22.06. Setny wpis – czyli jak pisałem

22 czerwca dzień 111

Wpis nr 100

zakażeń/zgonów/ozdrowień

32.227/1.359/17.076

70. dzień czekania na pieniądze od Trzaskowskiego

Dziś święto – setny wpis w moim „Dzienniku zarazy”. Hura! Zacząłem go od wpisu z dnia 13 marca, kiedy jeszcze byłem na nartach na Słowacji i w ostatniej chwili zdążyłem przecisnąć się do Polski przez zamykające się wrota kwarantanny. Był to pierwszy dzień izolacji i 10. dzień od polskiego pacjenta „zero”. Chciałem w swoim pamiętniczku przeanalizować zmiany w Polsce, na świecie i w… sobie, bo przeczuwałem, że taki odjazd jak zamknięcie świata na nie wiadomo (wtedy?) jak długo, będzie miał wiekopomne i chyba nie najlepsze skutki dla cywilizacji. Tu się akurat nie pomyliłem, ale jak – z powodu setnego wpisu – przeglądam swoje zapiski wstecz to widzę, jak to poszło i gdzie się myliliśmy i ja, i wszyscy. Ale jeszcze nie czas na podsumowanie pandemii, bo jak prorokowałem – wirus jeszcze trochę potrwa i się do niego przystosujemy, za to jego społeczne, polityczne i ekonomiczne skutki będą z nami na lata.

Pora więc na podsumowanie moich zapisków:

Po pierwsze – statystyki. Najpopularniejsze wpisy, to ten o mechanizmach koronawirusa („Dobre wieści z Downing Street”), potem mój wywiad z denialistą, analitykiem matematycznym, który z tabelkami w dłoni wykazał, że statystycznie właściwie nic się nie dzieje („Wywiad z wampirem”), potem wszedł temat USA i mój wpis „Ameryka – helikopter w ogniu” też stał się popularny, aż do wylądowania na aktualnych sprawach politycznych, tu w kwestii tzw. debaty prezydenckiej („Debata – nudy na dudy”). Chcę dodać, że od dnia 11 maja Facebook zablokował mi promocję moich wpisów, co czyni wyniki w okolicach 5 tysięcy bardzo dobrymi. Zablokowanie reklam obszedłem (nie mówcie MU, pliz), ale po obejściu zacząłem obserwować JAKIE to treści blokuje mi Facebook. Oto: zaczęło się od Hołowni („Prezydent, który płacze”), ma Szymon znajomości, bo trzymają mi ban do dzisiaj, kolejny nieprawomyślny wpis to ten o „Seksie w czasach zarazy”, ale tam przecież na Boga nic z „tych” rzeczy. Potem to już proste – źle jest promować plakat z warszawskich ulic „Stop calling me Murzyn”. Nie ujdzie też na sucho rzeczowa (?) analiza Antify („Antifa – jak nie dziś to kiedy?” Co ciekawe artykuł krytyczny o cenzurze w social mediach Facebook mi puścił w promocji, co chyba dowodzi nie jego samokrytycyzmu, ale raczej debilizmu algorytmów cenzurujących, którym wszystko „kojarzy się z chusteczką”. Analiza wstecz tego zjawiska pozwala stwierdzić, że obecnie social media są w szpicy cenzury ograniczając wszelkie wieści dotyczące dyskusji nad: zasadnością skali lockdawnu, przymusu szczepiennego, chińskiego spisku, epidemiologicznego lobby, konieczności obostrzeń w social distancingu oraz innych niż klękających analiz zamieszek w USA.

Analizując własne wpisy doszedłem do pewnej ich typologii, oczywiście nie zamierzonej, ale mamy następujące grupy wpisów, z przykładami według najpopularniejszych;

  1. Wirus jako taki, jego charakter, nowe odkrycia, strategie państw; proroczy wpis z 27 marca – „Wirusowe strategie
  2. Polityka wewnętrzna – „Opozycji!”, czyli o strukturze polskiej pzndemicznej sceny politycznej, z dziurą na opozycję
  3. Polityka zagraniczna – „Chińcyki trzymają się mocno”, czyli Chińczyk w cichym natarciu
  4. Nowy ład po lockdawnie – „Nowy wspaniały (?) świat”, czyli porzućcie marzenia o nowym (lepszym?) świecie po pandemii
  5. Gospodarka – „Czemu pusto?”, czyli o tym, że samo otwarcie nic nam jeszcze nie załatwia
  6. Sprawa polska a sprawy międzynarodowe – „Kto korzysta z okazji?”, czyli my tu w kwarantannie, a świat nie próżnuje
  7. Media, czyli jak kształtują opinię publiczną w okresie wojny ideologicznej – o sondażach „Badania opinią pubiczną”, medialnych manipulacjach wprost – „Kadrowanie świata”, czy o ich mniej lub bardziej obiektywnych przyczynach „Dlaczego media kłamią?”
  8. Postacie, czyli osoby, które mi się wyłoniły w trakcie pandemii z różnych, a wydaje mi się, że nie do zlekceweażenia, powodów: „Mój patron„, „Oleg – polski wyrzut sumienia
  9. W końcu cykl samoobserwacji, czyli jak zmieniamy się osobniczo w trakcie pandemii – „Wglądamy w siebie
  10. Ulubione przez czytelników, czyli varia, pokazujące różne aspekty przemian społecznych w trakcie wirusa – „Varia(t)?
  11. No i „my favorite”, dwie próby literackich pastiszy, z nudów: lemowski „Pamiętnik znaleziony w tutce” i herbertowski „Giuseppe z Otranto”.

Moim celem było oddanie wieloaspektowości tego cywilizacyjnego procesu, gdzie wirus i pandemia są tylko katalizatorami ukrytych, wstrzymanych lub spowolnionych dotychczas przemian we wszystkich wyżej wymienionych aspektach. Mam nadzieję, że to się udało i jeszcze będzie udawać…

Gdy popatrzę wstecz, to parę rzeczy przewidziałem: wizerunkowy upadek (przynajmniej dla części publiczności) ministra Szumowskiego („A taki był ładny, amerykański”), szybkie odejście problemów epidemiologicznych i wejście w gospodarcze („Schody”) i związane z tym odwrócenie kolejności, czyli zamykamy, jak epidemia jest słaba, otwieramy jak wzrosła („Spada!!! Wychodzimy?”). W końcu ziściły się moje spekulacje na temat różnych możliwych społeczno-politycznych reperkusji pandemii, z rewolucyjną włącznie, ale – przyznam, że scenariusz rewolty w USA był (i wciąż jest) poza moją wyobraźnią.

Mój pamiętniczek uratował mi życie. Pomimo moich obietnic na regularne życie w izolacji, jeszcze z początków marca, to tylko on nadał memu powtarzalnemu życiu jakiś wyjątkowy rytm. W końcu to 100 sążnistych felietonów, codziennie jeden. Jak mówił Dyzma trzeba siedzieć i myśleć, aż się coś wymyśli. Trzeba więc mózgowi, jak rzemieślnikowi, obstalować aktualny temat, osadzić go w wirusowym kontekście, zebrać materiały, poczytać, znaleźć odnośniki do zacytowania w hiperlinkach tekstu. To zabiera parę godzin dziennie i człowiekowi głupoty wywiewa z głowy. W dodatku jak się szykował jakis wyjazd czy intensywny weekend to trzeba było napisać parę tekstów na zapas, ale tak, by jednocześnie nie straciły aktualności. Parę więc razy na kacu wciskałem tylko z rana „enter” i gotowy tekst leciał, choć, by go ze zrozumieniem przeczytać to musiałem czekać do wieczora…

Nie wiem czy taka suma zapisków pokazuje te wielowątkowe zmiany jakim jesteśmy poddani. W końcu dokonuję nie tylko wglądu w świat, ale własnej wiwisekcji. A trudno być „twórcą i tworzywem”. Myślę, że większość dobrych pamiętników to te z mocnym „podmiotem lirycznym”, i tak chciałem. Nie aspiruję do obiektywizmu, tak sobie tylko piszę o swoich spostrzeżeniach na temat świata czynionych przez człowieka, któremu kiedyś wydawało się, że żył już w ciekawych czasach. (Kurcze, niech się to wreszcie zatrzyma, bo to chyba za dużo na to moje jedno życie pokolenia lat 60-tych).

Na tę setną okazję proszę Was, moi liczni kochani, o zashareowanie tego wpisu do swoich znajomych z prośbą o to samo, jeśli myślicie, że to warto. Niech przeglądowy charakter tego wpisu da nie tylko Wam możliwość przyjrzenia się sobie samym. „Dziennik” jest tylko lunetą, w którą każdy może zaglądnąć kiedy chce, jak tylko kieruję ją w różne strony i przecieram soczewki.

A teraz już tylko okazjonalne winko z przyjaciółmi u mnie, skąd widać zegar na Pałacu Kultury i wirtualnie z Wami wszystkimi tam, gdzie dzieli nas tylko ekran. Dziekuję, że dotrwaliście do tej setki!

Trzymajcie się, covidianie!

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim bloguDziennik zarazy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: