8.09. Zaraza. Neverending story?

8 września, dzień 555.

Wpis nr 544

zakażeń/zgonów

2.891.602/75.403

Ostatnio dostałem komentarz, że piszę już o rzeczach tak odległych od pandemii i tytułowej dla mojego „Dziennika” zarazy, że nie trzymam się tematu. Ja tu pisze o opozycji, Campusie, Sejmie, gospodarce, a gdzie tu ten „Dziennik zarazy”? Po pierwsze wielu mnie namawia do pozostania poza epidemią, bo ponoć moje wpisy o pandemii są obrazoburcze dla głównego przekazu i lepiej mi idzie w sferze politycznej czy społecznej. Po drugie – odwrotnie, widzę po swoich komentujących całą fajną paczkę koronarealistów, którzy również mną chcą się podpierać w swej wymagającej postawie.

Odpowiadam – gdyby nie pandemia to nigdy bym nie zaczął pisać pamiętnika. Jako młody-głupi nie miałem głowy ani czasu do spisywania od zarania swoich wspomnień, choć żałuję, bo żyłem w czasach przełomowo ciekawych, jak mawia przeklęte chińskie przysłowie. Jak się zorientowałem po spotkaniach w gronie rówieśników pt. „a pamiętasz jak pamiętaliśmy”, to było już za późno. Pojawiały się jakieś biesiadne, monologowe tyrady, większe anegdotki, ale brak było kontekstu zdarzeń, bo ten się zaciera w autoprezentyzmie. Nie było co zaczynać od spoglądania daleko wstecz, bo nie widziałem nawet sam u siebie tej autentyczności pamiętników, a właściwie dzienników, pisanych na bieżąco.

Pandemia dała mi tu szansę. Mogłem zacząć od nowa, bo świat zaczynał od nowa. Prorokowałem sobie tak (patrząc na inne epidemie) – posiedzimy sobie z góra dwa miesiące na rekolekcjach ludzkości. Wyjdziemy inni, może lepsi, z większym dystansem do normalności, o której wierzyłem, że wróci taka sama. Zaś zmieni się jedynie dlatego, że my wyjdziemy w nią, pokowidową, z większą refleksją co do siebie i własnych losów. I chciałem na bieżąco opisać ten przeinteresujący proces, jakiego ludzkość do tej pory nie przeżyła. I chciałem go dokonać za pomocą samoobserwacji, reakcji, jako statystycznego obywatela, na te zmiany. Skoro przegapiłem to z młodzieńczego lenistwa, trzeba było to nadrobić w tym środowisku światowej katalizacji procesów do tej pory czyhającymi pod powierzchnią zdarzeń.

Dlatego zacząłem pisać ten Dziennik. A takie podejście oznacza, że może będę go pisał też i wtedy, jak wirus zniknie z powierzchni Ziemi (ideał religii Covid-Zero, zbawienie nieosiągalne, a więc wieczna droga ku niemu), bo moim zdaniem nigdy się już z tego, przynajmniej za mego życia nie wydobędziemy, bo zaraza się nie skończy. I nie dlatego, że nie będzie komu wyjść i obwieścić koniec, ale dlatego, że pandemia zainfekowała wszystkie objawy życia ludzkości. Wiele ze zjawisk niby oddalonych od kwestii epidemiologicznych w ogóle by nie zaistniało, albo przebiegłoby inaczej gdyby nie kowid. Kiedy zacząłem się zastanawiać jak rozległa jest ta zaraza, to doszedłem do następujących wniosków.

Zdaje się, że łatwiej już próbować znaleźć takie sfery, których kowid nie zmienił, niż wyliczać niekończącą się listę zmienionych obszarów. Ale właśnie można tylko „próbować” znaleźć coś takiego, bo o pozytywny efekt takiego poszukiwania bardzo trudno. Na początku próbowałem postawić na duże pewniaki – a więc: natura. Powiedzmy, że wirus dotyczy ludzi (okazało się to testowym fałszem), zaś nasze na niego reakcje nie będą dotyczyły zwierząt i szeroko pojętej natury. Padłem jeszcze na wiosnę zeszłego roku podczas wizyty dzików w Lidlu. Wczoraj spiąłem to sobie klamrą z filmiku o małpce, która jak ludzie nosi porzuconą maskę, na pysku. A więc natura się nie obroniła.

No dobra, jak się nie da w podziale na kultura-natura, to pojedźmy po całości. Polityka – właściwie pandemia była i jest dominantą, to pierwsza kostka przewróciła całe domino układu amerykańskiej dominacji a teraz rządy głownie spierają się o to kto jak walczy z wirusem i co na to suweren. Społeczeństwo – zjednoczone w międzynarodówce strachu, napuszczone na foliarzy, zatomizowane, niezdolne do protestu w uścisku rozpadu więzi i braku pozasystemowych form oporu. Religia – lepiej nie mówić, sanitaryzm hierarchów. Kultura – przetrzepana na kwarantannie, nawet jak można uczestniczyć, to nie widzę głodu widza. Czy w ogóle pisać o służbie zdrowia – w całości przejechanej walcem kowida? Finanse – pozadłużane państwa na pokolenia w przód. Gospodarka? Właśnie się przeobraża z wolnorynkowego planktonu w zimny korporacjonizm. Seksualność przeorana, sport dla mnie się skończył jak zobaczyłem środkowego Brazylii pod siatką w maseczce. No i na koniec moje ulubione media, które pokazały swoją cenzuralną i wykluczającą twarz, zblatowaną nie z odbiorcą, ale ze sponsorem.

Właśnie, czy zostało w ogóle coś nietkniętego? Może kosmos, ale chyba też nie. To ci dopiero wirus. I niech nikt mi nie mówi, że to wszystko zrobił taki balonik z przyssawkami i kolcami, którego jeszcze nikt nie wyodrębnił. Który ma śmiertelność na poziomie sezonowych gryp. Tak, tak – mam już dość dowodzenia tej oczywistości. Skoro więc nie wirus, to co, a może kto? Bo przy takiej skali szkodliwego oddziaływania to nie może być tylko epidemia. To muszą być reakcje i ich efekty nas, ludzi, ludzkości.

Dlatego będę pisał swój „Dziennik zarazy” na wszystkie tematy, by odkryć w nich, czasem utajone, niekiedy odłożone w czasie znaki zarazy, która dotknęła ludzkość. I to wcale nie zarazy epidemiologicznej. Wirusy samozagłady ludzkości krążyły od dawna w ciele cywilizacji. Koronawirus je tylko uaktywnił. Był katalizatorem stanu chorobowego, a to oznacza, że to co buzowało w komórkach konstruktu ludzkości było już od dawna zainfekowane. Żyliśmy w zarazie od wielu lat. Kiedy i kto zaczął ten proces, to już – dłuższa – opowieść, może na przyszły wpis.    

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

28 thoughts on “8.09. Zaraza. Neverending story?

  1. Doskonała pointa! Otóż to! Zaraza stała się po prostu katalizatorem. Aż mi się Camus i jego Oran przypomniał.
    Ludzkość jest ciężko chora od dawna. Covid tylko ujawnił skalę tej choroby.
    No cóż… Czasy Bestii po prostu.
    Bo jak to mówił Dostojewski? Jeśli Boga nie ma, to WSZYSTKO wolno.

  2. To prawda, czytanie Pana wpisów pomaga zachować postawę i trzymać się swojego sceptycyzmu. Po raz kolejny dziękuję za codzienny trud.
    Co do pandemii to ostatnio nawiedza mnie myśl, że te szwy sanitaryzmu (szyte najbardziej w mediach) zaczynają się nieco pruć. Obserwuję coraz więcej ludzi, którzy nie zakładają masek tam gdzie niby powinni i nikt ich nie upomina i nie wiem jak jest w innych krajach, ale tutaj wygląda jakbyśmy zaczęli żyć po swojemu, oczywiście balansując na granicy oszukiwania systemu. Owszem, fanatyczni zwolennicy szczepień i restrykcji nie spoczną nigdy. Czy będzie tak jak w polityce, że o dalszych losach zadecyduje centrum? Uważam, że wiele może zmienić wprowadzenie rekomendacji przyjmowania trzeciej dawki lub kolejnych. To będzie czas, gdy coraz trudniej będzie przekonać, że to wszystko jest naukowo zbadane i uzasadnione. Obecnie większość tych, którzy przyjęli te preparaty czerpią ze swojego poczucia wyższości, że postępują przecież racjonalnie albo w ogóle nad niczym się nie zastanawiają, bo po prostu zdecydowali się na zastrzyk bo uwierzyli, że da im to święty spokój. Ciekawe jaka będzie ich reakcja, gdy w mediach zaczną nawoływać do „odpowiedzialnego” przyjęcia trzeciej dawki lub… ktoś do nich życzliwie zadzwoni z przypomnieniem.
    Co do reszty zarazy trawiącej świat – niecierpliwie czekam na kolejny wpis z diagnozą.
    Pozdrawiam.

  3. Co do pewnych obszarów życia już przed pandemią nie miałam złudzeń (polityka i medycyna = farmacja) Ale dopiero pandemia mnie obudziła i zobaczyłam wyraźnie, że zmierzamy w przepaść. My jako tzw. cywilizacja europejska. Pozbawiliśmy się fundamentów, na których się opierała. I mimo, że takie postrzeganie rzeczywistości to jednak beznadzieja, bezsilność i przygnębienie, to wolę mieć otwarte oczy. To również pozbawienie się całkiem sporej grupy „przyjaciół”, dla których moje przebudzenie jest wariactwem. Zastanawiam się co trzeba mieć w głowie, żeby tego nie widzieć i nawet nie chcieć usłyszeć, bo kiedyś, rok temu, próby uświadomienia podejmowałam. Do świadomości, każdy dojrzewa w swoim tempie, większość, teraz już to wiem, nigdy nie stanie się świadomymi ludźmi.
    W sumie, żeby nie zwariować uciekłam w „emigrację wewnętrzną” tylko książki, książki, książki…i dla wiedzy i dla przyjemności. Te dla wiedzy czytamy na głos wspólnie z Mężem, mamy o czym dyskutować, bardzo to lubię.

  4. Z podziękowaniem za codzienny trud prowadzenia „niecodziennika”, od „niecodzienny”, czyli inny niż inne 🙂
    dorzucam ciekawą informację, że CDC właśnie zmieniło definicję „szczepionki mRNA COVID-19”, która teraz jest nie jest „szczepionką”, ale „preparatem zwiększającym odporność”.

    Co od strony prawnej jest lekka rewolucją, bo jeżeli „ze względów epidemiczno-sanitarnych” można było od biedy podciągnąć „pod prawo” nakaz kłucia w celu epidemiologiczno-zapobiegawczym jakąś szczepionką, to już trudno będzie prawnie nakazać przyjmowanie „PREPARATU zwiększającego odporność”…

    1. To może się rozwinąć w różnych kierunkach. Z jednej strony skoro to preparat na odporność kowidową to nikt nie będzie mnie kłuł w oczy, że nie przyjmując preparatu zabijam staruszki. Chyba, że chodzi o odporność „stada”? A dugi kierunek to taki, że każdy posiada odporność na dowolną chorobę tylko wtedy gdy przyjmie na nią preparat. I tu jest wielkie pole do popisu dla big farmy. Zgodnie z tym człowiek będzie zdrowy i będzie miał odporność na wszystkie choroby świata tylko wtedy gdy będzie przyjmował preparaty.
      Jak odwrócić narrację, że ja jestem odpowiedzialna za czyjeś zdrowie, nosząc maskę, przyjmując preparaty itd…?
      Wczoraj wprawiłam panią sprzedawczynię, która nie chciała mnie obsłużyć bez maski, w osłupienie pytając ją co ona ma wspólnego z moim zdrowiem i co ja mam wspólnego z jej zdrowiem. Powiedziała, że ją zarażę. Moja odpowiedź brzmiała, że nie ja ją zarażę tylko ona SIĘ zarazi jeśli już. To co kiedyś było oczywistością, jak człowiek z pracy, autobusu przynosił przeziębienie to mówił „zaraziłem się” teraz „ktoś go zaraża „. On z tym nie ma nic wspólnego.

      1. W każdej zlej sytuacji staram się, nawet wbrew logice i własnej wrażliwości, znaleźć coś pozytywnego.
        MASKI- osobisty koszszszmar. Nie jestem w stanie tego nosić ( bandanę czy szalik, naciągane pod oczy jeszcze zniosę). Mam jakiś psychiczny uraz do kawałka tego materiału. To jakby wejść do kościoła w czerwonej koszulce z sierpem i młotem. Ale dzięki temu nakazowi maskowemu, od roku nie chadzam do sklepów, nie jeżdżę komunikacją ani na gorąceurlopy
        – zaoszczędzam i zbieram pieniądze na czas gdy będą wyrzucać mnie z pracy.
        PRACA-od lat marzę o wcześniejszym urlopie, może nawet „sumie gwarantowanej’ przez Państwo?
        Jak wyrzucą będę miał wolne! „Szampan i żółtka”. Nie będę płakał bo praće, od roku mam kompletnie bezsensowną.
        A jeśli zamkną mnie w obozie za moje terrorystyczne, antyszczepne podejście do społeczeństwa?
        No to wtedy będzie wielce prawdopodobne, że się tam spotkamy… i poznamy Karwelisa osobiście
        🙂
        Zawsze jest jakiś pozytyw… Zawsze. Musi!

  5. Na pociechę powiem, że istnieje spore prawdopodobieństwo, iż sanitaryzm niebawem zemrze na chorobę uszu.
    Była już identyczna choroba w komunizmie, który także przez nią się wykopyrtnął. Znaczy, ludzie czuli się potwornie chorzy, bo co innego słyszeli, a co innego widzieli, aż w końcu ilość dialektycznie przeszła w jakość. I okazało się, że to nie oni są chorzy, lecz system, więc w rezultacie się komunizmowi ówczesnemu zmarło.
    Dziś też to już na obecny sanitaryzm i sanitarystów działać zaczyna. Np. dziś paczę, paczę i oczom oraz uszom nie wierzę. TUŻ OBOK SIEBIE w portalach dwie wiadomości covidowe:
    W pierwszej słynny akwizytor bigpharmy Gut mówi (strasząc) i straszy (mówiąc) iż jak nie”wyszczepimy” w Polsce co najmniej 80-85 proc. populacji „to będą zgony”. A TUŻ OBOK druga informacja – z Wielkiej Brytanii, gdzie poziom zgonów (209 dziennie) i nowych zachorowań na covid (40 tysięcy dziennie) jest dziś NAJWYŻSZY od marca, choć w pełni (dwie dawki) wyszczepiono już – uwaga! – właśnie 80-85 proc, brytyjskiej populacji powyżej 16 roku życia!
    W przeciwieństwie do rosnącej części polskiej populacji, pandemicznemu akwizytorowi Gutowi te punkty nijak się kreskami nie chcą łączyć! Podobnie jak analogiczne dane z Izraela.
    Więc jak z tego chce „wybrnąć” ów łgarz koronacelebryta, w istocie coraz bardziej się pogrążając? Ano dalej w swej wypowiedzi łże już w żywe oczy, iż „tylko 10 proc. Polaków ma naturalną (po przejściu zarażenia) odporność na covid”. Skąd wziął te dane? Nie podaje źródła, znaczy po prostu wyssał z palucha, zmęczonego widać liczeniem grantów.
    A mnie ( i rosnącą część polskiej populacji) znów w efekcie trzęsie rzeczona choroba uszu (i oczu). Przecież już wiosną tego roku badania przesiewowe w kilku miastach Polski udowodniły, że taki kontakt z wirusem miało w nich ponad 50 procent populacji! Zatem obecnie można śmiało powiedzieć (analizując prostą demografię) , że w skali całej Polski to już najmniej 30 -40 procent mieszkańców naszego kraju zetknęło się z wirusem i wytworzyło na niego odporność w sposób niejako naturalny.
    Stąd mój wniosek ze wstępu – sanitaryzm zaczyna nieodwołalnie zdychać, choć sam o tym jeszcze nie wie. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że bardzo szybko ludzie się na jego kłamstwa uodparniają.
    A jak historia uczy – zdychanie wszelkich totalitaryzmów ZAWSZE najpierw zaczyna się w społecznej świadomości! Tak więc – mimo smutnych wniosków po lekturze wpisu Gospodarza, mimo wszystko lekki powiew optymizmu… Pamiętajmy, że ZAWSZE najciemniej jest tuż przed świtem.

    1. Od ponad roku historie opowiadane w mediach nie muszą być logiczne. Składane obietnice nie muszą być rozliczane, podobnie jak skradzione publiczne pieniądze i nasze zdrowie. Bo nawet jeśli znajdzie się odważny, który zwróci uwagę, że coś tu nie tak i krzyknie – Hola, mości Panowie!Tak nie wolno!
      To i tak nikt IM nic nie zrobi. Zbyt silne lobby na jednego, małego człowieczka.
      Może i historia uczy, że zło zawsze przegrywa ale ta sama historia pokazuje, że zmiana i walka może trwać latami (z komuną trwała u nas 40 lat) Obecnie nie mam aż tyle czasu…
      Zakładam, że jestem niecierpliwy 🙂

    2. tylko nie zapominajmy że oni MUSZĄ się wykazać. Poza tym Polska nie jest samotną wyspą.
      Abyśmy mogli wygrać my, muszą wygrać inni również. A z tymi innymi coraz gorzej, przynajmniej w anglosaskim świecie (poza USA, na szczęście).
      Dzisiaj padła Szkocja, to juz praktycznie faszystowski reżim…
      Nie znaczy że mamy się poddawać. Dokładnie odwrotnie!

  6. A mnie ten lockdown dał okazję do zobaczenia w całej okazałości, jak się kończy stary świat. Nowy świat nie bardzo mi odpowiada, więc już chyba pozostanę w dobrowolnej izolacji z tym co lubię, a jak zetną ostatnie drzewa dokoła, to wyjadę do puszczy.

  7. Może właśnie ten wirus ma odwrócić uwagę o najbardziej istotnej sprawy. Trzeba się uważnie przyglądać wszystko co dookoła się dzieje, bo nic nie jest bez znaczenia. To że ropa w ubiegłym roku pikowała w dół ktoś doskonale wiedział jak się ustawić gdzie teraz zbiera kokos. Niech Pan piszę dalej dziennik i nic nie pomija nawet najdrobniejszej uwagi bo w póżniejszym czasie może mieć właśnie ogromne znaczenie a poprzez dziennik właściwie można powrócić do istoty sprawy. Pozdrawiam

  8. To może i ja się uzewnętrznię…
    Lata temu dotarłem w poszukiwaniach prawdy do końca internetu.
    Znalazłem treści, które wpędziły mnie w depresję na wieść o tym co światu szykują możni tego półświatka. Doszedłem wtedy do wniosku, że ta cywilizacja musi upaść! Co obecnie obserwujemy.
    Zamęczałem znajomych i rodzinę coraz to nowszymi wieściami o nadciągającej pandemii, upadku rolnictwa indywidualnego, chemtrailsach, 5G, sztucznym kryzysie światowym, cenzurze i propagandzie…
    Nikt nie był zainteresowany moimi opowieściami wziętymi przecież prosto z internetowych teorii spiskowych, wymyślanych przez znudzonych blogerów. A przecież te wszystkie informacje podawane były przez główne wiadomości- wystarczyło umieć czytać między wierszami i zadawać pytanie- Dlaczego?
    To wtedy padły pamiętne słowa: – Chłopie, ty się zastanów, czy ty chcesz być prorokiem czy wyrocznią?
    Nie mogłem się zdecydować i zamknąłem się w sobie na kilka lat.
    …aż pojawił się… Dziennik Zarazy.
    🙂

    Główny błąd jaki popełniają wszyscy, to oddzielanie jednych wydarzeń od drugich. Jakby istniały samoistnie w różnych rzeczywistościach. Wszystkie główne wydarzenia czy to gospodarcze, czy polityczne są ze sobą powiązane. Coś jak „efekt motyla”.
    A kowid nie jest i nigdy nie był jedynie sprawą medyczną. To polityczne narzędzie do wprowadzania zmian w skali globalnej.

    1. Ano właśnie, covid to tylko ” narzędzie do wprowadzania zmian w skali globalnej”. Zmian gospodarczych, finansowych oraz społecznych. Kryzys z 2008 r tak naprawdę wcale się nie skończył ( został tylko zasypany górą mamony ) bo ma charakter systemowy, a dług jaki został wygenerowany przez lata nieodpowiedzialnego szastania pieniędzmi ( na każdym poziomie ), stał się w praktyce niespłacalny. Już w 2019 roku były istotne przesłanki do stwierdzenia , że wkrótce wybuchnie nowy kryzys ( o wiele większy niż poprzedni ) a chaos i panika spowoduje kolaps światowych finansów. I wtedy pojawił się koronawirus…… Nie sądzę , że to było zaplanowane. Ot kolejny wirus, ale został w perfekcyjny sposób wykorzystany jak pretekst do narzucenia bezprecedensowych zmian w naszym życiu, a w konsekwencji odwócenia uwagi od nadciągającej katastrofy gospodarczej i kupienie czasu na wprowadzenie w życie globalnej reformy finansowej . To nie rządy solidarnie w jednej chwili zwariowały czy tez zostały przekupione przez wszechmocną big pharmę.

    2. To prawda. O tym co się teraz dzieje to niektórzy, ci mający styczność z tymi tam…, mówili juz wiele lat temu. Nie odrzucałem tego jak jakieś bzdury, jednak uważałem te plany za mało realne…

  9. Uważam ,że Redaktor dobrze sklamrował całość strony . Świat cowidkowy będzie nadal istniał ,ale jakby już obok nas . Nie możemy się w nim ciągle obracać i mielić na pusto . Jak pamiętam Polacy zawsze żyli jakby obok swojego niby państwa . Tak było w czasie wojny i po wojnie . Potrafimy się wyłączyć z terroru i uciemiężenia .Ludzie wymyślali dowcipy, śpiewali piosenki, żyli normalnie dniem codziennym .Zawsze wiedzieli ,że kiedyś to zło ,czy system padnie . System polityczno -państwowy szedł na dno ,a ludzie zahartowani trudem przetrwania spokojnie dalej żyli . Mamy to genetycznie wpisane ,szczególnie Polacy .Wszystko jest na tym świecie powiązane i się zazębia .Jak mawiali alegorycznie mędrcy ze wschodu ,że ” jak motyl zatrzepoce skrzydłami w jednej części świata ,to w drugiej jest trzęsienie ziemi „. Wystarczy zła decyzja watażki ,żeby w drugiej był kataklizm .
    Jedni się rodzą myślący ,a inni nie i tak od tysiącleci ten glob się kręci .Jednym wystarczy trochę karmy, przyodziewku ,igrzysk i trunków ,a inni poszukują głębi istnienia ,filozofii , rozważań o wszechświecie i naturze ludzkiej .
    Ale zawsze kończy się tym samym jak mawiał mój ulubiony Jan Sztaudynger:
    ” Zanim się opamiętasz ,kołyska ,ołtarz ,cmentarz i robisz smutne odkrycie ,że to już całe życie ”
    Także żyjmy tu, teraz i obok tego zwariowanego światka ,który niewiele się różni od poprzednich tak samo idiotycznych tylko z innymi szczegółami .

  10. Trudno się nie zgodzić.
    Z tym że:
    Ludzkość raczej zawsze składała się z posłusznej, niezbyt bystrej większości i narzucających im swą wolę elit władzy.
    Najważniejsza i szokująca zmiana polega na tym że do niedawna te pokorne masy były elitom władzy potrzebne.
    Jak widzimy, jest to już przeszłość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: