24.10. Zwierzęta, seks i Lentilki

24 października, dzień 236.

Wpis nr 225

zakażeń/zgonów/ozdrowień

241.946/4.351/109.344

Dzisiaj kolejny zbiór kowidek, czyli absurdów wywołanych kowidem i naszą reakcją na niego.

Smutne, choć mało kowidowe, ale – znak czasu. Czesi zaprzestają produkcji kultowych Lentilek. Jak zwykle pożarła wszystko globalizacja. Właściciel – dodajmy od czasów transformacji – marki, czyli koncern Nestle zmienił skład Lentilek (oczywiście – mniej cukru) i opakowania. I przypadkiem okazało się, że takie wymogi produkcyjnie może spełniać tylko fabryka w Hamburgu. Moim zdaniem to koniec tej wspaniałej marki, bo za chwilę Lentilki zleją się w jedno z hestlowymi Smarties, dla których były konkurencją. Dziś padną łupem decyzji koncernu, choć to Lentilki zaczęły w 1907 a takie np. M&M’sy dopiero w 1941 roku. Może tak kupić na zapas…?

Maseczki zmieniają już paradygmat dziecięcych bajek. W sieci filmik dla dzieci jak ubiera się teraz na bal nowożytny Kopciuszek. Sukienka, panofelki i oczywiście… maseczka. Trenujemy już dzieci. Można tak właściwie zmienić już wszystkie bajki. Oprócz oczywiście „Alibaby i czterdziestu rozbójników”, bo tam wszyscy i tak byli zakutani po nosy. Coś już wtedy wiedzieli, co nam umknęło?

Nowy sposób walki z kowidem w Belgii. Nazywa się „bańka społeczna”. Chodzi o to, by w celu eliminacji transmisji wirusa ograniczyć do minimum kontakty społeczne. To taki kompromis między całkowitą kwarantanną a hulaj dusza. A więc wybieramy sobie góra siedmiu znajomych i już wtedy tylko z nimi. Coś mi się wydaje, że ten sposób i tak zawyża społeczne możliwości socjalizacji. Czy ktoś jest w stanie w dzisiejszych czasach wymienić choćby siódemkę swoich zaufanych przyjaciół, z którymi dzieliłby ryzyko kowidowej śmierci?

Mamy odpryski seksualnych konsekwencji kowida. Jak już pisałem podobno ma powodować trwalszy wzwód. Ale na nic nadzieje. Koronawirus ma bowiem doprowadzać do… obrzęku jąder. Tak że coś za coś. Ci faceci w pandemii nie mają lekko. Nie ma na razie nic na temat wpływu kowida na damskie libido, choć zbliżająca się wielkimi krokami drugofalowa kwarantanna nakłada na mężczyzn kolejne obowiązki wobec kobiet, z różnymi skutkami przetestowanymi w kwarantannie kwiecień-maj. Ciekawe czy będzie nowy boom pokowidowych wysypów narodzin, jak było ze szczytem demograficznym z czasów stanu wojennego?

W Niemczech już godzina policyjna, a biorąc pod uwagę polską strategię energetyczną to niedługo zaczną wyłączać światło. I spełnią się wizje spiskowców historii, że ten kowid to tylko po to by wyżem demograficznym uratować upadający system emerytalny, a dziadków, będących jedynie tego systemu obciążeniem zlikwidować zbrodniczym koronawirusem.

W Wielkiej Brytanii wprowadzono przepis, że seks tylko wśród rodziny, na mieście, z obcymi – nie. Ma to zapobiec roznoszeniu się wirusa. Mój znajomy stwierdził, że teraz to z teściową i owszem, ale z sąsiadka już nie bardzo. Co mają zrobić kochankowie, którzy sa na relacyjnym dorobku, bez dokumentów? Czy ten ruch ustanie? Czy uratuje to małżeństwa w kryzysie? No bo na mieście nie można, a w domu to nawet trzeba. Ale to się może łączyć ze wspomnianym już wyżej… obrzękiem jąder. Zjawisko to najczęściej występuje z powodu nagłej i długotrwałej abstynencji seksualnej. A tę może spowodować zakaz hulania po mieście. Tak że koło się zamyka. Biedni faceci – wyżej… nie podskoczysz.

Ja już pisałem o zwierzęcym aspekcie kowida. Zachorował tygrys, mają koty i psy, 410 gatunków będzie roznosić. Należy się spodziewać masowych porzuceń kowidopodejrzanych czworonogów w polskich lasach (wstęp bez maseczki – na razie, hura!). Mieliśmy tego kowida już na kozie, na papai – wszędzie. To moim zdaniem kolejny dowód na „czułość” testów na koronawirusa. Piszę w cudzysłowie, bo jest coraz więcej udokumentowanych zastrzeżeń co do trafności wyników tych testów, których ostatnim dowodem był były już minister Szumowski, który miał do wyboru – przyznać się, że zakażony robił zakupy, albo zakwestionować testy doktora Drostena.

A propos zwierząt, o których dobrostan tak troszczą się ludzie. Może jednak przemyśleć priorytety. W sieci zatrważające zdjęcia umierających z głodu Jemeńczyków. Ciekaw jestem jak by wyglądało porównanie budżetów wszystkich animalsowych fundacji i projektów w porównaniu z finansowaniem pomocy dla głodujących w Jemenie.  Zaraz umrze tam z głodu z 5 milionów ludzi. Załaczone zdjęcia dedykuję wszystkim obrońcom zwierząt użalającym się nad łańcuchami w budach i patrolującym fermy z torturowanymi norkami. Może tak za tę kasę kupić bilet i parę chlebów, i polecieć do Jemenu? Co?

To tak dla podreperowania sobie humoru na weekend.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: