21.05. Pompowanie statystyk, pompowanie kasy.

21 maja, dzień 445.

Wpis nr 434

zakażeń/zgonów

2.863.031/72.691

Monolit powoli pęka. Po roku oficjalnych przekazów ukształtowała się już wielka rzeźba kowidowego świata, oparta na rusztowaniu złożonym z pewników. Były to maseczki, testy, statystyki zgonów i zakażeń, zwyczaje transmisyjne wirusa oraz jeszcze z początków pandemii, argument główny, czyli spłaszczanie krzywej za pomocą lockdownów, kwarantann i DDM. Przypomnę – mowa tu o oficjalnej diagnozie, że koronawirus nie jest mocno śmiertelny, ale szybko się rozprzestrzenia, a więc większość i tak zachoruje. Chodziło tylko, by nie wszyscy na raz, bo służba zdrowia tego nie ogarnie. A więc spłaszczaliśmy krzywą, zamykając gospodarkę a ludzi – po domach. Pisałem już o tym rok temu.

Dziś i ten pewnik zakończył w narożniku kowidowych zabobonów, wreszcie zweryfikowanych nauką, a nie wiarą w buńczuczne objawienia autorytetów, wzmacniane medialnymi tam-tamami. Profesor Matthias Schrappe udzielił wywiadu gazecie Die Welt i zrobiła się #DiviGate, afera całego systemu zdrowia naszych zachodnich sąsiadów. Okazało się, że profesor, wraz ze swymi 10 utytułowanymi kolegami, opublikowali pracę (filmik od 39’40), z której wynika, że niemiecka ochrona zdrowia systemowo wysyłała na oddziały intensywnej terapii ludzi o nieznacznych objawach kowidowych. Mechanizm tego procederu jest powiązany z większymi subwencjami dla intensywnie chorych na kowida, w stosunku do leczonych na konwencjonalnych oddziałach.

Profesor Schrappe jest nie tylko znanym lekarzem, ale także zna się bardzo dobrze na finansach służby zdrowia i element motywacji subwencyjnej w decyzjach o kwalifikowaniu nieostrych pacjentów na intensywną terapię jest dla niego oczywisty. Jak to wyliczono? Między innymi wyszło, że Niemcy mają z całości kowidowych zachorowań zaskakująco najwyższy procent pacjentów przekierowywanych na intensywną terapię. Wyszło też, że 510.000.000 euro wydane na łóżka do intensywnej terapii, zostało zmarnowane, bo kupione za te pieniądze 11.000 łóżek nigdy nie trafiło do użytku. Diagnoza zespołu profesora jest jasna – Niemcy NIGDY nie stały w obliczu załamania służby zdrowia z powodu natłoku kowidowych pacjentów, co kłóci się z medialnymi doniesieniami, pękającymi od kadrów z przeładowanych szpitali i kolejek karetek przez zakorkowanymi izbami przyjęć.

Ciekawe czy było tak u nas? By tego dowieść potrzebny by był nam jakiś profesor Schrappe, a gdzie takiego znaleźć wśród polskich medyków, którzy w większości zamilkli i się nie wychylają, w mniejszości zaś gadają bzdury w telewizji, straszą ludzi służbą zdrowia i ścigają tych niedobitków, broniących jeszcze etosu lekarza, który polega – bagatela! – na leczeniu i diagnozowaniu pacjentów?

Ale nie jest tak źle. Spróbujmy brak profesora zastąpić logiczną analizą danych. Przecież u nas pełno było takich dramatycznych kadrów, które pokazywały służbę zdrowia na granicy zapaści, zdecydowanie zniechęcając ludzi do kontaktu diagnostycznego ze służbą zdrowia. W odbiorze społecznym drzwi do szpitala otwierały się tylko w jedną stronę. Zobaczmy jak to „korkowała” się służba zdrowia i czy byliśmy rzeczywiście na granicy katastrofy. Już we wrześniu 2020 dane wykazywały, że mieliśmy o ponad 1,3 mln mniej procedur szpitalnych w stosunku do 2019 roku. W roku kowidowym… o 25% ludzi mniej poszło do szpitala. Popatrzmy:

Czym więc mieli „zatkać” służbę zdrowia? Potem minister Niedzielski wydał dramatyczną  „ rekomendację” o wstrzymaniu procedur, choć jak widać były one wstrzymywane od początku pandemii: groził nam przecież dramat, szła kolejna fala i trzeba było wywalić innych chorych niż ci, co zapadli na naszego hiciora. 

Proceder kontynuowany do końca roku skończył się sumą 1.820.857 procedur szpitalnych mniej niż w 2019 roku w stosunku do… 102.438 szpitalnych procedur kowidowych. Oznacza to, że system BY SIĘ NIE ZATKAĆ wyciął 17 procedur szpitalnych niekowidowych na jedną kowidową. A lecimy dalej z tym koksem, bo w pierwszym kwartale 2021 mieliśmy dynamikę 600-700.000 hospitalizacji mniej niż w 2019 roku przy 67.146 procedurach hospitalizacji kowidowych. Wychodzi średnio 10 łóżek za jedno kowidowe. „Polepsza się”. Ale w tym tempie przebijemy wynik z 2020 roku dwa razy.

Te dane mrożą krew w żyłach, to tam ukrywa się źródło nadmiarowych, niekowidowych zgonów, których naliczono już około 130.000 tysięcy więcej niż w średniej z pięciu przedkowidowych lat. Tych ludzi powinny leczyć szpitale, które wstrzymały procedury, przerzucając się na pandemicznego medialnego bohatera sezonu. (Przewidziałem to już we wrześniu na podstawie nagłego spadku zachorowań na raka spowodowanym zapaścią diagnostyki). Bo to też bilans diagnostyki na telefon. Pacjenci pozbawieni kontaktu z lekarzem nie mieli możliwości dać sobie wykryć schorzenie, które w wielu przypadkach nadawało się do hospitalizacji. I wielu z nich zmarło. Trzecia, ostatnia frakcja, to wspomniane już wcześniej przekonanie, hodowane przez media, że jak cię zabiorą do szpitala, to zjechałeś już do zajezdni. I co się dziwić, że ludzie odwlekają taką desperacką decyzję do ostatniej chwili?

Największe wrażenie robi zestawienie na jakie to choroby nie wykonano statystycznej średniej szpitalnych procedur. Popatrzmy:

No i jakoś poradziliśmy sobie bez profesora Schrappe. Polacy nie gęsi i swój excelek mają. Ale obraz wyłania się straszny. Straszniejszy, bo gdy się zestawi dane z narracją przekazu mediów, które codziennie pokazują zwyczajowe kadry z transportem chorych na noszach do zatłoczonych szpitali, to widać ten dysonans. To, że media łżą by sobie podbić bębenek zasięgów, to ich zbójeckie prawo. Tak jak ludzki obowiązek brać to wszystko w nawias. Ale co decydenci? Kto wystawi i komu rachunek za te decyzje, które kosztowały życie dziesiątek tysięcy ludzi, a które nie miały żadnego uzasadnienia opartego na danych.

Teraz to wszystko wychodzi. Wyjdzie coraz więcej. Zaliczyliśmy już bezsens epidemiologiczny lockdownów, maseczek, testów, strategii kwarantann i dystansowania. Wszystko oparte na danych i statystykach, jak to u… płaskoziemców. Teraz padła taktyka spłaszczania krzywej, by uratować zapchaną służbę zdrowia. To, że zapychała się ona w mediach, to pikuś, ale, że zapychała się w głowach decydentów, którzy mieli przed sobą wcześniej te dane, co my teraz, to już jest niezrozumiałe.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

11 thoughts on “21.05. Pompowanie statystyk, pompowanie kasy.

    1. Panie Robercie,
      Skoro Autor nie może napisać ” tego wprost ” to może Pan się odważy wyłożyć co jest takie zrozumiałe

  1. Ten sam mechanizm , o którym pisze niemiecki prof. jest u nas ! A co ? Głupsi lekarze u nas ? Mają wstręt do kasy ? Nigdy! Procedury covidowe są opłacane KILKA razy więcej! Kasa Misiu , kasa !!!

  2. Mieszkam w Puławach (Lubelskie) i mamy tu szpital przeobrażony na tylko covidowy. Wiem z dwóch różnych w miarę wiarygodnych źródeł, że lekarze tam pracujący zarabiają w granicach stu tysięcy miesięcznie za rzekomo niebagatelnie groźną walkę ze śmiertelnym wirusem. Życzę im jak najlepiej, ale mam nieodparte wrażenie że zapłata za to świadczenie nie jest ekwiwalentna do wysiłku. W świetle tych danych jaki rozsądny lekarz, który stoi na froncie walki z domniemanym groźnym wirusem zrezygnuje z takich dużych pieniędzy i narazi się na potencjalne ryzyko odebrania możliwości świadczenia usług lekarskich, procesy sądowe, medialny ostracyzm ?

    1. No to w zasadzie pozostaje tylko różaniec, bo już żadna ludzka ręka nie uwolni nas z tej korupcyjnej pułapki.

  3. Czy aby na pewno można liczyć i porównywać hipotetyczne hospitalizacje = jeden pacjent na jeden zabieg/chorobę jeden do jednego z hospitalizacjami na covid? Czy porównując nie należy brać raczej pod uwagę ogółu CZASU, jaki spędziliby w szpitalu ci wszyscy, którzy nie poszli do szpitala na te wszystkie inne choroby? Mam wątpliwości, ponieważ średnia hospitalizacja na przeróżne zabiegi chirurgiczne, czy diagnostykę to dziś przeważnie 3, góra 5 dni, dziś bardzo szybko wypisuje się pacjentów do domu. A na covid ludzi przecież trzymają co najmniej dwa tygodnie, chyba, że szybciej umrą. Więc 100 tys covidowych hospitalizacji to 1,4 mln dni, a 1,8 mln nieodbytych hospitalizacji to 5,4 mln dni, więc raczej 1:4 a nie 1:17. A druga rzecz to obłożenie sprzętu diagnostycznego. W szpitalu jest najczęściej jeden tomograf. Jeśli jest on użyty do diagnozowania pacjentów z covid, to już nie skorzystają z niego raczej pacjenci z innych oddziałów, więc nic tam po nich. Tu nie tylko o łóżka chodzi. Nie twierdzę, że całkiem nie ma Pan słuszności. Nie kupuję jednak Pana statystycznych argumentów. To na bank trzeba policzyć inaczej.

    1. Ale to nie ma sensu. W przypadku kowid np. w niemczech to 2% przeznaczonych jednostek i 4% intensywnej terapii. Szpitale stoją puste, albo się z nich wywozi niekowidowych. Do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: