jedni mówią, że to panaceum, drudzy, że trucizna. Praktycznie zero merytoryki.

      Najbardziej poszkodowani są utajnieni ozdrowieńcy. Sam przeszedłem c19 jakieś 9 miesięcy temu, ale niskoobjawowo( ból gardła przez 2 dni). Wtedy jeszcze byłem rocznikiem oczekującym na swoją kolej na szczepionkę.
      Po 8 miesiącach mam nadal sporo przeciw ciał, ale mogę sobie tym dokumentem podetrzeć d…, bo jak to powiedział Simon ” ozdrowieńcy mają jakaś odporność”. Za to jestem medialnie wyzywany od antyszczepionkwców, foliarzy, płaskoziemców, straszony zakazami wstępu, inwigilacją pracodawcy, kwarantanną, być może w przyszłości przymusem przyjęcia preparatu.
      Siłą rzeczy wobec takich akcji powstaje reakcja obronna u dużej liczby społeczeństwa.

      Reasumując to już przestaje być walka z chorobą, a z ludźmi, którzy z różnych względów, najczęściej zdroworozsądkowych nie chcą się zaszczepić.

      A tak w ogóle to uważam, że gdyby od początku przekaz rządowo-ekspercki opierał się na rzetelnym informowaniu ludzi, przekazywaniu korzyści, ale i realnych zagrożeń to dziś mielibyśmy zdecydowanie wyższy stopień zaszczepienia, bez zbędnej wojenki.
      No, ale to raczej marzenia ściętej głowy ….

      Nie wiem, nie zagłębiałem się jak wysoki poziom wyszczepień osiągnęły takie kraje jak Portugalia, Irlandia, Norwegia, Dania czy Szwecja, ale ja nie słyszałem, aby tam ludzi straszono, przymuszano.

      Jak zawsze pozdrowienia dla normalnych 🙂

    2. Ależ to pan popełnia logiczny i merytoryczny (czyli analityczny!) błąd podstawowy. Bo wcale nie o tym pisze tu Gospodarz. On tu pisze o nieuchronnej PRZYSZŁOŚCI!
      Ile lat potrwa jeszcze epidemia covid? Jeszcze rok? Trzy? Bo przecież mimo lokdaunów, oraz mnożeniu mutacji masowymi szczepieniami (też na to są miarodajne wykresy!) , w koncu będzie ta odporność zbiorowa , jak przy Hiszpance z 1918. Już by była, gdyby nie politycy i bigpharma.
      Więc umrze na planecie jeszcze ileś tam milionów i szlus. Może jeszcze 3? Może 5. Moze 7? Raczej nie więcej. (Przy Hiszpance to było 50 mln, przy Azjatce z 1957. kilka milionów.
      Przy czym politycy i akwizytorzy bigpharmy oczywiście NADAŁ będą potężnie ZAWYŻAĆ te dane o zgonach wśród niezaszczepionych i ZANIŻAĆ o zgonach wśród zaszczepionych (w tym o nopach). Dokładnie jak fałszują je dziś w Polsce. Gdzie mimo wszystko przy podobnej liczbie zaszczepionych i niezaszczepionych udział zaszczepionych w ZGONACH sięga stale już dziś (tydzień do tygodnia) 25-27 procent I ROŚNIE! A przy tym wg ostatnich info od samego Niedzielskiego, np dwa-trzy dni temu wśród zmarłych na covid zaszczepionych i niezaszczepionych Polaków odsetek osób z chorobami towarzyszącymi JEST IDENTYCZNY i wynosi dokładnie po 67 procent! Interesujące, prawda? I rozwalające CAŁĄ narrację akwizytorów bigpharmy.

      A teraz drugie kluczowe pytanie: jeśli preparaty MRna na covid rzeczywiście , jak dowodzą coraz powszechniejsze analizy statystyczne, stale i nieodwracalnie uszkadzają odporność zaszczepionych, w dodatku ten stan się faktycznie pogłębia, to ILU z zaszczepionych już kilku MILIARDÓW ludzi umrze w ciagu kilku- kilkunastu lat (okres niezbędnych badań tych szczepionek, których NIE BYŁO) na choroby przed zaszczepieniem dla nich niegroźne?
      2 miliony? 12? 20 milionów? 200? Miliard?
      Potrafi pan na to w ogóle odpowiedzieć? Bo inaczej kombinuje pan dokładnie jak lewactwo nt elektrycznych aut: że takie fajne, nie emitują CO2. Ale że ŁĄCZNY ślad węglowy jest w ich cyklu produkcji, życia i utylizacji nawet dwukrotnie wyższy niż w przypadku aut spalinowych, tego już sekciarze z ekosekty nie absorbują…
      A przecież PEŁNE SKUTKI działania antycovidowych eksperymentalnych preparatów szczepiennych pojawią się w ciagu najpewniej kilkunastu lat! To nie thalidomid, gdzie już po kilku latach liczba zdeformowanych noworodków sięgała kilkudziesięciu tysięcy. A mimo to trzeba było jeszcze kilku kolejnych lat, by ten potworny środek wycofać z aptek .
      A wie pan, dlaczego ci bandyci z bigpharmy i rządów teraz robią wszystko, by nie ostała się żadna w całości niewyszczepiona populacja czy grupa?
      Ano, także dlatego, ŻEBY NIE BYŁO Z KIM PORÓWNAĆ skutków dlugotrwalych! Czyli najpierw po to, by uniknąć odpowiedzialnosci za skutki, a po drugie dokładnie po to, po co hitlerowcy i komunisci chcieli zdobyć caly świat: żeby nie było punktu odniesienia!
      Myślenie ma kolosalną przyszłość, mimo wszystko, szanowny panie.

      1. Ja pozwolę sobie dodać, że przy obecnej dużej mobilności społecznej, 99% ludzi przejdzie c19, bez względu czy są zaszczepieni czy niezaszczepieni. Każdy będzie ozdrowieńcem i każdy nabędzie odporność naturalną, która w ostateczności jest jedyną drogą do finału, szczepienia tego nie rozwiążą, bo nie tworzą pełnej ochrony, gdyby tak było to by się brało surowice od zaszczepionych, a nie od niezaszczepionych co przechorowali.

        Jak ktoś chce się czuć bezpiecznie, mieć spokojniejszy sen, mniej się stresować to niech się szczepi. Najgorsze przy wirusach/chorobach jest zmęczenie i stres.

        Podam przykład ciekawy i który mnie zaskoczył, ale też dał do myślenia jak wyżej.
        W kwietniu mój wujek się zaszczepił, ale zgodnie z tym co mu poradziłem zrobił badania na przeciwciała przed szczepieniem i po szczepieniu. Przed szczepieniem miał jakieś śladowe ilości. Miesiąc po szczepieni ok 1100jednostek. Zadowolony, niezestresowany normalnie funkcjonował.
        Miesiąc temu dzwoni do mnie ponownie i pyta co ma zrobić , bo mówią w TV, że 2 dawka działa słabiej po 6 miesiącach i trzeba 3 dawkę brać. To mu doradzam to co w kwietniu, najpierw zrób badania na przeciwciała, a później podejmij własną decyzję.
        po 5 czy 6 dniach dzwoni do mnie i mówi, że ma więcej przeciwciał niż w maju.
        Hipotezy?
        – błąd w wynikach badań ?
        – może wujek przeszedł c19 w miedzy czasie ?
        – może jednak nie u każdego spadają przeciwciała po 6 miesiącach, a BigFarma nakręca zbyt?
        Pierwsza hipoteza została rozwiana, wujek poszedł do innego laboratorium wynik prawie identyczny.
        Ja się skłaniam do drugiej.

        Chciałbym zauważyć, że wszyscy skupiamy się na zaszczepiony/niezaszczepiony, a tematem tabu są ozdrowieńcy.
        Ja się nie spotkałem w mediach z propozycją robienia sobie badań na przeciwciała. Przypadek ? 🙂

        Grzegorz Płaczek na jednym ze swoich spotkań pokazywał zapytanie do MZ ile osób z ozdrowieńców przeszło więcej niż raz zakażenie. UWAGA według MZ niecałe 7tyś, co daje 0,18% wszystkich ozdrowieńców.

        Ps. Mam świadomość, że nie każdy jak mój wujek ma czas, chęci i kasę, aby bawić się w robieni sobie przeciwciał, przecież czeka darmowa szczepionka, a czy potrzebna czy nie , kogo to obchodzi … grunt, że cyferki rosną … a gdzie to już każdy sobie dopowie … 🙁

        1. fatalne doradztwo powoduje irracjonalne decyzje lub inaczej:
          Uczył Marcin Marcina…
          Poziom przeciwciał niewiele mówi o odporności organizmu.

    3. I jeszcze jedno, panie Skołowany. Najpierw Pan tu podważał dane Gospodarza, bo niby nie wiedział pan, czy się szprycowac, czy nie. A dziś puscił pan farbę: to nie żafne wątpliwosci, to po prostu pierwsze niesmiale proby by z Gospodarzem zrobiono to, o czym gadał w mailach niejaki oprych Fauci z facetem od PR w kontekscie amerykanskich niewygodnych dla covidian analitykow: jak najszybciej ich „skasować”.
      To się panu i polskim akwizytorom bigpharmy nie uda. Nie na tym etapie społecznej wściekłości!

    4. Ależ odpowiedź jest bardzo prosta:
      – szeroko pojęta lepsza organizacja służby zdrowia (polecam się również zapoznać z opinią prof. Kuny nt zasadności używania wentylacji mechanicznej i respiratorów i dodam, że w jęz. angielskim respirator to „ventillator” i przy obowiązywaniu ustawy o „ochronie języka polskiego” śmiem wątpić, że w MZ znajduje się ktokolwiek władny przygotowywać SIWZ-y i zdający sobie sprawę z owej róźnicy – mamy zdecydowanie zbyt dużo respiratorów względem wysokoprzepływowej aparatury do wentylacji mechanicznej)
      – znacznie lepszy dostęp do lekarza => wczesne wykrywanie i *leczenie* chorób „współistniejących”. To bonus głownie „na wejściu”, choć starszych kolegów z brytyjskiego oddziału firmy nie słyszałem o żadnych „teleporadach”.
      – inny poziom ekspresji ACE2 w komórkach nabłonka nosowego – im wyższy, tym więcej wirusa w płucach, gdzie wzrost ekspresji następuje na skutek stresu i ponadnormatywnego wysiłku fizycznego.

    5. Miałoby to sens pod warunkiem prawdziwych statystyk. A jak sam minister przyznał, że u nas inaczej klasyfikuje się zgony niż np w Niemczech. Więc porównywanie krajów pomiędzy sobą jest niemożliwe. U nas porównywanie rok do roku również nie bardzo ma sens bo rok temu rzeczywiście była panika i nikt nie wiedział z czym mamy do czynienia. Zrobiono oddziały kowidowe z oddziałów psychiatrycznych gdzie postawiono psychiatrów którzy nawet nie mieli przeszkolenia z obsługi respiratora. Teraz jednak część lekarzy zaczyna leczyć. Poza tym ludzie też już otwarli oczy. Sam znam dwie osoby zaszczepione które same leczyły się amantadyną (dawkowanie ściągnięte ze strony dr Bodnara). I teraz pytanie czy one nie umarły dlatego że się zaszczepiły czy dlatego że nie czekały na śmieć w szpitalu i podjęły działania na własną rękę?

  2. I znów mylenie przyczyny ze skutkiem . Covid jest tylko idealnym pretekstem dla wprowadzenia zmian społecznych i resetu fnansowego. To nie politycy czy media ( skąd w ogóle taki pomysł !? ) sprawują rzeczywistą władzę , tylko bankierzy i wielkie korporacje. Jesteśmy tylko biernymi ( bo ubezwłasnowolnieni perfekcyjnie prowadzonym zarządzaniem przez strach ) widzami . Na naszych oczach likwiduje się , siejąc terror ,podstawowe prawa obywatelskie i w trybie ekspresowym prowadzi prace nad zastąpieniem papierowych pieniędzy, cyfrowymi. A to pozwoli na totalną władzę nad społeczeństwami ( kto uważa ,że to niemożliwe niech spojrzy na Chiny gdzie już pewne elementy nowego systemu zostały wprowadzone, a zaawansowanie prac nad waluta cyfrową sięga 90% ). Jak pisałem już wielokrotnie temat ” pandemii ” zniknie po zrealizowaniu powyższego. Do tego czasu będą nas atakowały kolejne fale covida ,a jak nie starczy liter w alfabecie inne ” zarazy „. To tylko teatr dla odwrócenia uwagi od istoty sprawy. Niestety sami w nim uczestniczymy , co dobitnie widać po zamieszczanych wpisach.

  3. Dziś pozwolę sobie na przydługawy wywód i moje doświadczenia ze szczepieniami.
    W latach młodzieńczych/ wczesno dorosłych „odczulałem się” ze względu na alergię na pyłki traw i drzew. Tak naprawdę „odczulanie” to nic innego jak szczepienie. Moje doświadczenie jest bardzo pozytywne, bo mimo, że nie udało się całkowicie wyeliminować skutków, to są one zdecydowanie mniej dolegliwe.
    W czasie kiedy się szczepiłem panowały kilka rygorystycznych ZASAD, które obecnie zniknęły i to mnie najbardziej przeraża.
    1. przed przyjęciem szczepionki trzeba było się udać do gabinetu lekarza, gdzie nie wypełniało się ankiety, tylko trzeba było się rozebrać do pasa, a Pani Doktor osłuchiwała płuca, oskrzela i serce. Do tego przegląd gardła. Wszelkie infekcje ( nawet katar) wiązał się z przełożeniem zastrzyku, bo szczepienie + infekcja to może być groźna dla organizmu.
    2. po szczepieniu siedziało się w poczekalni tak długo, aż Pani doktor nie pozwoliła wyjść. Kiedyś siedziałem prawie 4h, za nim odczyn się wyraźnie zmniejszył
    3. Zakaz wysiłku/ zwolnienie z WF na 2-3dni, bo organizm osłabiony „walką” i tworzeniem przeciwciał
    4. Chyba najważniejsze, absolutny zakaz szczepienia podczas pylenia, bo połączenia szczepionki + „zachorowania” może być dla organizmu zabójcze.
    To było jakieś 20-25 lat temu, ale reakcja organizmu się nie zmieniły.
    Chciałbym też zaznaczyć, że wówczas szczepienia odczulające dopiero raczkowały.

    Wróćmy do czasów dzisiejszych.
    Pośród znajomych, rodziny mam mniej więcej 50% zaszczepionych i każdemu komu to mówiłem robił wielkie oczy, bo oni o takich zasadach nie słyszeli i nie byli informowani o tym podczas procedury zastrzyku.
    Pośród moich znajomych i rodziny c19 przeszła spora grupa zaszczepionych i niezaszczepionych, ale tylko 2 osoby przechodziły c19 ciężki i bardzo ciężko.
    Te 2 osoby to zaszczepieni, którzy według statystyk MZ byli wówczas niezaszczepieni, czyli dopadł ich c19 tuż przed lub tuż po szczepieniu (jeden podczas pierwszej dawki Astry, drugi podczas drugiej dawką Pfitzera).
    Jedna osoba nie miała kompletnie o tym pojęcia( bezobjawowo przechodziła), druga jak sama przyznała miała lekkie objawy chorobowe, ale nie przyznała się lekarzowi, a on nawet nie zapytał.
    Nie trzeba był jakimś ekspertem, aby się domyślić, że dostali podwójny „strzał” i zwyczajnie organizm nie był w stanie tego ogarnąć.
    Co więcej obie osoby są w sile wieku i bez chorób współistniejących.

    Ktoś powie, że przypadek, za mała grupa badana itp i to prawda, ale ja mocno wierzę, że te zasady były rozsądne. Dziś bardzo doceniam upierdliwość i konsekwentność moje śp. Pani Doktor, dla której w/w zasady były świętości . Obawiam się, że dziś „przewraca się w grobie” jak widzi co się dzieje.

    Jak dziś czytam:
    – szczepimy się, a tu szczyt fali
    – szczepimy się w aptekach
    – szczepimy się w busach
    – szczepimy się w szkole
    – szczepimy się bez choćby podstawowego badania lekarskiego
    – szczepimy się …
    to nie mogę pojąć jak mocno foliarska i płaskoziemska zrobiła się medycyna.

    Pozdrowienia dla normalnych 🙂

    Ps. nie jest i nigdy nie byłem i nigdy nie będę antyszczepionkowcem 🙂

    1. Z podziękowaniem za poprzedni i obecny zapis, dodam jak SwarogWielki, że też nie jestem „antyszczepionkowcem” i podobnie jak on przechodziłem „odczulanie przeciwalergiczne”. jako że to było w prapoczątkach wiedzy o „alergiach” wśród lekarzy, pozwolę sobie opisać jak to było w moim przypadku.
      Było to na przełomie „starej i nowej” Polski. Pracowałem w Zakładzie Wielkim, gdzie moja kanciapa wychodziła na zamknięte z wszystkich stron podwórze porośnięte topolami. Po długim czasie zacząłem podejrzewać, że pylące topole które dawały tyle „nasion”, że na „podwórzu” był gruby na 20-30 cm „kożuch” nasion. Wyglądało bosko i zimowo. Ale po jakichś dwóch latach, zaczęły się u mnie problemy zdrowotne. Miałem potworne bóle głowy i normalnie zacząłem tracić wzrok! Łaziłem po lekarzach, robiono mi różne rentgeny i nic nikt nie znalazł. Jedynym lekiem który pomagał była strychnina. Po jakimś roku, gdy uświadomiłem sobie, że zaczynam być uzależniony od tego „leku”, trafiłem dość przypadkowo na Profesor A. Gierkową. Ona przeglądnęła moje oczęta śliczne i stwierdziła: „pan na bardzo ciężką alergię”. Przepisała leki, i zaleciła leczyć alergię. Gdy powiedziałem mojej okulistce z pewnym zażenowaniem że byłem u Girkowej, ta zamiast się obrazić, pyta z wielkim zaciekawieniem: „i co powiedziała Pani Profesor”? Gdy pokazałem zapisane mi leki, Pani Okulistka zawołała koleżankę okulistkę i podyskutowały, mówiąc, ze faktycznie, „my też podejrzewaliśmy alergię”. I faktycznie, rok wcześniej, okulistka przepisała mi lek przeciwalergiczny. Dostępny był wtedy jeden jedyny lek, węgierski, który poprawiał mi wzrok, ale powodował większy ból głowy i większe zużycie strychniny. Do tego, lek powodował zawroty głowy, więc z uwagi że musiałem wtedy sporo jeździć, został przeze mnie odstawiony.
      Mając zlecenie do „alergologa” udałem się do akurat otwartej przychodni specjalistycznej, pierwszej w mieście i województwie „przychodni alergologicznej”.
      Tam ustalono na co mam alergię i zaproponowano lek w postaci zastrzyków, które trzeba było przez trzy lata wkłuwać w kilku dawkach. Problemem było to, że lek był „zagraniczny”. Rok był chyba 1988 czy 1989. Musiałem napisać podanie do Ministra o sprowadzenie tego leku. Lek dla mnie sprowadzono. Zapłaciłem zań jakieś śmieszne grosze. Ponieważ byłem jednym z pierwszych pacjentów przychodni, a do tego lek był „nietypowy”, zaproponowano mi bym wziął udział w „badaniach”. Polegało to na tym, że pewnie ktoś robił pracę doktorską na moim przypadku, czyli że prócz zastrzyku leku, przed i po pobierano mi krew do badań. Oczywiście, jak pisze wyżej, przestrzegano „ZASAD”. Musiałem być przy szczepieniu zdrowy itd.
      Ciekawe było dalej, bo w kolejnym roku Polska stawała się bardziej kapitalistyczna, więc nie musiałem prosić Ministra o sprowadzenie leku, ale zgłaszałem do apteki. Lek sprowadzili po 2 miesiącach, był płatny w 50%, co stanowiło już sporą dla mnie kwotę.
      Zasady szczepienia były cały czas te same.
      Najgorzej było w roku kolejnym, bo lek był jakby „od ręki”, ale w pełnej, „zachodniej cenie”. Wtedy to stanowiło jakieś trzy moje pensje. A zarabiałem dużo wyżej średniej krajowej. Bardzo długo leczyłem pieniądze i nawet konsultowałem z alergologiem prowadzącym, czy może dwa lata odczulania wystarczą. Namówiono mnie by się u rodziny zadłużyć, ale za wszelką cenę „wziąć trzecią działkę”. Tak się stało i od tego czasu jestem praktycznie uleczony, poza kilkudniowym katarem w czasie gdy kwitną zboża…

      Nie mniej jednak, potwierdzam co napisano wyżej, przystępując do szczepienia odczulającego musiałem być absolutnie zdrowy!
      A cały proces trzyletni był bardzo „upierdliwy”, bo przez pół roku, aż do jesieni nie wolno mi było wypić ani grama alkoholu! Nie, żebym „potrzebował”, ale akurat były rożne okazje rodzinne, takie jak chrzciny dzieci itd… I wszyscy na mnie patrzyli podejrzliwie lub z politowaniem… 🙂

    2. Może trzydzieści lat temu odczulanie prowadzono zgodnie z wiedzą i etyką lekarską, ale teraz, tzn. kilka lat temu, śmiem wątpić, syn strasznie z rana kichał, zawalone zatoki, takie tam, diagnoza-alergia, badanie(kropelki na przedramieniu) wykazało, że ma alergie na wszystko, to co-odczulanie, pakowanie tabletek(czterysta złotych paczka, dwie paczki na miesiąc plus sto kilometrów do „alergolog” w jedną stronę i sto dwadzieścia złotych wizyta, żeby tylko wypisać receptę, też co miesiąc), po około roku nic się nie zmieniło, wiec sam zabawiłem się w lekarza i odstawiliśmy wszystko, dziś chłopak od czasu do czasu kichnie sobie pare razy, ale to wszystko, tak na mój chłopski rozum, ten „lek” tylko podtrzymywał ową „alergię”, bo raczej nie uwierzę w teorię, że zaczął działać jak przestać być podawany.
      A co do dyskusji ze Skołowanym, chce Wam się? Niech sobie wierzy w szczypawki, tak jak my mamy prawo nie wierzyć, tylko prosiłbym go, żeby nie traktował nas jako zagrożenia, zawsze aktualne będzie stwierdzenie, genialnie takich ludzi opisujące, skoro uważasz, że szczypawka chroni, to czego się boisz nieszczepów, a skoro się boisz, to znaczy, że również uważasz, że nie chroni. Najnowsza narracja prze w zaparte, że chroni tylko przed ciężkich przebiegiem, wiec pozwól mi samemu zdecydować, czy chce ciężko, czy lekko przechodzić. Mogę jeszcze o tym sam zdecydować? Ja nie potrzebuje danych, ile zmarło ludzi na 100k, ani nawet danych podawanych przez Autora, wystarczy, że patrzę na sytuacje na swoim podwórku, gdzie mam i jednych i drugich i jakby wprowadzili przymus(nie wprowadzą, ale jakby), to do mnie będą musieli przyjechać z antyterrorystami.

      1. Gratuluję decyzji dotyczącej syna!
        Tak naprawdę to człowiek musi sam jakoś się rozeznać w tym trudnych zagadnieniach aby nie być tylko zasilaczem konta nieuczciwych doktorów.
        Ja sam również wyprowadziłem się z uciążliwych dolegliwości dzięki samoobserwacji i dociekaniu przyczyn.

      2. Drogi Panie Robercie
        Przyśle skrzynkę Pańskiego ulubionego wina na wskazany adres jeżeli pokaże Pan wypowiedź w której:
        – traktowałem Was (Was czyli kogo? Wypowiada się Pan w imieniu jakiegoś kolektywu?) jako zagrożenie
        – boję się nieszczepów
        – odnosiłem się w jakikolwiek sposób do indywidualnych decyzji kogokolwiek w zakresie szczepienia
        – wspominałem w jakiej bądź formie o przymusie szczepień
        – stwierdziłem, że „wierzę w szczypawki”
        Klnę się na Internet, że tak zrobię!

        Widzi Pan, ja staram się traktować jedną tylko kwestie w kategoriach „wierzę – nie wierzę”. To sprawa mojej relacji z Bogiem. Szczepionka natomiast to pewna rzeczywistość fizyczna a nie obiekt kultu religijnego czy egzorcyzmów. W szczepionkę się nie wierzy, można i trzeba zadawać o nią pytania. Wie Pan, działam trochę tak, jak sw Tomasz z Akwinu (choć gdzie mi do niego…) – zadaje pytania, szukam najsłabszych miejsc w twierdzeniu, sprawdzam siłę dowodu.
        Jak to mówią – przekonaj mnie do swych racji a zyskasz przyjaciela.

        1. Tylko taka dygresja, nie pijam wina, a czytając Pańskie wypowiedzi, takie odnoszę wrażenie i tak jak pisałem, nie potrzebuje danych, na dodatek fałszywych z MZ, wystarczy, że rozejrzę się dookoła siebie.

          1. „…odnoszę wrażenie… nie potrzebuję danych…”
            No właśnie tym się zasadniczo różnimy. Ja chcę postępować w życiu racjonalnie (ratio – rozum) a do tego potrzebne są dane, argumenty i poprawne dowodzenie. Samo wrażenie nie wystarczy.
            Ja na przykład odnoszę wrażenie, że większość ludzi piszących na tej stronie komentarze ma co najmniej rys paranoiczny osobowości, jeśli nie są wręcz pełnopostaciowymi paranoikami. Ale to tylko moje wrażenie, nie ośmieliłbym się bez fachowej diagnozy, bez dowodów, postawić takiego twierdzenia.

          2. A co Panu dadzą zmanipulowane, lub sfałszowane dane? Nie prościej się wokół siebie rozejrzeć, porozmawiać ze znajomymi w całej Polsce, a nawet dalej?

  4. A tymczasem do Europy i Polski zawitał gamecharger.
    Oto polska dziewczynka ma katar, mdłosci, drapanie w gardle, czyli wykrytego omikrona.
    Jej rodzice też są pozytywni. A przy tym OBOJE w pełni zaszczepieni. Czyli kolejna narracja nierządu akwizytorów poszła się… Na drzewo poszła
    Lasy! Koniecznie trzeba zamknąć lasy! I zakazać Wigilii!
    Bo inaczej wszyscy będziemy mieć katar i drapanie i również wszyscy puscimy pawia na segregację i naziausweisy wraz z tą dyktaturą ciemniaków…
    🤣🤣🤣

  5. bostońska herbatka – Przejrzałeś mnie!
    Tak, jestem tu po to, by skasować Gospodarza. Już go namierzam. Ale widzisz, wiedza potrafi zabijać więc bostońska herbatko i wszyscy pozostali fanatycy – ja i moi Panowie z Rządu Światowego już się za was bierzemy. Będziemy was tropić jak zwierzynę, zamykać w rezerwatach, topić w kiblach i strzelać jak wściekłe psy.
    Możecie zacząć się bać!

    1. Ooo, troll skołowany już od fanatyków mnie i nas wyzywa. Stały punkt programu u takich szurów zadaniowanych przez akwizytorów z bigpharmy . Kiedy argumentów brakuje, a jakoś zarobić trzeba.
      A przecież z nim grzecznie rozmawiałem, prawda że grzecznie?…
      Ale skoro tak… Proszę uprzejmie:
      Goń się na bambus frajerze, ogóry bigpharmie prostować!
      😆

  6. A tak na poważnie – nikt z Panów nie odniósł się do moich wątpliwości w sposób rzetelny. Poza snuciem przypuszczeń, że rządy i BigPfarma zawyżają ilość zgonów wśród niezaszczepionych i zaniżają wśród zaszczepionych. O ile zaniżają?Gdzie są dowody? Jakie są zatem prawdziwe dane? Stosunkowo najbliżej był pan JaS, który zamiast spróbować się odnieść do merytorycznych kwestii był łaskaw zdiagnozować mnie i przypisać mi ciężkie upośledzenie umysłowe. 😉
    Gospodarz strony oczywiście nie zniża się do tego, by spróbować przynajmniej odnieść do wątpliwości.
    Fakty teoriom bowiem przeczą a to jest karygodną rzeczą.
    I tak trzymać 😉

    1. Proszę o ponowne przejrzenie całej dyskusji, zauważy Pan, że podjąłem się kwestii wyjaśnienia różnicy w liczbie zgonów między Polską a krajami, na które wskazywali Pańscy rozmówcy, krytyczni wobec Gospodarza. Oczywiście zapraszam do dalszej dyskusji.

      1. Pańskie wyjaśnienie nie wyjaśnia niestety w dostateczny sposób. Czy są aż tak duże różnice w praktyce medycznej między polskimi województwami o niskiej i wysokiej „wyszczepialności”? Tak duże, że tłumaczą różnice w liczbie zgonów na 100 K? W lubelskim, podlaskim i na podkarpaciu nie potrafią używać respiratorów i masowo zabijają ludzi a w szczecińskim i mazowieckim już nie?

        1. Moje wyjaśnienie dotyczy czego innego, a mianowicie różnic na poziomie krajów, gdyż zgodnie z treścią Pańskiej początkowej wypowiedzi, te właśnie różnice stanowiły podstawę krytyki publikacji Gospodarza przez Pańskich rozmówców. Także dlatego, że jedynie w takiej perspektywie analiza oparta o wskaźnik wyrażony w liczbie zgonów na 100 tys. ma pozory racjonalności. Nie odnoszę się do nie udokumentowanych – ani przez Pana, ani przez dane przedstawione przez Gospodarza – różnic w ilości *zgonów* w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców na poziomie województw. Dodatkowo głębsza wiedza na temat naszego własnego kraju a także zwykła uczciwość intelektualna nakazywałaby raczej prowadzić analizy w oparciu o mniej zgrubne wskaźniki, które mówią nam (a także rządzącym) coś więcej.

      2. I czy Pańskie wyjaśnienie wyjaśnia w dostateczny sposób różnice w tych samach krajach (Belgia, Holandia, Irlandia i tak dalej) w proporcjach zgonów przed i po akcji szczepienia? Oficjalnie mają około 5 razy mniej zgonów (pięć razy!) przy takiej samej lub większej liczbie zakażeń jak rok temu, gdy nie byli zaszczepieni masowo. Czy rok temu służba zdrowia zachodnich krajów była tak nieporadna jak dziś w Polsce, społeczeństwo tak samo schorowane a przez rok wszystko się poprawiło, nauczyli się radzić sobie z respiratorami?
        Albo może te dane są sfałszowane? Nie twierdzę, że nie, po prostu nie wiem. Jeśli są sfałszowane, to może Pan zna dane prawdziwe?

        1. Mi wystarczą przypadki nopow wokół,czasem trzeba popytac żeby od dotkniętej nimi rodziny coś się dowiedzieć,bo tak jesteśmy zatomizowani. Takiej ilości nnigdy przedtem nie było. „Dane anegdotyczne!” zakrzyknie szczery analityk nim skona zdziwiony po którejś dawce. Bądźcie czujni,nawet alergicznie, i ostrzegajcie tymi przykładami zwyklych kowidian,bo oni też są ludźmi i naszymi rodakami. Wbrew temu co nam, naszym i swoim dzieciom chcą uczynić. Acha, i koniecznie trzeba podawac czym się leczyć żeby ludzie mieli alternatywę htps://c19early.com za który to link serdecznie dziękuję.

    2. A może niech Pfizer udowodni że przeprowadził rzetelne badania i pokaże wyniki tych badań. Zamiast utajniać wszystko na 55 lat.

    3. Merytorycznie to można odnosić się do rozumnej wypowiedzi.
      Można ewentualnie pokusić się o rozbiór logiczny słowotoku szanownego pana, jednak brednie te nie są dla mnie wystarczająco atrakcyjne aby poświęcać im czas. Nie są one też niebezpieczne dla czytelników tego forum, bowiem tutejsza publika jest wyselekcjonowana (sama przez siebie) pod względem wysokiego poziomu rozumienia. Innymi słowy: Każdy(a) z nich sam(a) widzi …
      Ale przede wszystkim:
      Rzucili cię na niewłaściwy front. Powinieneś robić wśród tzw. wykształconych czyli wytresowanych debilków nie odróżniających formy od treści.

      1. JaS – Za dużo wiesz!
        Podobnie zresztą, jak większość ludzi na tej stronie. Psujecie nam interes. Ale pisząc tu zostawiacie ślady po sobie a warto pamiętać, że wiedza potrafi zabijać. I będzie zabijać.
        Będziecie gasnąć, jak zdmuchiwane kolejno świece.
        Jeden udławi się ością, inny utopi w wannie, jeszcze inny wyskoczy przez okno albo zjedzie furą z prostej drogi wpadając na drzewo. Tak się to załatwia. Bez rozgłosu, bez śladów i bez świadków.
        Ty jeszcze te Święta spędzisz w spokoju, tyle mogę dla ciebie zrobić. Nie zrozum mnie źle – prywatnie do ciebie nic nie mam ale widzisz, w tej robocie nie można kierować się sentymentami. Mógłbym ci powiedzieć – uważaj na to co jesz, co pijesz, z kim wsiadasz do windy ale… ale to ci i tak nic nie da.
        Zatem Wesołych Świąt i wykorzystaj dobrze ten czas, jaki ci jeszcze pozostał.

        1. Nie dość ze skolowany to troll, to w dodatku jak widać zwykły bandyta.
          Wynocha, ciulu złamany od przyzwoitych ludzi! Won, chamie!

          1. Darmo wierzgasz przeciwko ościeniowi.
            Gdy czytasz ten wpis to tak jakbyś czytał ogniste litery, co się układają w złowieszczy napis „Mene, Tekel, Fares – Zmierzonyś, Zważonyś i Dni Twoje Policzone”
            Już siekiera do pnia przyłożona…

  7. Jeszcze kwiatek do naszych statystyk: wczorajsze (18 grudnia) dane ze świata – 5450 zgonów przypisanych covidowi. Na podium: 1. Rosja, 1076 (20%), 2. Polska, 543 (10%), 3. USA, 476 (9%). Trafiliśmy między mocarstwa, przynajmniej atomowe. Nie chce mi się wierzyć, że u nas covid tak narozrabiał, przynajmniej jedynie covid …

    1. Furda tam liczby!
      Po pierwsze – większość z tych 543 osób to byli zaszczepieni. Rządy i BigPharma masowo fałszują dane, to jest rzecz oczywista, nie wymaga udowadniania. Aksjomatów się nie dowodzi. Po drugie – ci nieliczni niezaszczepieni, którzy się pomiędzy nich zaplątali… no cóż, można powiedzieć, że umarli z niezniszczonym przez mRNA i białko kolca systemem immunologicznym, wiec obiektywnie – zdrowsi!
      No i umarli jako ludzie wolni, do końca przeciwstawiając się New World Order, Bilowi Gates’owi, Najwyższej Radzie Trzydziestego Trzeciego i Ostatniego Stopnia (Obrządku Szkockiego Dawnego i Uznanego).
      Przepraszam za sarkazm ale po lekturze niektórych komentarzy królujących na tej stronie ciężko mi się powstrzymać.

      1. Ale o co chodzi, obsesja jakaś, problem ze zrozumieniem? Zawodowo pracuję z danymi, jak widzę takie kwiatki, automatycznie zapala mi się czerwona lampka i staram się znaleźć przyczynę. Na dzień dobry przychodzi mi do głowy kilka powodów. O szczepionkach na c19 się nie wypowiadałem. Uważam, że ich skuteczność jest przereklamowana, w dodatku dramatycznie spada po kilku miesiącach. Podobnie jak w przypadku szczepień na grypę. Tyle.

        1. Jeśli obsesją nazywamy chęć dotarcia do prawdy to tak, obsesja.
          Też uważam, że szczepionki są przereklamowane i nie dają takiej ochrony, jaką zapewnia producent. Interesuje mnie jak wygląda prawda, ile osób w rzeczywistości umiera na covid, jaka jest korelacja z poziomem szczepień i tak dalej. Na razie mamy dane, które pokazują wysoka korelację pomiędzy brakiem szczepień a duża ilością zgonów. Jeśli to dane fałszywe – to jakie są prawdziwe?
          Chodzi mi o rzetelne źródło danych, bo opowieści że „szwagra brata teścia kuzyn ma żonę, której bardzo dobra przyjaciółka pracuje w Ministerstwie Zdrowia i ona mówi jak jest na prawdę…” no nie są jak dla mnie rzetelne.

          1. Pytam, bo sarkazm pod moim postem, więc rozumiem, że do mojego tekstu.
            Wyjaśniam, chodziło mi o to, że 10% światowych zgonów w 38-milionowym państwie mnie dziwi, zwłaszcza, że jesteśmy przeciętnie wyszczepieni, ze sporym udziałem nieszczepionych objawowych i bezobjawowych ozdrowieńców, służbą zdrowia na przeciętnym światowym poziomie.

  8. Panie SKOŁOWANY!
    Śmiertelność spadła gdyż a) ludzie są zaszczepieni b) najsłabsi już zmarli c) ozdrowieńcy się uodpornili d) wirus zmutował i już nie jest tak groźny. Jak widać poziom zaszczepienia jest tylko jedną z przyczyn i nie wiadomo jak silną. Moja intuicja podpowiada mi, że pozostałe przyczyny są co najmniej tak samo ważące.
    Odnośnie podejmowania własnej decyzji
    Założenie 1. którego chyba nie musimy w tym miejscu udowadniać: rządy i producenci szczepanek kłamią i to grubo. Zresztą kto by nie kłamał mając możliwość zarobienia dodatkowych 30 czy tam 50 mld USD.
    Założenie 2 ich zalecenia są ogólnie złe gdyż np mówią że trzeba koniecznie szczepić dzieci gdyż uwaga śmiertelność na ko…d w tej grupie (łącznie ze schorzeniami towarzyszącymi) wynosi 0,008%. Czyli wpierają nam że mamy szczepić nasze dzieci żeby chronić nas samych co jest delikatnie mówiąc sprzeczne z całą cywilizacją chrześcijańską.
    PYTANIE: czy przy ww. założeniach warto wierzyć im na słowo i ufać w ich dosyć niespójne
    i raczej zafałszowane statystyki?
    Nawet mając takie wątpliwości jak Pan wstrzymałbym się ze szczypaniem. Ono i tak da Panu ochronę tylko na ok 6 miesięcy. Mówiłem Panu że trzeba sobie załatwić amantadynę 😉 a teraz już będzie dużo trudniej.

    1. Wiadro amantadyny, witamina D 3 forte, cynk i witamina C w gotowości już od dawna!
      Nie jestem takim głupcem, za jakiego mnie tu większość mądrali uważa. Ja po prostu chcę wiedzieć , jak wygląda prawdziwa liczba chorych/zmarłych/zaszczepionych, jakie są między tymi liczbami korelacje.
      Sama konstatacja, że „wiadomo iż rządy i BigPharma okłamują” to dla mnie trochę za mało. O ile okłamują? O 5 czy o 95 procent? Gdzie są na to dowody? Jakie dane są prawdziwe?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: