23.10. Drogą środka w trzecią falę

23 października, dzień 235.

Wpis nr 224

zakażeń/zgonów/ozdrowień

228.318/4.172/105.092

No i mamy całą Polskę na czerwono. Kurcze, nie mam satysfakcji z tego, że to już dawno mówiłem. A mówiłem, że względy ekonomiczne nie pozwolą trzymać kwarantanny w nieskończoność i że zwycięży pragmatyka – to znaczy będą wypuszczać i luzować gospodarkę przy wzroście zakażeń. Premier Morawiecki obiecuje „drogę środka”, ale z punktu widzenia epidemiologicznego to nie ma takiego zwierzaka. No bo zróbmy bilans naszej strategii:

  1. Kwarantanna niewiele dała – jak widać dla niedowiarków i fanów DDM (dezynfekcja, distancing, maseczki), no może odłożyła nagły napływ zakażonych do szpitali. Dane epidemiologiczne wskazywały na szczyt wzrostu zakażeń w kwietniu i wirus – jak widać – rozszedł się po populacji. Inaczej nie mógł, bo taka jego charakterystyka. Opóźniona fala wypłaszczana w okresie zamknięcia wróciła do nas jak fala tsunami, która gromadzi się na płaskiej płyciźnie i narasta, zalewając nagle wszystko. Na głębokiej wodzie zaś sama się wypłaszcza.
  2. Gospodarczo dostaliśmy po głowie. Dwa miesiące zamknięcia, kosztowne i nie zawsze celne tarcze, tysiące zaczopowanych biznesów i ukryte bezrobocie wśród samozatrudnionych. Dziś rząd szuka „drogi środka” czyli jak najmniejszego zamknięcia gospodarki, ale ogłoszone obostrzenia pokazują kolejną listę „gospodarczych ofiar”. Distancing czy maseczkowanie z natury rzeczy zamykają konkretne biznesy, jak na przykład gastronomię.
  3. Społecznie jest słabo. Naród trzyma się tylko na strachu. Wirus skasował w pewnym stopniu podziały polityczne wśród politycznie wahających się pomiędzy plemionami, choć podmienił je na konflikt maseczkowcy-płaskoziemcy, który ma wskazać, innych niż rząd, winnych respiratorowego stanu kraju.
  4. Służba zdrowia. No wyszło, że słabo. To znaczy pal licho te szpitale polowe i całe zamieszanie z kowidowymi procedurami. Wielokroć więcej ludzi niż na kowida umarło już z powodu zmiany na koronowirusowe priorytetów całego systemu opieki. Teleporady mają słabą wykrywalność innych chorób, ludzie boją się iść do i tak nieprzyjaznej służby zdrowia, więc prewencyjna diagnostyka spada, operacje są odkładane a statystycznie rzecz biorąc około 50 tysięcy Polaków chodzi po kraju nie wiedząc, że ma raka. Z czego połowa umrze w ciągu najbliższych pięciu lat.

Co to jest w ogóle ta „droga środka”? To karkołomna próba przejścia pomiędzy dwiema przepaściami. Pierwsza to totalny lockdown z kosztami gospodarczymi i społecznymi, w końcu – ale na dłuższą metę – medycznymi. Druga przepaść to odpuszczenie zamknięć dla uzyskania odporności stadnej, czyli nabrania odporności na wirusa poprzez kontakt z nim przez gros społeczeństwa, czego słabą stroną są natychmiastowe złe wyniki wzrostu zakażeń i umieralności, ale szybsze przejście przez „morze kowidowe”, przez które i tak musimy przejść. Karkołomność przedsięwzięcia polega na tym, że ścieżka jest tak wąska, że nie da się tam pomieścić wszystkich (bo całe branże lub grupy społeczne będą spadać w którąś z przepaści). A jak się poślizgnie noga, to można już nawet z całością państwa i narodu zjechać w którąś z przepaści. Premier powiedział, że będziemy balansować, a moim zdaniem wie, że już dawno zjeżdżamy w przepaść pt. „odporność stadna”. Ale jak to się robi w sposób kontrolowany, to można w miarę bezpiecznie zjechać a nie spaść w na złamanie karku. Ale o tym na końcu.

Premier powiedział, że możemy jeszcze tak długo pobyć w tej „drodze środka”. Powiedział, i pierwszy raz pokazał, że koronawirus to groźba głównie dla starszych powyżej 70 lat. Trzeba więc ich chronić, reszta – do roboty (jak ją jeszcze ma). Ja to już proponowałem w kwietniu, bo według mnie totalny lockdown był bez sensu. Ale powiem gorzej – „drogi środka”… nie ma.

Kiedy pisałem swój proroczy artykuł w kwietniu, nie wiedząc o „szwedzkiej drodze” wstrzymałem jego publikację w Rzeczpospolitej, bo przekonał mnie mój kolega lekarz, któremu tekst dałem do konsultacji. Powiedział tak – może to dobry pomysł, by wydzielić grupę ryzyka (starszych i ciężko chorych) i izolować (oczywiście – za ich zgodą), zaś resztę (która się o niebo mniej zakaża, a jeśli już się zakazi, to łatwiej znosi koronę) uwolnić z kwarantanny i nich ratują gospodarkę, bo to oni głownie dla niej pracują. Niech się pozakażają, skoro efekty takiego zakażenia nie są dla tej grupy takie groźne. Służba zdrowia nie będzie się bawić w łowienie kwarantannowców i kontaktowców, nawet testy przekieruje tylko na zamknięte w kwarantannie grupy ryzyka. Korzyści – gospodarka ok, służba zdrowia ukierunkowana na ochronę grup ryzyka i pomoc dla nich. Trzeba też dbać o kwarantannowanych, bo stres i samotność jaką wywołuje odosobnienie osłabia ich system odpornościowy.

Kolega mi powiedział, że może to i ok, ale… starszych się nie uchroni. No bo powiedzmy, że cały świat poza kwarantanną się pozakaża, wyrobi odporność, ale wszelkie badania dowodzą, że po uzyskaniu odporności i tak się dalej zakaża, bo dochodzi do reinfekcji. Pojawią się nowe mutacje wirusa, którego trzeba będzie przechodzić kolejny raz. A więc na jaki świat wyjdą starzy i schorowani? No bo chyba wyjdą (jeśli czegoś przed nimi nie ukrywamy w tej strategii)? No wyjdą ci oni na świat zakażony i zakażający. I wtedy po staruszkach. To, co teraz zrobimy, to jak mówił premier – czekanie do wynalezienia szczepionki. Czyli – przy dobrych wiatrach i nieprzebadanej do końca szczepionce – ponad rok takiej „drogi środka”. Otóż prorokuję, to co wieszczę od kwietnia – żadna gospodarka, i żadne społeczeństwo (chyba że totalnie zestrachane i skoszarowane) tego nie wytrzymają.

Zostaną tylko na ostatnim dyżurze nadgorliwi dziennikarze telewizyjni, którzy będą stresować tłumy, zaś wątpiącym w sensowność obostrzeń pokazywać dyżurne w danym medialnym dniu ledwo dyszące dziecko pod respiratorem. I będą to robić do końca, to znaczy, aż w studiu nie zgaśnie światło, bo nie będzie komu w totalnej kwarantannie dorzucić do pieca w elektrowni, ani komu przełączyć wajchy w rozdzielni.

Jeszcze raz – większość się zakazi, chodzi o to jak to przetrzyma. Czy będzie miało stres zamknięcia, który osłabi ich odporność? Czy będzie miało stres, że jego firma tego nie przetrzyma? Czyli czy nabierze odporności na wypadek nieuchronnego spotkania z wirusem? A odporności nie nabiera się siedząc w domu i patrząc jak ginie wszystko co człowiek budował przez całe życie. Pójdziemy „drugą drogą”, która de facto jest strategią modelu szwedzkiego, tyle, że będziemy to opowiadać inaczej i płacić rachunki za to, że nie podjęliśmy tych spóźnionych decyzji pół roku wcześniej.

Ja mówiłem, że tak będzie. Że jak szwedzki model okaże się skuteczny, to reszta będzie go deprecjonować, a po cichutku wdrażać. Bo nie ma żadnej drogi środka. To tak jak z wyborem „trzeciej drogi” pomiędzy socjalizmem i kapitalizmem. Zawsze trzecia droga prowadziła w Trzeci Świat.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.       

14 thoughts on “23.10. Drogą środka w trzecią falę

  1. Od dłuższego czasu czytam Pana dziennik i się nie zgodzić z przemyśleniami w nim zawartymi. Ale zawarty w ostatnim wpisie postulat izolacji osób 65 + jest, w praktyce, nierealny. Takich osób jest ponad 6 milionów ! Jak ich izolować ( i to jeszcze za zgodą – jak wyrażoną ) ?! Kto tym milionom będzie dostarczać żywność ( to nie mogą być standardowe paczki – ze względu na choroby te osoby b.czesto wymagają diety ). Jaka ma być odpłatność ? Co z wizytami u lekarza ( ktoś te osoby będzie woził ? ). Uważam że żadne państwo ( nawet super zorganizowane ) tego nie udźwignie,a co dopiero takie jak nasze. Rzucić pomysł jest łatwo , ale wykonać to zupełnie inna bajka

    1. Może i pomysł nierealny, bo jak zauważył autor w końcu trzeba będzie ich wypuścić i zetkną się z kolejną mutacją wirusa, ale trzeba by zobaczyć jaki procent z owych sześciu milionów nie ma rodziny, nie sadzę, że Pan nie zaopiekował by się swoim ojcem, matką, dziadkiem, babcią, bo w innym przypadku to tylko demagogia i negowanie wszystkiego, jednocześnie nie podając innej(lepszej) drogi. Może ma Pan jakiś pomysł i się z nami nim podzieli, a nóż widelec zostanie dostrzeżony i wdrożony.

    2. Ja myślałem jednak o tym by nie izolować tych co nie chcą. Ci innych, młodych nie zakażą, może starych nawzajem. Ale wedle woli. W sumie większośc nawet starszych by nabrała odporności, ale wtedy – tylko ci co nie chcą zamknięcia.

    1. Być może. Ale moim zdaniem szwedzkiej drogi nie można powtórzyć jak się ma „drugą falę” i to bez względu na wspomniane różnice. Po prostu po pierwszym lockdownie jak u nas, wszystko idzie inaczej i przychodzi fala „niekowidowych zgonów”, których nie może uniknąć zajednoimienizowana służba zdrowia.

  2. Panie Jerzy, wszyscy ekscytują się modelem szwedzkim gdy jest jeszcze jeden ciekawszy model bo przeprowadzony na dużo większej próbie. To model hinduski. Indie, mimo ciągłego wzrostu, dość szybko zrezygnowały z prób ograniczeń (istniały te głównie lokalnie) . Liczba zakażonych rosła tam niezwykle równomiernie z tygodnia na tydzień i w pierwszej połowie września osiągnęła prawie sto tysięcy (biorąc pod uwagę różnicę potencjału ludzkiego u nas byłoby to 3-4 tysięcy). Od tego czasu w tym samym tempie co rosła (a nawet ciut szybciej), zaczęła spadać i wszystko wskazuje na to że w grudniu w Indiach zapomną o koronawirusie i nie będzie tam żadnej drugiej ani tym bardziej trzeciej fali, tylko zwykła odporność populacji. Na dodatek z dużo mniejszą śmiertelnością w przeliczeniu na milion mieszkańców w porównaniu z innymi państwami, które dusiły i dusiły koronawirusa
    Tu może Pan prześledzić dane o zarażeniach w Indiach https://www.worldometers.info/coronavirus/country/india/

    1. Dziękuję z uwagę. Obserwowałem to. Indie właściwie mają model szwedzki, tyle, że nie mieli takiej jazdy w domach opieki społecznej i domach starców, bo ich… nie mają w takim nasyceniu jak Szwedzi. Reszta to ten sam mechanizm, ale rzeczywiście ciekawy – wyniki zastanawiające

  3. No cóż czas jaki rząd kupił sobie wiosną został zmarnotrawiony i tego się nie odrobi a straty z powodu tych zaniedbań będą gigantyczne. Czy mam lepszy pomysł niż autor ? Myślę że bardziej realny. Lekarze ( rodzinni , prywatni ,szpitale , itp ) w ciągu 48 godzin mają przygotować listy osób szczególnie narażonych na komplikacje wynikające z zakażenia. Ile ich będzie ? Nie wiem ,ale na podstawie różnych źródeł szacuję, że około 1,5 do 2 mln. Te osoby powinny zostać powiadomione o bezwzględnej konieczności pozostania w domu ze względu na duże niebezpieczeństwo utraty życia ( dane kontaktowe są dostępne w dokumentach chorobowych ). Aby „wzmocnić ” przekaz i motywację do pozostania w domu otrzymują za każdy dzień np 50 PLN. Kto będzie takie osoby obsługiwał ? Członkowie rodzin, studenci, uczniowie powyżej 16 roku życia,ochotnicy ( wszyscy oni dostają po 20pln od jednego podopiecznego ) policja, wojsko ( również terytorialsi ) straż pożarna ,urzędnicy wszelkiej maści ( tu raczej nie przewiduję wynagrodzenia ). Taksówkarze i uberowcy świadczą usługi transportowe ( do późniejszego rozliczenia). Kilka tysięcy osób obsługujących telefony alarmowe. Jedno założenie , wszystko jest dobrowolne ( oprócz służb ). Czy to będzie trudne logistycznie ? Oczywiście. Czy będą nadużycia ? Jasne. Ale z tytułu wykonywanego zawodu miałem do czynienia z kilkunastoma tysiącami interesantów i wiem z doświadczenia że jeżeli ludzi się nie traktuje jako potencjalnych oszustów to zdają egzamin z uczciwości

    1. O widzi Pan, o to mi chodziło, rzucić pomysł, może ktoś zauważy, najlepiej w jakiś mediach społecznościowych, ja nie mam, więc nie przedłużę pomysłu, ale może warto gdzieś wrzucić, jakiś myślący(a wbrew pozorom jest tam ich trochę, ale są tłamszeni) przekalkuluje i pociągnie to dalej, dużej nadziei nie mam, ale może.

  4. Niestety, jeśli chodzi o działanie, administracji jestem o wiele bardziej sceptyczny ( a wiem co piszę bo pracowałem w niej ćwierć wieku ). Tam się liczą tylko procedury ( zwane dupokryjkami). System jest prosty, postępujesz zgodnie z nimi, to nie poniesiesz odpowiedzialności. Kiedyś,poza swoimi obowiązkami zawodowymi, zgłosiłem do dyrektora kilkunastostronicowy projekt kompleksowego rozwiązania problemu mieszkań komunalnych. Następnego dnia zostałem do niego wezwany. Czyś ty zwariował – usłyszałam na powitanie. No ale co ci nie pasuje , zapytałem. Ty wiesz jakie byłyby koszty polityczne. Nikt na to nie pójdzie. Ale w samej Warszawie można na ukróceniu patologii zaoszczędzić kilkadziesiąt miliardów przez kilkanaście lat- zauważyłem. Gówno mnie to obchodzi i ciebie też powinno – usłyszałem. No to przestało. Za kilka lat wybuchła afera z” czyścicielami kamienic ” ,……Nie ukrywam że moj projekt powstawał w trakcie pisania 😎 i gdyby nie Pana wpis w ogóle bym tego nie ciągnął.

    1. Ja nie postulowałem zamknięcia wszystkich starszych. Po pierwszd tych co chcą. Po drugie tych z grupy ryzyka, czyli chorych na określone choroby. Byłoby tych ludzi mniej więcej tyle ile pan Krzysiek pisze. Więc wychodzi na to samo. Też mam taką wizję, ale się nad nią we wpisie nie rozwodziłem. Polecam wpis pt. „A co jeśli się pomyliliśmy”, z kwietnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: