20.09. Grypa nas wykończy

20 września, dzień 202.

Wpis nr 191

zakażeń/zgonów/ozdrowień

79.240/2.293/64.302

W mediach alarmistyczne zapowiedzi hekatomby zimowej. Druga fala kowidu jest już pewna, zwłaszcza, że już parę spektakularnych powrotów do lockadawnu (np. Izrael, stan Victoria w Australii) mamy już na tapecie, zaś reszta swoje zapowiada. Na razie to głównie produkuje się symulacje ilu to ludzi zemrze zimą w zależności od stopnia izolacji, distancingu czy maseczkowania. Wychodzi, że można ocalić tak z 770 tysięcy ludzi, jak wejdziemy w światowy lockdown. Jak nie, to egoiści zabiją miasto wielości Krakowa. Ma nas zginąć tej zimy w zależności od scenariusza od 2 do 4 milionów.

Na razie nie bardzo jasno wynika – dlaczego. Przecież wszyscy wołają, że koronawirus nie jest sezonowy jak grypa, a więc dlaczego miałby kosić, jak będzie zimno? Nie widać w symulacjach żadnych koneksji z sezonem grypowym, choć dziwne się wydaje dumne oświadczenie, że mamy takie testy co to grypy z kowidem już nie pomylą. Co oznacza, że jak było do tej pory? Czyli jednak się myliło, skoro jesteśmy dumni, że teraz już się nie mylą?

Są spekulacje dość naciągane, że znacznie wzrośnie, bo tak podobno wskazują symulacje dla państw półkuli północnej. Ale po co sięgać tak… blisko. Zobaczmy na półkulę południową. Jak u nas było lato to tam była zima i kiedy myśmy się pozamykali to tacy Australijczycy mieli przecież swój sezon grypowy i nic się nie działo. Co prawda tąpnęło kowidowo w stanie Victortia, ale to kolejne fale epidemii… testów. Po prostu im więcej testujesz tym więcej masz chorych na pozytywny wynik testów. A więc nie ma za bardzo dowodów na to, że zimą będzie rzeźnia.

W dodatku jest jazda z rozróżnianiem objawów grypy i kowida. Specjaliści mówią, że główny to utrata smaku i węchu. No z węchem to sobie na razie podarujmy, ale ze smakiem to jazda może być. Co, będziemy mieli główne comming outy w restauracjach przy posiłkach? A jak gościowi nie zasmakuje zupa, to co? Kelner ma zadzwonić po kosmitów, by ci zabrali bezsmakowego bezobjawowca na kwarantannę i przeszpatułkowali mu nozdrza? To samo w perfumeriach?

W ogóle kwestia połączenia grypy i koronawirusa ma swój nieoczekiwany aspekt. Wielu naukowców uważa, choć rzecz jest do tej pory do końca niezbadana (ciekawe, żę z kowidem to pełno tego – dlaczego?), że na przykładzie Włoch i Lombardii można znaleźć analogię między szczepieniami na grypę a zachorowaniami na koronawirusa. Podobno przymusowe szczepienia na grypę, szczególnie w starszych grupach wiekowych miały przyczynić się do większej podatności na koronawirusa i są powodem tak ostrego piku ciężkich zachorowań i śmierci w perspektywie geograficznej. Z drugiej strony jak się popatrzy na mapkę, to wschodnia Europa (tzw. linia wódki, w przeciwieństwie do linii piwa i najgoszej – linii wina) wypada lepiej i to podobno z powodu u nas obowiązkowych, ale innych szczepień – przeciw gruźlicy. Szczepienia te mają uodparniać w znacznym stopniu na koronawirusa, stąd tak wyraźne różnice geograficzne w rozprzestrzenianiu się kowidu.

Ja mam do tego inne podejście. Według mnie dojdzie do wzrostu zachorowań na nasze własne życzenie. Będzie to wyglądało tak: powiedzmy, że powtórzą się liczby z zeszłego sezonu grypowego, gdzie na grypę lub podobne zachorowało w Polsce ponad… 4 miliony Polaków. Od razu zaznaczę, że grypę to miało z tych 4 milionów tak z 20%, bo reszta to zaziębienia. Ale wtedy nikt z internistów nie badał patyczkiem w gardle delikwenta NA CO zachorował pacjent. Dlatego, że remedium było i tak takie samo – wysyłało się go do domu, by pod kołderką nabrał odporności (nie ma lekarstwa na grypę, tak jak i na kowida). I teraz patrzcie – za chwilę będą się zgłaszać (dzwonić?) do lekarzy ludzie z objawami sezonowej grypy, które są NIE DO ROZRÓŻNIENIA z objawami koronawirusa (badanie smaku czy węchu przez telefon?). A więc co będzie robił lekarz po drugiej stronie słuchawki? Będzie nakazywał kwarantannę gościa grypowego (bo może mieć objawową wersję kowida) i wyśle do niego kosmitów z patyczkami. A więc będziemy mieli kwarantannę dla ok. 4 milionów ludzi, w szczycie ok. 500.000 miesięcznie. A więc pełzający lockdawn.

I teraz najlepsze: według prawa Klimczewskiego co najmniej 3% populacji (ponad milion obywateli) ma kowida i o tym nie wie (bo nie ma objawów). I jeśli teraz zachoruje nam na grypę 4 milion ludzi to będziemy mieli mimowolne… badania przesiewowe, które wykażą, że z tych 4 milionów podziębionych mamy 3% kowidziarzy, czyli przybędzie nam 120.000 zakażonych, czyli takich którzy mają wykrywaną w testach część genu kowida, choć może objawy mają od… grypy. I teraz 120.00 luda wpadnie w kwarantannową pułapkę i będą siedzieć do końca, aż nie dostaną negatywnych testów. Dla sezonu grypowego będzie to dodatkowych zakażonych kowidem 20.000 miesięcznie, czyli dziennie 666 (diabelska liczba!)… DZIENNIE. Dodatkowo, w stosunku do obecnych poziomów. I na końcu – teraz jak się pogorszy stan grypowca z negatywnym testem na koronawirusa, to wyląduje on – no, gdzie? Jak przed wirusem – w szpitalu, czy w szpitalu jednoimiennym? Oba wyjścia – słabe.

W związku z tym wyprodukujemy sami sobie drugą falę i lockdawn, bo przybędzie nam testowanych z wiadomym wynikiem ilościowym. Co więc robić? Ano – myśli większość – zaszczepmy się na… grypę. Nie zachorujemy, nie będziemy mieli objawów i nie trafimy na koronawirusowy konwejer. No, ale z tym nie jest tak łatwo. Skuteczność szczepionek na grypę nie przekracza 50%, a więc co drugi po zaszczepieniu na grypę będzie mógł ją złapać i mieć objawy… no właśnie grypowo-kowidowe. A jak się dowiedzą, że gościu się szczepił na grypę i kaszle – to na bank ma kowida. I kwarantanna, i loteria testowa. W dodatku, mimo tak niskiej skuteczności szczepionki, zaczął się cyrk. Szczepionki są nie do dostania (kolejny super interes, co najmniej taki jak maseczkowy). Ale z drugiej strony – jak nie chcesz się zaszczepić, a twój pracodawca chce cię zaszczepić, to może cię za odmowę… zwolnić. Mało tego, jak dostaniesz szprycę od zakładu pracy, to musisz to wykazać w… PIT-cie. Tak, że nie ma żartów.

Idzie druga fala testów, która podniesie drugą falę zachorowań, a właściwie ją wykaże, bo przecież wirus od dawna ogarnia coraz większą część populacji. Widać już te przygotowania, na razie na froncie informacyjnym. Ja już w kwietniu pisałem, że będziemy działać w przeciwfazie, to znaczy na początku, przy mniejszych ilościach zakażeń (wynikających z mniejszej liczby przeprowadzanych testów) zamykaliśmy wszystko, dziś, kiedy mamy alarmistyczne dane zachorowań na testy otwieramy stadiony. To nie ma sensu, ale jest motywowane tym, że bez względu na dane epidemiologiczne gospodarczo i społecznie nie wytrzymamy powtórki z kwietniowo-majowej rozrywki. Ale widać, że zimą będzie dociskanie, choć być może przyjdzie opamiętanie. Jedyna korzyść z tego będzie taka, że w rezultacie pośrednio „dzięki” grypowcom odbędą się odwlekane badania przesiewowe i wszyscy już będą wiedzieli, że w Polsce „choruje na testy”, i to od dawna, ponad milion Polaków.  

Tyle, że dla przestrachanych będzie to powód do paniki, a nie zadowolenia, że na milion zakażonych Polaków zmarło ich dwa promile. Jak na grypę…   

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.         

2 thoughts on “20.09. Grypa nas wykończy

  1. Trudno nie zauważyć, że w piśmie (konsekwentnie w całym dzienniku) jednoczesnie występują dwie formy naprzemiennie:

    lockdawn
    lockdown

    Czy mógłby się WCzc. Autor zdecydować na jedną pisownię i stosować ją konsekwentnie? Nalepiej na poprawną, bo niestety, zazwyczaj ta zła przeważa (w tym wpisie 4:1 — 3 w tekście i jeden w tagach).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: