17.05. Trudeau pachnący eutanazją

17 maja, dzień 806.

Wpis nr 795

zakażeń/zgonów

512/10

Tak, premier Kanady, Trudeau, to mój ulubieniec. Nigdzie nie można zobaczyć bardziej zaangażowanego globalisty. Ujawnił się w pandemii wprowadzając wzorcowy reżym sanitarny. Jego apogeum było, jak to zwykle bywało w pandemii, już najmniej związane z pandemią. Otóż gdy zaprotestowały konwoje ujawnił się cały mechanizm – testowania w różnych krajach różnych rozwiązań. I, w razie pozytywnego testu, aplikowania w skali globalnej. W przypadku Kanady było to systemowe pozbawienie majątku wybranej grupy osób, które się władzy nie podobały. Bez wyroku, sądu, odwołania. Po prostu administracyjną decyzją. Wątek pandemiczny był tu uboczny, ponieważ 90% protestujących kierowców było zaszczepionych. Protestowali jedynie przeciwko ograniczeniom i obostrzeniom również dotyczących mniejszości niezaszczepionych. To była taka ichnia solidarność, na którą – nota bene – nie było stać plemienia z ziemi, gdzie zorganizowana solidarność się narodziła – Polski.

Eksperyment się udał. Naród klęknął na kolanko, sprawa się odbyła, premier nie poleciał, ba – został później przyjęty przez głowy państw. Pomijając nasze głowy, to zaliczył obowiązkową wizytę w Kijowie, dołączając do grona celebrytów lansujących się na wojnie. I co? I nic. Kanadyjczycy dalej udają, że „nic się nie stało”. A może siedzą cicho, w nadziei, że to był wypadek przy pracy i po co drążyć? A możliwie, że mają to gdzieś i „myśmy wszystko zapomnieli”, ba – nawet może nie zauważyli.

Dziś mamy sprawę grubą. Na tyle grubą, że zapytałem się Magdy z Kanady czy to prawda. Odpowiedziała mi, że nie wie, ale że wszystko możliwe. To pierwsze, jak i to drugie, mnie wcale nie zdziwiło. Nawet Magda, która uciekła z socjalistycznego raju obozu sowieckiego pod rynnę eksperymentów globalnego komunizmu może już straciła czujność. No tak – ułuda laby może rozleniwiać. Numer jest zdaje się jednak prawdziwy, choć jego absurdalność rodzi podejrzenia o fejka. Ale sprawdził go uznany konserwatywny publicysta Tucker Carlson w swoim wystąpieniu i wywiadzie z autorem książki „w temacie”. Już nie naciągam tej dygresji – pora wyjaśnić co się dzieje. Chodzi o płacenie ludziom za eutanazję. Tak – za eutanazję.

Wszystko zaczęło się w 2015 roku, kiedy Sąd Najwyższy Kanady, po 22 latach WŁASNEJ drogi orzeczniczej uznał, że jego zakaz wspomaganego samobójstwa jest niekonstytucyjny. Przez 22 lata był, a teraz przestał. A konstytucja się nie zmieniła. Zmieniły się tylko okoliczności. Zobaczymy później jakie. Końcowym, a właściwie dzisiejszym, etapem tego trendu jest oferowanie płacenia za eutanazję ludziom, którzy są „zbyt biedni, aby dalej żyć godnie”. Rząd nie chce dawać „premii” za wspomagane samobójstwo, bo to byłby oksymoron. No bo taki „biedny” z tą kasą przez chwilę by się ubogacił i nie spełniał kryterium „braku godności”. Po drugie – co miałby zrobić z kasą? Najeść się przed samobójem?

Tu chodzi jedynie o to, że państwo pokryje koszty takiego „zabiegu”. Po prostu uznano, że biedaków to one powstrzymują przed targnięciem się. Tak jakby nie mogli się zabić „za darmo”, w konwencjonalny sposób. Teraz państwo dołoży. Taką mają koncepcję.

Mamy tu dwa aspekty, przeplatające się wzajemnie, oba ważne. Pierwszy to podejrzenie globalizmu o zamiary depopulacyjne. Zresztą globaliści mówią o tym wprost, że jest nas za dużo, ale dlaczego mieliby zaczynać od siebie? Narzędzia leżą na stole. To czterej jeźdźcy Apokalipsy – głód, bieda, wojny i choroby -, wszystkie sygnalizujące populacyjny charakter powodów naszych kryzysów i środków zaradzenia im, jeśli się skonstatuje, że to wszystko z tego powodu, że najbardziej toksycznym elementem planety jest człowiek i im mniej tego paskudztwa na ziemi, tym lepiej. Ideolo nie mówi – dla kogo. Jedyni szczerzy w tym temacie – ubustwiacze Gai, planety naszej traktowanej jako boga – mówią, że to dobrze dla planety. A więc po pierwsze – jeśli już musimy być na tej ziemi (faza przejściowa), to raczej ekologicznie, jakieś niskoemisyjne jaskinie, przemysł won, rolnictwo to raczej nieinwazyjne zbieractwo. I w ogóle to za dużo tego towarzystwa.

Wojny – voila, pandemię właśnie zaliczyliśmy w fazie zalążkowej (tak, tak…), bieda idzie wraz z globalnym kryzysem, zaś to co wyrabiamy z ekologicznym rolnictwem doprowadzi nas (wraz z wojną na żarcie) do masowego braku żywności, zwłaszcza Afrykę, która ruszy na Północ, by nie umrzeć z głodu. Będzie więc coraz „mniej godnie” dla coraz większej części ludzkości. I tu wchodzimy w drugi temat.

Godność, tak – godność. Nie wiem czy pamiętacie państwo sprawę małego chłopca Alfiego Evansa, którego poddano śmierci głodowej w świetle wyroku sądowego, a więc w zgodzie z prawem. Zagłodzono dziecko, bo „nie mogłoby w tym stanie zdrowia żyć godnie”. Takie same są ideologiczne powody dostępu do aborcji (w Nowym Jorku np. do… dziewiątego miesiąca ciąży) – trzeba zabić dziecko jeśli miałoby żyć w poniżeniu braku własnej godności. Tak – po jednej stronie życie, po drugiej: jeśli miałbyś się męczyć, to lepiej byś nie żył. I to nie są jedynie zaśpiewy jakiś aktywistów na zlotach ulicznych błyskawic, ale stanowiska sądów, w tym najwyższych (ziemskich znaczy się).

No to chciałem państwu globalistom powiedzieć. Nie wiem jak wy, ale my tu na dole to w większości żyjemy w sytuacji braku godności. Większość z nas o nią walczy, ale to tak jak ze szczęściem – trudno osiągnąć taki stan, ale jak mówią Rosjanie „no striemitsia nada”. Stan braku godności ludzkiej nie jest przyrodzony, ale musimy się z tym mierzyć codziennie. Wykonując bezsensowną, ciężką, ogłupiającą, niskopłatną pracę. Słuchając durnych polityków, od których ignorancji zależą losy nasze i naszych rodzin, podlegając nieludzkim przepisom, które utrudniają życie do niemożliwości. To nasze codzienne zmagania i nie jesteśmy w stanie powiedzieć nic pozytywnego o naszej godności, może, że niektórzy z nas jeszcze o nią walczą. Większość zaś już nawet ją sobie odpuściła. Bo w tej sytuacji godność to luksus, my walczymy o przeżycie.

I w tej sytuacji mamy do czynienia z momentem, w którym ta większość „ludzkości bez godności” nadaje się na nawóz historii. Na razie władza może pomóc takim płacąc z podatków za ich własną śmierć. Niech zostanie świat wyłącznie ludzi godnych, bo ci godni nie mogą już patrzeć na męki niegodnych. A właściwie chcą chyba, by z oczu zniknęły im te ofiary systemu, który światli budowali, zaś konformiści zaakceptowali by… przeżyć. Ale czemu ten proces ma się zatrzymać na płaceniu za eutanazję? Czemu nie ma być eutanazją obowiązkową? Jak w przypadku Alfie’go? Stąd to już tylko kroczek do tego by państwo decydowało kto żyje niegodnie i samo mu załatwiało sprawę przeniesienia się do lepszego (wtedy już na pewno) świata? Przecież tak się robi w przypadku aborcji, na razie ułatwiając ją i promując, choć eksperymenta z przymusową aborcją mamy już za sobą. Kto i wedle jakich kryteriów będzie decydował kto z nas jest godzien (życia), a kto nie?

Mój faworyt wyrywny jest. Chyba za szybko robi te rzeczy. Za szybko, bo poprzez nadgorliwość widać kierunek, w którym to wszystko podąża. A na taką ostentację może być za wcześnie. Choć, jak pisze Magda, nic jej o tym nie wiadomo. Co oznacza, że ten proces, mimo takich „wyskoków”, może i tak przejść niezauważalnie. Wyjdzie na to, że ludzkość której priorytetem staje się powoli przetrwanie w sensie wyłącznie egzystencji, poprzez swoją bierność właśnie tę egzystencję narazi najbardziej.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

5 thoughts on “17.05. Trudeau pachnący eutanazją

  1. No ale już wprowadzili obowiązkową eutanazję. Tylko odłożoną w czasie. Przecież te „szczepionki” genetyczne tak właśnie działają. Masz silny organizm, nadajesz się do pracy to żyjesz. Jak masz słaby organizm umierasz od razu. Nikt cię leczył nie będzie, nikt nie będzie utrzymywał emerytów. Osiągniesz określony wiek, przestaniesz być potrzebny.

  2. Państwo Globaliści niestety nie czytają takich felietonów. Czyta je garstka ludzi, która prawie w ogóle nie ma wpływu na rzeczywistość. Większość ludzi jest zadowolona, co widać chociażby po wyborach albo sondażach. Albo po rozmowach ze znajomymi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: